Pomiędzy potworem z Loch Ness, Sfinksem, a bajeczkami Macieja Szy-bista o niczym.
Najokrutniejszą dla człowieka próbującego pisać cechą jest banalność. Do tego Himalaje megalomanii, oraz niezachwiane przeświadczenie o własnej, nieograniczonej ( nawet przez Kosmos) erudycji.
Znając od lat Maćka Szybista wcale nie byłem zaskoczony swoistym cocktailem zamieszczonym w tekście zatytułowanym poniedziałek, 18 maja 2009, a w pewnym sensie dotyczącym także mojej skromnej oso-by.
Otóż - będąc jeszcze przez chwilę przy zdrowych zmysłach oświad-czam iż;
1. Nigdy w życiu nie byłem poetą z Piwnicy pod Baranami. Prawdą jest, iż w lokalu tym wypiłem hektolitry różnych płynów, ale na Bo-ga! Nawet przy barze nie przeczytałem żadnego wiersza, więc podłączanie mnie do Piwnicy przez pana Maćka kogoś śmieszy. Piwnicę, albo mnie.
2. Jeżeli w ubiegły czwartek na wernisażu Brygidy Serafin - jak pisze Maciek - na twarzy miałem telewizyjny makijaż to w takim razie autor tych słów był żywcem przeniesionym z horroru lat trzydzie-stych ubiegłego wieku eksponatem ( niestety, albo na szczęście) bez makijażu.
3. Poza tym kompletnie nie rozumiem ( albo zwyczajnie jestem na to za głupi) co wspólnego z pracami Brygidy Serafin - a pośrednio ze mną mają: teatrzyk Olgi Lipińskiej, Wojciech Pokora, Stanley Fa-sch, pan Turecki, ciało Lupty-Mindela, Agata Christe, Tadeusz Kantor, pan Balewicz, Bereś, Józef B. Gajos, czy Joseph Beuejs? Diabli wiedzą, może Szybist wie, chociaż bardzo wątpię
4. Sugerowanie, że jedna z pań Skrzyszowskich była tak miła i od-dała mi swoją rękę jest bezczelnym wpieprzaniem się w prywat-ność.
Gdybym był Szybistem napisałbym, iż pan Maciek wysiedział swo ją nowo-młodą żonę w krużganku Prowincji i do dzisiaj spędza tam więk-szość czasu pilnując, by nie stałą się jej jakaś dziwaczna krzywda. Na przykład może spotkać poparzonego Beuejsa, i co wtedy?
5. Reasumując: po raz kolejny Maciek Szybist pomieszał bełkot z przyrodą, do tego tyle mającego wspólnego z rzeczywistością, co pokaz Brygidy Serafin ze sztuką.
6. Jeżeli ktoś miałby jeszcze wątpliwości, że w stosunku do pana Maćka jestem odrobinę złośliwy polecam wydaną dwa lata temu książkę Stefana Maciejewskiego Wojna polsko - polska, w której barwnie i ze swadą opisał " wkład" Macieja Szybista w "budowanie " tak zwanych zrębów Nowej Polski". Oraz te kilkanaście lat wcze-śniej, kiedy.
Nawet Turecki by się zadumał, nie mam co do tego żadnych wąt-pliwości. Nie mówiąc już ani słowa o Sfinksie, czy jakimś tam Potwo-rze.
Roman Wysogląd
|