. Nie
powinienem napisać poniższych kilku słów, ponieważ każdy tekst
literacki jaki by nie był powinien bronić się sam.
Niestety w miasteczku zwanym Krakówek każde, nawet najmniejsze, odstąpienie od
sztywnych przepisów tak zwanego dobrego wychowania wymyślonych ( i wprowadzonych
niestety w życie ) przez panią Dulską, powoduje u osób o mentalności gorszej
niż psudomieszczańska szczególnie przyjezdnych z innego niż Kraków półwsia
i po góra trzech tygodniach mieszkania w nim czujących się jakby od wieków tylko
w Krakowie stepowały gorączkę, świerzb, odruchy wymiotne, padaczkę i awersje
na wszystko, co tylko nie współgra z Ich jedynym prawdziwym i obowiązujących
wszystkich zdaniem.
Przodują w tym kobiety. Nie ma się czemu zresztą dziwić. Osoba o twarzy Anioła
ukrywa w sobie przede wszystkim złość, zawiść, niechęć do wszystkiego innego,
co tylko nie Ją otacza.
Po opublikowaniu na łamach sławnej strony internetowej poświęconej szeroko rozumianej
wyższej sztuce ( www.sztukpuk.art.pl) mojej subiektywnej, prywatnej i jakże szczerej
opowieści o Jerzym Skarzyńskim nagle ze strony panien Dulskich ( i ich męskich
odmian także ) spotkał mnie ostracyzm, wieszanie na mnie piesków lub podobnych
koszmarów.
To prawda,
przyznaję, nie napisałem o Wielkości Jerzego jako Artysty, ale to nie
był mój cel, ani zamiar.
Od tego są krytycy sztuki, dziennikarze zajmujący się filmem, archiwum ASP, Starego
Teatru, Muzeum Scenogarfii, czy chociażby tłum pseudoprzyjaciól Jerzego przez
lata odgrażający się czego to o Nim nie napiszą.
Do dzisiaj jednak panuje przerażająca cisza, jakby ludzie ci pozapominali do
czego służy pióro. I dane słowo, chociaż dzisiaj widać, że były one rzucane na
wiatr. Lub w przestrzeń knajpianych bełkotów.
To, iż ostracyzm panien ( i panów ) Dulskich dotyczyłby tylko mnie przejmuje
mnie jak problem kim będę po śmierci, lub czy Bush wygra kolejne wybory.
Ale chamstewko traktowania mojej najbliższej mi osoby jak zepsutego powietrza,
patrzenie na Nią z pobłażaniem, szeptaniem źle na Jej temat poza jej plecami
dotknęło Bogu ducha winna Moją Żonę, jak i rodzinę.
A tego pieprzony Krakówku już za wiele. Zastrzelcie mnie jeżeli macie na to
cywilną odwagę opiszcie w gazetach jaki ze mnie cham obrażający Pomnikową Świętość,
która przez całe swoje długie i wspaniałe życie nie wypiła ani jednego kieliszka
wódki. Itd., itp.
Miejcie
trochę odwagi i pokażcie twarz Człowieka jeżeli ja posiadacie a nie
tylko maskę pani Dulskiej, do tego źle wykonaną i do tego pewnie w czynie
społecznym.
Napisałem Moją prawdę o Jerzym ( i jego żonie Lidii) z którymi miałem przyjemność
przyjaźnić się przez 34 lata. Na dobre. I na złe.
A Wy pokazujecie ( za moimi i mojej żony ) plecami przerażającą głupotę i małostkowość.
Parafrazując Andrzeja Bursę mogę powiedzieć : mam was w d...jak i małe miasteczka.
Jednak by znowu mieliście o czym psioczyć udostępniam 4 zdjęcia Jerzego w pozach
i sytuacjach które jak Was znam zbulwersują jeszcze bardziej, niż wydrukowana
opowieść, która lada chwila ukaże się drukiem w renomowanym wydawnictwie na szczęście
zatrudniające redaktorów znających się na Sztuce, a nie tylko kawiarnianych plotkach.
I obrazach świętego majestatu.Roman Wysogląd

P.S.
Na tak zwana czarną godzinę mam schowany w szufladzie rozdział opowieści o Jerzym
którego na razie nie będę publikował.
Opowiada
on o Waszym, prawdziwym stosunku do Niego. Jest on autentyczny,
ponieważ opowieści te Jerzy nagrał na magnetofonie, a kiedy je
przepisałem autoryzował i podpisał się pod nimi w obecności Pani
Notariusz.
Więc, jeszcze wszystko przed Wami.
Roman Wysogląd
|