Góral pewnym krokiem wchodzi do Śródmieścia.
Przez ostatnie kilka miesięcy plastyczny Kraków ma niebywałe szczę-ście do świetnych wystaw.
Po smutnych i nudnych miesiącach zastoju, kiedy na licznych wernisa-żach jedynym wydarzeniem było, kto tym razem, z kim się pokazał ko-niec ubiegłego roku i początek nowego zaowocował ( jak to się idiotycz-nie pisze) wspaniałymi ekspozycjami.
Zofia Stryjeńska w Muzeum Narodowym, Maria Jarema w Krzysztofo-rach ( skandal, wystawa była czynna tylko dwa dni!), Jerzy Panek w Ga-lerii pana Fejkla, czy ostatnio rewelacyjna zabawa w sztukę lalkami ( i nie tylko) państwa Sosenków w Bunkrze Sztuki pokazali od lat niespoty-kany poziom w naszym, jakże wyczerpanym ze świeżych powiewów, miasteczku.
Ale na szczęście dobra passa jest kontynuowana! W cukierence Vis a Vis ( prawdopodobnie wymyślonej przez Pawła Głowackiego), przez lata znanej jako miejsce spotkań awangard różnej maści i niekonwencjonal-nego prowadzenia się zagościło trzydzieści rewelacyjnych kolaży ( colla-ges) Andrzeja Folfasa, artysty, co prawda od lat związanego z Krako-wem, ale niekryjącego swoich korzeni ( nie tylko artystycznych) z Pod-halem.
Z niewielkich prac dość starannie zawieszonych pomiędzy stałymi ( i nie tylko) bywalcami Zwisu uderza przede wszystkim fantastyczny, wyra-zisty i dość trudny do opisania kolor.
Jest rzeczą niebywałą potrafić w tak zdyscyplinowany sposób igrać so-bie z barwami, a jednocześnie nie zatracić myśli niewątpliwie kryjącej się w każdej z prac.
Poza tym, jak niektórym wiadomo, kolaż można skomponować dosłow-nie z wszystkiego, ale artysta pozbawiony talentu i nadmiaru wyobraźni potrafi z " tego niczego" skompilować bzdet, których pełno wokół nas, o które się potykamy, czasami dotykami, a niektórzy nawet nazywają " to coś" czystą sztuką.
Na szczęście Andrzej Folfasa zna proporcje potrzebne, by z pozoru niedającego się opisać ( naturalnie językiem plastyki) zdarzenia uczynić prawdziwe cacka.
Więcej pochwał ( jakże zasłużonych nie będzie) gdyż artysta mógłby się ich przestraszyć i wrócić do swoich rodzinnych gór, na czym niewąt-pliwie straciłoby nasze miasto.
Poza wszystkim uznanie należy się właścicielowi Cukierenki Vis a Vis, iż dba nie tylko o kieliszki, kufle z piwem, czy poziom intelektualnych rozmów wprowadzonych w jego lokalu każdego dnia, i o dowolnej porze.
Udowodnił, że nawet na tak małej powierzchni może zagościć prawdzi-wa sztuka.
Do Komisarzy wystawy ( Pana Ryszarda Bobka i Marka Studnickiego) ma nieśmiałą prośbę, by w niedalekiej przyszłości jak najczęściej zaska-kiwali nas ekspozycjami na podobnym poziomie artystycznym.
Roman Wysogląd
|