M do Krystynki.
Wtorek 19,17
Byłem dla niej niezdobytym zamczyskiem.
Nie miała mnie i nie będzie mnie mieć. Krysiu, nie wiem przed
czy się tak broniłem wymieniając w telegraficznym skrócie, co
robię, gdzie wjeżdżam i jak bardzo jestem zapracowany. Nic nie
wiem. Wydaje mi się, iż będzie mnie nachodzić, czy dzwonić po nocach, od
dawna tego nie robi, więc, o co mi biega? Jakbym się bał ponownego osaczenia,
tego spojrzenia, po którym wielu pada jak śnięte muchy. Tak te oczy mogą
zaczarować, omotać i zniszczyć, ale też potrafią namiętnie kochać. Kim ona
dla mnie jest, bo ciągle jest i nie pozwala mi o sobie zapomnieć? Często
mam ja przed oczyma, jak rozpycha się w salonie na kanapie dając mi do zrozumienia,
iż jest u siebie, jak klęczy u mych kolan wiedząc, co i jak ma robić.
Jest kimś, z kim przeżyłem namiętność, która się właściwie nie zdarza, a nawet,
jeśli to bardzo rzadko. Nie dałem jej domu, dziecka, poczucia bezpieczeństwa,
choć obiecywałem. Obiecanki cacanki, a głupiemu radość.
Wcale mi nie jest do śmiechu. Jej tym bardziej.
Wiele bym zrobił, aby była szczęśliwa, ale ona nie potrafi. Jak nie cierpi,
to nie czuje, że żyje? Jest w tym coś żenującego.
Ruth do M. jedenastki są pechowe?
Zawsze się ciebie bałam i ten strach mnie obezwładniał, ale również
nieziemsko podniecał. Kochałam się z tobą nie ufając ci zupełnie,
nie wiedząc, co za moment ze mną zrobisz. I to było to!!! Mogłeś
mnie przytulić, ale tak samo mogłeś mnie uderzyć lub związać
- jakaż to różnica? Przecież było nam ze sobą kurewsko dobrze.
Nie ty nauczyłeś mnie oddzielać miłość od sexu, ale przy tobie stałam się
mistrzynią. To bardzo pociągająca i niebezpieczna zabawa, a my obydwoje
lubimy niebezpieczeństwo. Ten, kto powiedział, że sex to nie wszystko,
całą pewnością nie kochał się z tobą.
Brakuje mi tego jedynego w swoim rodzaju strachu, połączonego z gorącem niepewności.
Możesz stać ode mnie z kilka metrów i tak moje feromony odnajdą twoje.
Kochałam się z tobą nie wierząc w ani jedno słowo, jakie do mnie wypowiadałeś.
I nie przeszkadzało mi to. Powiem więcej, nawet chciałam być okłamywana.
To słodkie wierzyć w to, co się chce. Najsłodziej było wmawiać sobie, że
tak będzie zawsze. Moje ciało pokryte oliwką i te śniadania. Tak, śniadania
były najczulsze.
Czy teraz jest inaczej? Buduję, układam siebie tak mocno, bym już nie szukała
ciebie w innym mężczyźnie. Mam pierwsze sukcesy.
Jest to możliwe.
M do Krysi. Czwartek.
Początek kwietnia.Nie wiem, dlaczego chcę, aby od czasu do czasu dzwoniła,
nawet przychodziła, i nie chodzi tylko o sex, przynajmniej mnie, bo nie wiem,
o co jej chodzi. Czy ty Krystynko wiesz, o co jej tak naprawdę chodzi w życiu,
bo ja nie.
Jest w niej coś takiego.... Nie wiem jak to nazwać. Mam nadzieję, iż się nie
przywiązałem do tego, że jest.
Na mój telefon - Przyjedź - nie przyjedzie, już nie będzie miała ochoty.
Dlaczego jestem pewien, że zawsze będzie do mnie należeć? Po prostu wiem, iż
jest moja.
Oczywiście, że sobie poradzę. Mam cały notes telefonów do kobiet w różnym wieku,
tylko, co z tego? Ciągle jestem sam.... To się zmieni.... Wiem, za dużo pracuję.
Jeszcze dwa, trzy lata i koniec. Będę wypoczywał we własnym domu za miastem,
w ogrodzie będzie biegał pies, w kuchni swoje królestwo będzie miała moja kobieta,
matka mojego kolejnego dziecka. Będę o nich dbał i kochał ponad wszystko.
Koniec z grupowym sexem, alkoholem i blond potworem. Ona będzie w innym domu,
na innym kontynencie, z mężem lekarzem, dwójką dzieci. Będzie podziwiać świat
z własnego równo przystrzyżonego trawnika. Raz na pół roku zadzwoni do mnie,
że jest bardzo szczęśliwa, że wszystko układa się fantastycznie.... Ja odpowiem
jej to samo. Będę jej wierzył, a ona mnie.
Ruth do M. NR 12.
Jak go rozpoznałam w tłumie mężczyzn, jak i z
skąd wiedziałam, że te niebieskie oczy są moimi oczyma, które widzę
codziennie w lustrze małej łazienki?
Miał dłonie mojego ojca, silne i delikatne, już czułam jak wrastają w moje
biodra. Wiedziałam, że są dla mnie, skąd miałam pewność, że jak mnie dotknie,
zamienię się w sam dotyk, w jego linie papilarne? Po prostu go zobaczyłam i
wiedziałam. Na początku chciałam uciec, stałam w miejscu z plecakiem w ręku,
niewyspana po nocy spędzonej w pociągu, stałam tak w podkoszulku, w za dużych
spodniach, bez makijażu, na peronie dworca, przed nim. On stał, tak po prostu,
na ulicy. Dlaczego nie uciekłam? Nogi wrastały mi w nawierzchnię, a głowa szeptała
sama do siebie... Byle nie podszedł
byle nie podszedł... Bo się rozpadnę...
Podejdź... Podejdź szeptał drugi głos... Podszedł, podał mi rękę, przedstawił
mi żonę, która okazała się kuzynką mojej przyjaciółki, która zaprosiła mnie
nad to morze, po kolejnej ucieczce od ciebie. Mieli się mną opiekować podczas
pobytu... świetnie... Już chciałam uciec.
Wymyśliłam, iż jak stanę za żoną, będę bezpieczniejsza, ona ochroni mnie przed
światłem, które mnie momentalnie spaliło. Stałam czerwona jak po wyjściu z
TURBO solarium tuż po wymianie lamp. Przyjechałam odpocząć od mężczyzn, od
ciebie i nie miałam ochoty ani siły nikogo poznawać.
Następne kilka dni udało mi się go unikać. Chciałam być sama, miałam wiele
do przemyślenia, a właściwie jak mawia Krystynka do przepracowania. Leżałam
na plaży, grałam z Krystyną w karty, było mi dobrze. Krystynka zawsze mi robi
dobrze zwłaszcza, kiedy po prostu jest przy mnie.
I nadszedł dzień, kiedy usiadłam obok niego na ławce. Piękny kort tenisowy.
Miał na sobie krótkie białe spodenki, tegoż koloru adidasy, przystojny czterdziestokilkuletni
mężczyzna, który wiedział o tym.
Mój mężczyzna, miał moje oczy.
Kiedy się
uśmiechał pojawiały się wokół nich równoległe zmarszczki, wiedziałam, że
dla nich będę chciała oddychać, dla jego kącików oczu będę budziła się każdego
ranka. On mnie wtedy jeszcze nie widział, jeszcze mnie nie zobaczył.
- To, co, może kawa, jakieś ciastko? - Nagle zaproponował.
- Z przyjemnością. Żona wyjechała? Musiałam zapytać. Zupełnie spokojnie
odpowiedział.
- Tak wyjechała. Mamy do siebie zaufanie.
Popatrzyliśmy na siebie i nikt z nas nie wiedział, o jakim zaufaniu jest
mowa. Zaczynał przekonywać samego siebie, jeszcze o tym nie wiedząc.
Chciałam powiedzieć, że miała zaufanie, bo tej pory nie spotkałeś mnie, ale
nie chciałam kusić losu, po za tym po prostu chciałam przy nim być, czułam
spokój, ulgę i nic nie musiałam.... Było mi dobrze. Przyjechałam odpocząć,
bez niespodziewanych porywów serca.
Przy tobie zawsze pod obstrzałem, w pełnej gotowości. Nie wiedziałam, co
mnie spotka, z której strony zaatakujesz.
Doskonała krytyka; mógłbyś robić specjalizację w wytykaniu ludziom wad, to
wiercenie w brzuchu, nieustające szukanie dziury w cały, jakbyś był nieskończona
doskonałością, pępkiem świata.
Nie te buty, nie ta fryzura, nie ubieraj się na różowo, bo wyglądasz jak
stara Amerykanka, jeszcze ci brakuje sztucznych pereł, nie powinnaś tyle
pić, ten cały syf widać na twojej skórze, ja nie jem mięsa, więc mam wyczulony
zapach, po prostu mi śmierdzi, nie wiem, dlaczego rzuciłaś palenie, papierosy
ci pasują, nie marszcz czoła, jesteś artystką masz młodo wyglądać. I tak
w kółko.
Dziwne, że w łóżku nic ci nie śmierdziało, skórę miałam gładką jak aksamit,
najpiękniejszą pupę na święcie, byłam zgrabna i w doskonałej formie, a poza
zasięgiem twoich ramion nie robiłeś nic innego tylko mnie niszczyłeś. Długo
na to pozwalałam.
Wracajmy nad morze.
Jedliśmy w milczeniu, obserwując się nawzajem... Pogoda była kapryśna, słońce
raz świeciło, raz zachodziło za chmury i wyglądało, że za moment będzie padać.
- To może spacer? Zapytał C.
- Dobrze. Na wszystko się zgadzałam, nie miałam powodu, aby nie iść, co
się może stać na spacerze, na plaży? Złota obrączka na palcu lśniła i dawała
dystans, którego nie miałam ochoty przekraczać.
Doszliśmy do miejsca, gdzie nie było ludzi, położyliśmy się częściowo na
kamieniach, częściowo na piasku. C zdjął polo, nastąpiła cisza, którą tylko
ja słyszałam.
Byłam przerażona, przecież ty powiesz do mnie słowo, jedno zdanie i już nie
mam na sobie majtek, a nawet, jeśli je mam, to nie pytasz tylko zdzierasz
je ze mnie.
Przy C leżałam sztywna jak pal głęboko wbity w dno morza, byłam głazem, który
przesunie tylko nieludzki żywioł, byłam niemodnymi meblami z Kalwarii 8
mężczyzn nie było w stanie ich pewnego słonecznego dnia wynieść z mieszkania
mojej mamy ? (najokropniejszy prezent ślubny, jaki można sobie wyobrazić,
jakie czasy, takie meble)
Wtedy stałam się jego? Jeszcze nie. Mam ciało pokryte różnymi znamionami,
piegami, nie wolno mi ich opalać.
Przychodzi lato ja focze prawy boczek lewy boczek. Od lat pracuję na raka
skory i... żyję. Stałam się jego, kiedy na największy z pieprzyk, wystający
z pod prawej piersi C położył mi płaski kamień.
- Nie powinnaś tego opalać. - Tyle zrobił i właściwie jeszcze mniej powiedział.
Miałam rozgrzane do czerwoności paznokcie u stóp i to nie był lakier. Mrowiło
mnie w kolanach, jakby ktoś oblepił mi brzuch malinowym kisielem, nasmarował
masłem, oblał mlekiem... I wcierał mi ten zestaw w uda, pośladki... Ciepła
lepka masa wciskała mi się w oczy, usta, uszy... Jeden mały kamień, jeden
gest i mnie miał.
Nie wiem, dlaczego wtedy nie kochaliśmy się na tej plaży, kamienie nam przeszkadzały?
Złota obrączka? Było jak w niebie, a mogło być piękniej i tego nieznanego
WIĘCEJ się baliśmy? Ja byłam zaskoczona wstydliwością własnego ciała, jego
bezbronnością, niemocą rąk i nóg, jakby mnie nikt przed C nie dotykał.
Spotkałam nauczyciela, który miał mi pokazać, czym jest moje ciało, czym
może być, kiedy on mnie będzie mną.
Odprowadzał mnie do hotelu, staliśmy w windzie, pragnęłam go każdym porem
skóry, wiedziałam, że wraz z dotknięciem siebie zaczynamy żyć, nasze ciała
i dusze dostały prezent od Pana Boga w postaci tych samych oczu, które wdziały
i miały czuć to samo. Wyszłam z windy, nie mogłam nic zrobić, nie mogłam
otworzyć ust.
Po drzwiami pokoju pocałował mnie w czoło i poszedł. Nic jeszcze nie wdział?
Nie chciał jeszcze zobaczyć, nie mnie, siebie nie miał odwagi zobaczyć w
moich oczach, które przecież były jego oczyma.
Wieczorem umówiliśmy się na tańce. Nie wiedziałam, czy umie tańczyć, dla
mnie taniec jest nie tylko moim zawodem, pasją i sensem życia, jest stanem
szczęścia.
Kocham wyjść na deski teatru i dać ciału wolność, pozwolić widowni wraz ze
mną przeżyć za każdym razem jedno wielkie spełnienie. Nie wiedziałam, że
może drugi człowiek dać to samo, C on mi to dał. Na moment, ale wiem jak
to jest, i nikomu tego nie oddam.
Był samym tańcem. Ubrałam czerwone szpilki, czarne obcisłe spodnie, czarną
koronkową bluzkę, pod, którą włożyłam czerwono-bordowy koronkowy biustonosz.
Delikatny makijaż, balsam z opiłkami złota na ramiona i twarz, aby rozświetlił
to, czego i tak nie można było bardziej zaświecić, ponieważ święciłam C.
Tobą święciła O... Sama zrezygnowała z tego światła.
Tobą Ruth nie zaświeciła, tobą Ruth zgasła.
- To pani? Nie wierzył C.
- Tak to ja.
- Jakaś mała operacja w tzw. międzyczasie?
- Mam zapięte za uszami małe conieco.
- Ładne niebieskie spinacze, to nie będzie przeszkadzać?
- W czym?
- Bo ja wiem, w tańcu...
- Pan też, że tak powiem bardzo... Bardzo...
Miał na sobie lniane jasne spodnie i takoż samą koszulę... Len na wieczorowo....
Kenzo potrafi ubrać mężczyznę i zrobić z nie go człowieka. Nie piliśmy alkoholu,
byłam wystarczająco odurzona sytuacją.
C nie pije w ogóle, nie pali, jedynym jego nałogiem miałam stać się ja. Na
chwilę, bo on tak jak ty, też się od niczego nie uzależnia.
Weszliśmy z C na parkiet, objął mnie i ruszyliśmy. Wtedy mnie zobaczył.
- Masz moje oczy.
- Nie to ty, masz moje oczy.
- Niesamowite.
Przez cały wieczór miałam wrażenie, że jestem pilnowana, śledzona, że ktoś
nas obserwuje. Kiedy wychodziliśmy z dyskoteki i na moment zostałam sama
przed budynkiem, C poszedł do toalety, podszedł do mnie obcy mężczyzna.
- On się nie rozwiedzie. - Usłyszałam z znienacka.
- Nie wiem, o czym pan mówi Lekko przestraszona odpowiedziałam.
- Doskonale wie pani, o czym mówię.
-, Kim pan jest, że?..
- Przyjacielem żony, proszę zapomnieć, to się nie uda.
- Ale ja...
- Wiem, co mówię, niech pani zamówi taksówkę, wsiądzie do niej, wróci do
hotelu a jutro rano wyjedzie.
- Żartuję pan?
- A wyglądam?
- Jeśli tego nie zrobię, to, co?
- Zrobi pani, jest pani rozsądna
Poszedł. Stałam oniemiała. Kiedy C. Wrócił zauważył pod moją opalenizną bladość.
- Stało się coś?
- Nie nic, jestem trochę zmęczona.
- Na pewno?
- Tak. Odprowadzisz mnie.
- Oczywiście
Weszłam do pokoju hotelowego i rzuciłam się na łóżko zaczęłam płakać, zanosić
się od łez, w ubraniu dotykałam się moimi rękoma, ale to były jego ręce.
Zaspokojona zasnęłam.
Rano poszłam na kort tenisowy gdzie C grał z przyjacielem, powiedziałam sobie,
że nie dam się zastraszyć, że z tego spotkania wezmę dla siebie najwięcej
jak umiem i dam z siebie tyle ile potrafię, jeśli on będzie chciał wziąć.
Wiedziałam, że takie spotkanie zdarza się raz w życiu. C przerwał mecz, bez
słów wręczył mi kartkę z numerem telefonu, ja uczyniłam to samo. Za kilka
dni należeliśmy tylko do siebie.
M do Krystynki. Kolejna środa.
Wróciłem po czterech miesiącach ze USA i właściwie
z nudów zadzwoniłem do Ruth. Byłem ciekaw jak wygląda, czy tańczy
jakąś nową rolę, obydwoje byliśmy zmęczeni grą, jaką prowadziliśmy,
ale ona była w nas, we mnie. Kto lepszy, kto więcej wytrzyma? Zadzwoniłem.
Ty odebrałaś i poprosiłaś ją do telefonu. Wiele razy miałem zapytać
czy wy przypadkiem nie powinniście być razem, bo i tak się nie
rozstawałyście.
- Cześć. - Powiedziałem najniżej jak tylko pozwalała mi na to krtań. Ona lubi
brzmienie mojego głosu. Odebrała, wiedziałem, że to ona, ale nic nie mówiła,
w słuchawce była przerażająca cisza. Po chwili krótkie, nie jej: Cześć.
Nie zapytałem jej jak się czuje, co robi, po co miałem pytać po prostu. - Zobaczymy
się? Nastąpiła kolejna dłuższa przerwa. - Jesteś tam? Nie wytrzymałem w
końcu.
- Tak, jestem. Spokojnie odpowiedziała.
- To, co zobaczymy się?
- Kiedy wróciłeś z N.Y?
- Trzy dni temu.
- Będę o 16 - tej pod kościołem Dominikanów. - I odłożyła słuchawkę.
Nic nie rozumiałem. Był ktoś. Była nieobecna jakby uciekła raz na zawsze. Kiedy
ją zobaczyłem świeciła, błyszczała innym mężczyzną. Nie widziałem jej takiej.
Ustami dotknąłem jej ust smakowały świeżymi ostrygami.
- Dobre. - Rzuciłem.
- Dobra firma.
- Nie o tym mówię.
- Wiem.
- To gdzie jest ta dobra kawa w Krakowie?
- Choć dostaniesz wszystko, co chcesz. - Popatrzyła na mnie i już wiedziałem,
co to znaczy, ale czy dla mnie było to wszystko? Tego nie wiedziałem.
Nie przyjechałem się z nią spotkać, miałem zajęcia ze studentami scenopisarstwa
i między zajęciami liczyłem na szybki dobry sex, tyle. Usiedliśmy w kawiarni
na tzw. linii AB.
Właśnie zamawiałem kawę, kiedy zadzwonił telefon. Miłość mojego życia, która
dawno odeszła, nie miała dla mnie czasu, nie miała ochoty wypić ze mną nawet
szklanki herbaty. Rzeczywistość wymykała mi się z pod kontroli. Wróciłem do
stolika. Ruth siedziała z nieprawdopodobnie łagodnymi rysami twarzy jakby zdarzył
się cud i nagle miała 20 a nie 30 lat. Rozgrzebywała sernik wiedeński i nie
piła grappy, którą zamówiła.
- Coś nie tak?- Zapytała, bo uważała, że w ogóle powinna coś powiedzieć, ale
była znudzona mną i to było zupełnie coś nowego.
- O nie ma dla mnie czasu, wiedziała, że przyjeżdżam i wyjechała. Nic z tego
nie rozumiem.
- Byłe narzeczone nie są tak łaskawe jak byłe kochanki. -
Powiedziała to, mogła nie mówić jednak powiedziała i widziałem, jaką sprawiło
jej to przyjemność.
- Nie wiem, co się dzieje. - Oburzony i rozczarowany miotałem się sam ze sobą.
- Przykro mi. - Kłamała.
- Muszę jeszcze coś załatwić, za pół godziny w hotelu, na kartce masz adres.
Wyszedłem płacąc ładnej kelnerce, na którą też miałbym ochotę. Ruth jest dobrą
aktorką, powieka jej nie drgnęła. Pewnym, pełnym głosem, bez cienia wątpliwości,
zadowolona z siebie z nienaganną dykcją wyartykułowała.
- Oczywiście. Będę na pewno.
Wybiegłem na ulicę. Miałem łzy w oczach. Czyżby przestała mnie chcieć?
Do pokoju hotelowego weszła cicho. Jednym zdecydowanym ruchem postawiłem ją
pod ścianą i rozpiąłem bluzkę, była moja, była dzieckiem, które trzeba rozebrać,
wziąć na ręce i umyć, co też uczyniłem. Myłem ją dokładnie, jakbym chciał zmyć
innych mężczyzn, jakbym za wszelką cenę pragną zdrapać blask po tym jednym,
którym święciła. Dotykałem jej, ale Ruth była gdzie indziej, nie była ze mną,
była z nim. Udawała. Kiedy po chciałem się do niej przytulić odskoczyła jak
oparzona. - Co ci jest?
- Nic, muszę tylko na moment wejść do łazienki.
- Dobrze się czujesz?
- Nic mi nie jest. - Wręcz zatrzasnęła za sobą drzwi. Otworzyłem w tym czasie
CHATEAUX LA LAGUNE 1992 rogue.
Usłyszałem jak wymiotuje, może była w ciąży? Z łazienki wyszła blada jak kartka
papieru.
- To te kłopoty z krążeniem. - Próbowała wybrnąć. - Nalej mi wina.
- Nie jestem pewien...
- A ja tak... Posłuchaj, wino rozszerza naczynia krwionośne, tego uczą już
w przedszkolu.
- Nie ma sprawy... Wino rozszerza...
Ubierała się tak, żebym widział, jaka jest zgrabna. Malowała rzęsy i milcząc
sączyła wino.
- Wszystko w porządku? - Zapytałem, nie wiem, po co.
- Dlaczego pytasz?
- Bo wydaje mi się, iż?... - Nie pozwoliła mi dokończyć.
- Wszystko w porządku.
- Na pewno?
- Na pewno.
Nagle usiadła obok, to był ten moment, kiedy wzrok
jest na krawędzi dotyku, jest się samym patrzeniem, a w tym zapatrzeniu
nie czujesz spełnienia, bo jesteś spełnieniem, przenicowany szczęściem.
Nie patrzyła na mnie, w moich oczach szukała swoich oczu i była
wściekła, że widzi nie to, co chce...
- Co robisz?
- Wychodzę.
- Myślałem, że zjemy razem kolację.
- Nie jest to możliwe, jestem umówiona.
- Z mężczyzną?- Nic nie odpowiedziała.
- Kto to jest?
- A jakie to ma znaczenie?
- Ma, jakby nie miało to by cię tu nie było.
- Jestem, i co z tego? Tylko on może mnie dotykać, tylko z nim mogę się kochać...
- A myśmy, co robili przed momentem?
- Na pewno się nie kochaliśmy... On nie może... To skomplikowane..
- I ja mam w to uwierzyć? Z twoim temperamentem?
- Nie musisz wierzyć.
- Jest inwalidą? Co ty znowu wymyśliłaś?
- Ma rodzinę. A ja obiecałam sobie i jemu, że tak zostanie.
- To bez sensu, doskonale wiesz, ze to nie najmniejszej przyszłości.
- Nie musi mieć. Kto powiedział, że wszystko, co robimy musi mieć przyszłość,
to przymus?
- Bzdury opowiadasz.
- To on przez kilka dni uświadomił mi, jaką mam wartość, nauczył mnie z powrotem
miłości, dał mi nadzieję, że potrafię pokochać. Jest daleko... Rozmawiamy przez
tel. jest Internet.
- Wirtualny sex... To działa?
- Przestań, jesteś prymitywny, zawsze byłeś. Już cię nie kocham, musisz się
z tym pogodzić.
- Za szybko to powiedziałaś.
- Ale to prawda. Jest dla mnie tym, czym ty się stać nie umiałeś, bo nie chciałeś,
ja dla ciebie też nie umiałam. Byliśmy dla siebie obopólnym substytutem, zwykłym
zamiast.
Z nim też nie po drodze będzie mi iść, ale choć
osobno, to będziemy całe życie razem, bo ja go kocham i nie przestanę.
Rozpłakała się. Nienawidzę płaczących kobiet, to takie tanie. Nigdy nie wiem
jak mam się zachować.
- Proszę cię nie płacz, tylko nie płacz, wiesz jak cię szanuję.
- To nie jest najwyżej punktowana odpowiedz. Dlaczego na to wszystko pozwoliliśmy,
bawiąc się sobą tak bezwzględnie, czemu nikt nas nie powstrzymał? Życzyłam
ci śmierci. Wiesz o tym?
- Nie wierzę.
- Mało przez ciebie nie umarłam, więc dlaczego ty miałbyś żyć, jakim prawem?
- Po co to robisz?
- Może z bezsilności, braku miłości, strachu przed nią, wszystko po kolei.
- Jak bym mogła na kolanach bym poszła za nim do tej Francji, ale nie mogę.
Spotkaliśmy się za późno, albo za wcześnie. Nikt tego nie wie. Obiecałam mu,
że założę rodzinę, będę miała dzieci, ale jeszcze nie teraz, nie jestem jeszcze
gotowa. Coś ci jeszcze opowiem.
Tu się zaczęło piekło. Nie pozwoliła mi przerwać. Podekscytowana zaczęła:
- Raz do mnie przyjechał, kilka dni po naszym poznaniu się. Zabrałam go na
kolację, wiesz w to miejsce, którego nigdy nie lubiłeś, później poszliśmy potańczyć.
Znamy się tyle lat, a ja nie wiem czy ty w ogóle umiesz tańczyć, nie mówiąc
o tym, że nie widziałeś mnie nigdy na scenie, bo cię nigdy nie interesowało,
co umiem po za pieprzeniem się z tobą.
Oczywiście, że chciałem coś powiedzieć, ale słuchałem tego.
- C ma ten dar od Boga, że słyszy i ma to przełożenie na nogi. Kochaliśmy się
w tym w hotelu koło twojego domu. - Przełknąłem ślinę, milcząc dalej.
- Wiem, chciałbyś mi przerwać, ale pamiętasz jak mi opowiadałeś o upojnych
porankach z O kiedy krowy za oknem ryczały.?- Tego było stanowczo za wiele.
- Przestań! - Miała mnie gdzieś, robiła w końcu to, co ja z nią przez te lata.
- Słuchałam cierpliwie, nie pytałeś czy mnie to
interesuje, czy mnie to dotyka, więc ty mnie też wysłuchaj.
- Jest lepszy?
- Czy słyszysz, co ja do ciebie mówię? Ja się z nim kochałam, a z tobą się
pieprzę, ktoś taki jak ty powinien rozróżniać te dwa czasowniki. - Miałem ochotę
jej przyłożyć.
- Rano zadzwoniłam do ciebie, bo miałeś 45 urodziny.
- Pamiętam, czekałem na dzieci i bardzo się ucieszyłem, że pamiętasz.
- Jak bym mogła nie pamiętać, byłam jeszcze ciepła od jego ramion. Zrobiłam
sobie prezent na twoje urodziny. Wyzwoliłam się z ciebie raz na zawsze.
W pokoju zrobiło się na prawdę cicho; zamówiłem jej taksówkę, na oczy nie chciałem
widzieć tego potwora. Byłem zdolny powiedzieć jedno słowo. WYJDZ. A wiesz,
co ona zrobiła? Uśmiechnęła się i wyszła. Jak gdyby nigdy nic.
Ruth do M. 13-stu razy sztuka
Przesadzałam
na balkonie bazylię, kiedy zadzwoniłeś.
- Cześć. Usłyszałam w słuchawce. Rozciągnięte w czasie cześć.
Każdą samogłoskę wymieniałeś osobno, to nie mógł być nikt inny
tylko ty. Moje cześć było zdawkowe i krótkie, bardziej Spadaj!
Niż cześć.
- Zobaczymy się?
Jesteś naprawdę dobry w zaskakiwaniu ludzi. Jak ja to lubię. Cztery miesiące
milczenia, prawie, zapomniałam, że żyjesz, ale ty mi nie dasz o sobie zapomnieć.
Dzień po dniu obdzierałam się z ciebie i nagle BUCH! Zobaczymy się? Miałeś
przecież nie dzwonić, nie szuka się kontaktu z kimś, kogo nie ma w twoim
życiu.
- Jesteś tam?- Nie dawałeś za wygraną.
- Jestem.
- To, co zobaczymy się czy nie czy?
- Co robisz w Krakowie?
-Mam zajęcia ze studentami.
- Będę o 16-stej pod kościołem Dominikanów.
- Odłożyłam słuchawkę, wolno zdejmowałam rękawiczki zabrudzone ziemią, jeszcze
wolniej szłam do łazienki.
-Nalałam wody do wanny i whisky do kubka od płukania zębów. Wiedziała, że
umyjesz mnie jeszcze raz, lubisz mnie myć, próbujesz mnie umyć po innych
mężczyznach, po C nie można mnie umyć, ale tego jeszcze nie wiedziałeś.
Kochałam, może pierwszy raz w życiu byłam kochana. Przynajmniej tak mi się
wtedy wydawało. Nie po drodze było mi z nim iść i nie był przy mnie zawsze,
kiedy tego potrzebowałam. Taki był scenariusz, a chciałam wierzyć w inny
i wierzyłam. Jak bardzo ślepo wierzyłam, wiem tylko ja.
W wyznaczonym miejscu stała grupa księży, pocałowałeś mnie przy nich. Lubisz
takie małe demonstracje poczucia własności. Księża nie byli zgorszeni, uśmiechnęli
się do nas ciepło sądząc zapewne, że się kochamy.
- Smaczne. Usłyszałam.
- Mam nadzieję, Dior to dobra firma.
- Nie o tym mówiłem.
- A o czym?
- To gdzie ta dobra kawa w Krakowie?- Próbowałeś być zabawny, a widać było,
że jesteś zaskoczony moim doskonałym wyglądem, zabierałam ci grunt z pod
nóg.
Nie starałam się nie pamiętać, że o mało przez ciebie nie umarłam, tego nie
można było zapomnieć. Usiedliśmy w kawiarni na linii, AB. Ty zamówiłeś małą
czarną, ja sernik po wiedeńsku i kieliszek grappy.
- To opowiadaj. - Zacząłeś jak stary dobry przyjaciel.
- O czym?
- O sobie, co robiłaś przez te cztery miesiące.
- Pracowałam.
Od dalszego nękania uratował mnie twój dzwoniący tel. komórkowy. Przeprosiłeś
i wyszedłeś rozmawiać na zewnątrz. Kiedy wróciłeś rozgrzebywałam sernik,
który okazał się mało serowy, a na alkohol, nie miałam ochoty. - To, co? To twoje TO, CO
- Za pół godziny w hotelu?
Zapomniałam, że nie pytasz. Stwierdzasz fakty. Wiesz to, co i ja wiem a udaję,
że nie.
- Co jesteś taka zdziwiona?
- Nie jestem zdziwiona. Odparłam bardzo zdziwiona.
Już cię nie pragnęłam, nic nie czułam. Może chciałam zobaczyć jak to jest,
kiedy się nic nie czuje do mężczyzny, bez którego nie mogłam oddychać. Ciekawość
mną powodowała, gnała mnie do hotelu pustka, jaka po sobie zostawiłeś. Byłam
stosunkowo długo wypaloną ziemią. Wsiadłam do taksówki i pojechałam na Kazimierz
do twojego ulubionego hotelu. Ileż razy płonęłam w tych naukach w twoich ramionach,
za każdym razem musiałam się odradzać z popiołów, bo nic nie byłeś w stanie
z siebie dać.
Wolno wchodziłam po schodach, równie wolno otworzyłeś mi drzwi. Stanęłam pod
ścianą a ty mnie obwąchiwałeś jak pies nowo poznaną sukę. Chciało mi się z
ciebie śmiać. Nie wiedziałam, kim jesteś, obce dłonie rozpinały mi bluzkę nieznane
usta całowały kark.
Rozebrałeś mnie do naga i zaniosłeś pod prysznic, próbując umyć po innych,
ale nie wiedziałeś, że po C mnie nie umyjesz. Po, chciałeś się do mnie przytulić.
Tym razem to ja odskoczyłam jak oparzona.
- Co się stało? Zaskoczyłam cię.
- Nic, musze wejść do łazienki, chcę być chwile sama.
Zemdliło mnie, zwymiotowałam całą naszą pseudo-miłość. Musiałam być blada,
bo po wyjściu z łazienki nie na żarty się przestraszyłeś.
- Dobrze się czujesz? Co ci jest?
- Nic mi nie jest. - Przecież nie mogłam ci powiedzieć, że rzygam tobą, tak
byś mi nie uwierzył.
- Zrobiło mi się po prostu duszno, nadal mam kłopoty z krążeniem... Nie patrz
tak na mnie tylko nalej mi wina.
- Może nie powinnaś...
- Co powinnam, czego nie, to ja wiem, jeszcze nikomu nie zaszkodziła lampka
wina.
Piłam, delektowałam się tym jak na mnie patrzysz
i nic nie rozumiesz. Starannie malowałam rzęsy, później usta, jakby
mimochodem usiadłam obok ciebie na łóżku, przytuliłam swoje kolana
do twoich... Były sobie obce.
Nie mogłam krzyczeć, a powinnam. Dlaczego nic nie czułam? Już nie musiałam
się modlić abyś odszedł, ciebie w moim życiu po prostu nie było. Wiedziała
już jak to jest dotknąć pustki.
- Co robisz?
- Wychodzę.
- Nie zjemy razem kolacji?
- Dziękuję, ale jestem umówiona.
- To coś poważnego?
- Zależy, co masz na myśli.
- Czy ty niczego nie możesz powiedzieć w wprost? Wyjdziesz za niego będą z
tego dzieci? Będziesz szczęśliwa... W końcu?
To w końcu było tandetne, ale ja cię nie oszczędzałam, więc ty mnie też.
- Jestem szczęśliwa.
- Nie sądzę.
- Dlaczego?
- Nie było by cię tutaj.
- Nie sypiam z nim, jeśli o to pytasz.
- Żartujesz? I ja mam w to uwierzyć?
- Nie musisz, kocham go, ale on ma rodzinę i tak zostanie.
- Przecież to bez sensu.
- A wszystko, co ty robisz ma sens?
- On cię kocha, powiedział ci to?
- Pokazał mi pewność, o jakiej nie miałam pojęcia, myślałam, że mam ją przy
tobie, teraz mnie to nawet śmieszy. Dał mi siebie. Czego nie mogę o tobie powiedzieć,
bo panicznie się boisz dać, choć gram siebie drugiej osobie.
- To nie ma przyszłości.
- Nie musi mieć, wszystko, co robimy w życiu ma przymuś przyszłości? Może go
spotkałam tylko po to, by być dla siebie elementem procesu, jakim jest życie?
I ty mówisz, że go kochasz? Powtarzasz po nim jakieś filozoficzne brednie i
co to ma być? Sex tantryczny, joga w kosmosie? Kobieto, tobie jest potrzebny
chłop, który cię będzie dwa razy dziennie pieprzył, krótko trzymał i będzie
miał tyle kasy abyś mogła z koleżankami jadać w restauracjach, kupowała sobie
te wszystkie wina, buciki, Prady, okulary Armaniego i mogła spełniać się na
scenie.. A on ci nie będzie zadawał kłopotliwych pytań, bo będzie na polu golfowym
załatwiał interesy. Tobie jest potrzebny żywy człowiek, który dawno temu się
odnalazł.
- Ciekawe, że to właśnie ty mówisz o odnalezionym żywym człowieku.
- Nie zaczynaj.
- Wychodzę, dziękuje za wykład, było naprawdę milutko.
- Milutko? Do mnie to mówisz?
- Czego się spodziewałeś? Zadzwoniłeś, aby się ze mną pieprzyć, chcesz rozmawiać?
Co my mamy sobie do powiedzenia? No powiedz sam. Od kiedy chcesz ze mną rozmawiać?
- Potrafisz być szczera.
- Miałam najlepszego nauczyciela, a to zobowiązuje. Nie dawałam za wygraną,
nie wiem, czemu tak bardzo zależało mi, aby cię wtedy wyprowadzić z równowagi.
- Uważaj, co mówisz.
- Jesteś przecież z siebie dumny, czyż nie tak?
-, Dlaczego to robisz?
- Nie wiem, jestem zła na siebie, na ciebie, na niego, na ojca, na wszystkich
mężczyzn, którzy mnie zranili. Na niewłaściwy czas i okoliczności, bo zawsze
jest niewłaściwy czas i okoliczności. Jestem zła żeśmy ze sobą zagrali w miłość
wiedząc, że w rozgrywce nie będzie wygranych, będą tylko ofiary. Już cię nie
kocham i to mnie tak przeraża, bo myślałam, że po mimo wszystko się przy tobie
zestarzeję.
- Za szybko to powiedziałaś, to nie jest prawda. Nie wierzę ci.
- Ja sama sobie nie wierzę.
- Choć pójdziemy coś zjeść to ci przejdzie. Jedzenie zawsze ci pomaga.
- Co ma mi przejść? Może ja sama sobie powinnam przejść? Zresetowąć mózg, zrobić
klik i wyrzucić wszystkie bezużyteczne pliki do kosza? Tak, to jest jakiś pomysł.
Jestem zmęczona chce wyjść z tego pomieszczenia i zostać sama. Zamów mi taksówkę.
Wyszłam. Pamiętam, że byłeś bardzo blady.
M do Krystynki. Środa 12 kwietnia.
Odciąłem tlen sobie czy Ruth? Pokazałem jej narkotyki
w postaci siebie, ale ona już ich nie chciała. Nie wierzyłem, że
mnie nie chce, ja jej ciągle chciałem oczywiście na moich warunkach.
Co miałem wziąć wziąłem, może miałem ochotę wziąć więcej? Minęły
czasy, kiedy dzwoniła po 15 razy dziennie, w ogóle nie dzwoniła.
Wiesz, że potrafiła leżeć u mnie na wycieraczce
i czekać aż ją wpuszczę do mieszkania?
Umiała żyć beze
mnie, a mówiła, że bez powietrza się udusi, a kto miałby być
jej powietrzem, jeśli nie ja? Zredukowała mnie do ciała jamistego,
nie tęskniła za mną, ani za sex ze mną.
Kochając się ze mną myślała o innym mężczyźnie. Ja nie byłem jej, już do
niczego potrzebny, użyła mnie, jak używa wszystkich innych mężczyzn, a później
zapomina, jak mieli na imię, co robili... Co będą robić. . .
Już nie mogę powiedzieć do niej:
- Czy możesz aniołku przyjechać i zostać na noc? - Bo ona nie zapyta.
- Stęskniłeś się za mną, czy za mną od pasa w dół?
- Za tobą. Od pasa w dół.
- To przyjadę, też się stęskniłam.
Nie zapyta, nie przyjedzie. Kocha innego mężczyznę, nie sypia z nim i jest
mu wierna.
Przez dłuższy czas zachowywała się jakby moje ciało było całym jej życiem,
nic więcej nie istniało... Ludzie przecież uprawiają sporty, chodzą czasami
do kina, przede wszystkim pracują... Nie wiedziałem gdzie pracuje, w jakim
teatrze w danej chwili tańczy, nigdy jej o to nie zapytałem, nie wiem, co
czyta i co lubi jeść, wiedziałem, jakie wina lubi, bo sam lubię dobre, a
to za mało, aby cokolwiek powiedzieć o człowieku. Długo zachowywała się jak
roślina, obezwładniający bluszcz, teraz milczy i nie ma mi nic do powiedzenia.
Jestem dla niej zupełnie obcym człowiekiem. Jakby mnie spotkała na ulicy
nie, wiem czy by nie przeszła na drugą stronę.
Z kawałka pozbawionego woli i własnego zdanie zranionego organizmu, stała
się mądrą, znającą swoją wartość kobietą, i to ona teraz dyktuje warunki.
Nie zauważyłem, że była taka kobietą od samego początku, niczego jej nie
nauczyłem, to ona chciała mnie nauczyć kochać, ale nie pozwoliłem, bo sam
jej nie kochałem.
Po trzech miesiącach około 14-stej, nikt inny tylko ja do nie zadzwoniłem.
Nie była zdziwiona.
- Co robisz? - Rzuciłem tak w powietrze.
- Opalam się na balkonie.
- Wszystko w porządku?
- Tak a u ciebie. - Grzecznościowo spytała.
- Też.
- Po co dzwonisz? Cisza. - Tego się nie spodziewałem. - Kontynuowała. -
Wyszedłeś z panną z łóżka i nie ma, kto kupić papieru toaletowego.
- Coś koło tego, ale jest ok.
- Jakby było ok. to byś nie dzwonił.
- Nie pracujesz? - Są wakacje, cały rok tańczę, więc mogę trochę
poleżeć na balkonie i poczytać Kunderę.
- Czy ty mnie właściwie słuchasz? Wręcz ryknąłem do niej. Była bezwzględna.
- Chcesz usłyszeć, że z tego nic nie będzie, bo nadal kochasz O?
Ruth do M.
14-sty
.
Opalałam się na balkonie i czytałam Nieznośną Lekkość bytu,
Kundery, kiedy po trzech miesiącach jak gdyby nigdy nic: Ty. ?
- Jestem zakochany.
- Cieszę się. - Opowiedziałam wręcz automatycznie. Jakby ktoś wtedy
zadzwonił i powiedział do mnie, że nie żyjesz opowiedziałabym to samo.
- Nie rozumiem.
- Czego nie rozumiesz?
- Ciebie nie rozumiem.
- A co tu jest do rozumienia.? Jesteś zakochany, ja też jestem zakochana,
wszyscy są szczęśliwi. - I tu akurat mówiłam prawdę.
- Nie wierzę ci
- A co chcesz usłyszeć, że nic z tego nie będzie, bo ciągle kochasz swoją
dawną miłość i to nie ma nic wspólnego ani ze mną, ani z tą kobietą, którą
wydaje ci się, że teraz kochasz?
Odłożyłeś słuchawkę. Ja bym na twoim miejscu zrobiła dokładnie to samo. Mijały
dni, miesiące i lata a ja ciągle o tobie, ty o swej miłości, ktoś inny o
nas.
Zawsze kochamy tych, którzy nas nie chcą?
Czas nie pomagał, nie leczył ran, wręcz je pielęgnował,
rozjątrzał, oddzielał mięso od kości by paliło i miało się nigdy
nie zagoić. Po twoich telefonach byłam naznaczona jak krowa idąca
na ubój potulna, wściekła, bezbronna krowa, czekająca na cud zarżnięcia.
Wiedziałeś, że tak jest, po mimo to nie pozwalałeś mi odejść, ja sobie nie
pozwalałam odejść od ciebie.
M do Krysi. Czwartek.
Jej piersi już nie będą moje, sam z nich zrezygnowałem.
Trzeba być skończonym idiotą, aby zostawić tyle dobra dla innego mężczyzny.
Ruth nadal chodzi w tych białych adidasach, które przypominają mi moją byłą?
Wiem Krystynko, że dostała je od ciebie i nawet nie pytam czy kupiłaś je
mnie na złość, czy jest to po prostu zbieg okoliczności. Robi, co zawsze
robiła, czyli dużo pracuje, chodzi często do kina i włoskiej restauracji,
ma czas dla przyjaciół i samej siebie. Nadal pije drogie wina, kupuje torebki
Gucciego i nie wiem, którą parę butów, a to wszystko do ciuchów z secondhandu,
i jest szczęśliwa beze mnie. Widziałem ją wczoraj, wygląda naprawdę świetnie,
może to ta joga, którą udaje, iż ćwiczy i dobrze jej z tym.
Była jedynym godnym mnie przeciwnikiem, ale stała się silniejsza. Teraz potrzebuje
następnej ofiary... Następnego mięsa. Jeśli przeżyje, będzie z nim na zawsze.
Według mnie jeszcze się taki nie narodził.
Bo jakiż on ma być; Ruth nie ma zbyt wygórowanych wymagań; Wystarczy jak mężczyzna
jej życia będzie inteligentny, z poczuciem humoru, powinien mieć klasę i kasę,
dobrze by było, aby grał w golfa, bo jej przyjaciel jest, golfistą i oczywiście
jej przyszły musiałby z nim grać, powinien umieć tańczyć, gotować, być czuły
i oczytany, jeśli nie będzie wiedział, co to jest, retikulumendoplazmatycze,
to ona mu powie. Jest wielka, wie o tym....I ten pociąg do wyjątkowych relacji
z równie wyjątkowymi mężczyznami....Nic klasycznego...Mężczyzna jej życia może
nie pić, ona wypije za niego i nie przyjmie jakichkolwiek uwag, że może za
dużo. Powinien być oswojony z jej byłymi, których będzie spotykał wszędzie,
bo ze wszystkimi ma świetne kontakty, część z nich zaprosi na ślub i nie powinien
się dziwić, jeśli z którymś zapragnie spędzić weekend w górach, aby coś przepracować
i nie będzie to sex. Oczywiście chce mieć dzieci, najlepiej trójkę. I jak to
wszystko będzie miała w tym domu z basenem wtedy naprawdę będzie szczęśliwa.
Prawda, że jest to Krystynko minimum, które każdy mężczyzna przy dobrej woli
mógłby jej zapewnić, ale.... Gorzej z tą dobrą wolą.
Rut do M. Ostatni raz.
Minął następny rok, nie pracowałam od czterech
miesięcy. Dyrektor wymienił mnie na tańszy i młodszy model, z oczyma
jak owego czasu u H. Granta, kiedy przyłapano go z prostytutką
robiącą mu loda na tylnym siedzeniu jednego z jego luksusowych
samochodów. Ta dziewczyna ze zdziwionymi oczyma Granta prosiła
mnie o pomoc:
Przygotowuje układ, nauczy mnie pani kilku kroków. Nauczyłam...
Pół roku pracy, mojego potu zostawionego w zasłonach teatru, łez, z których
nie wyrośnie szum podziwu lepszy od orgazmu, piękniejszy od oddechu pomiędzy
kochankami. Te zdziwione oczy, takie zaskoczone... Zarabiały moje pieniądze.
Ciekawe czy jak swojemu chłopakowi robi lody też jest taka zaskoczona, że sperma
lepi się jak krochmal i nie smakuje jak tyramisu?
Ruth jest starsza, nie dziwi się, kiedy przekracza próg twojego mieszkania
i już ma cię w ustach. Po co kobietę rozbierać,, dotykać jej piersi, pośladki,
kiedy jednym gestem można jej wpakować całego siebie do ust. Ma wybór i wybiera
brak oddechu, wybiera śmierć przez uduszenie twoim penisem, kiedy chce żyć,
być matką twoich dzieci, żoną.
Rut jest dla ciebie kilkoma dziurami, które łaskawie sobą od czasu do czasu
zapychasz przy jej niewytłumaczalnym pozwoleniu. Hotdog... Pierdolony, hotdog...
Zostawiasz po sobie jałową ziemię, na
której nic nie wyrośnie.
Podpisałam nowy kontrakt. Przyjechałam do Warszawy
zatańczyć min. dla ciebie. Byłam dumna, bo rok wcześniej odwołałam
ślub...
Uciekłam. Nie miałam siły wyjść za mąż tobie na złość, sobie też nie. Teraz wracałam na gościnne występy z teatrem,
że zobaczysz mnie nieklęczącą przy twoich kolanach, ale na scenie,
kiedy 300, 400 osób w ciszy i zachwycie patrzy jak tańczę. Zadzwoniłam,
aby cię zaprosić na spektakl.
Nie miałeś czasu. Praca - zazdrosna dziwka zawsze pomiędzy mną, tobą i innymi
kobietami.
Po spektaklu zjadłam kolację ze stary przyjacielem, gejem. Jakiś czas temu
po zaręczynach jego brata zasnęliśmy w jednym łóżku. Rano cała rodzina przy
śniadaniu chciała mnie ozłocić; w oczach gosposi stałam się cudotwórczynią,
uzdrowicielką, wybawieniem... Nie miałam ochoty pozbawiać ich złudzeń, po moim
wyjeździe kolejni panowie przy śniadaniach już nie byli tak mile witani. Poszliśmy
z D do mojej ulubione restauracji w Łazienkach.
Ja wzięłam brokuły w migdałach z kozim serem, krem z łososia i pierś z kurczaka
na miodzie w zielonym pieprzu, D zamówił carpacio z rucollą i kaparami oraz
krewetki królewskie z grilla. Nie zapomnieliśmy o butelce BORDEAUX Blanc, komponowane
z odmian Semillon i Sauvignom. Czy coś więcej mi było potrzebne do szczęścia?
Przyjaciel, świetne jedzenie i alkohol... Błyskotliwa wymiana zdań... Zadzwoniłam
do ciebie, to było to coś, czego mi akurat nie brakowało, jednak... Zatapianie
siebie jeszcze nie dobiegło końca.
Czekałeś. Zawsze na mnie czekasz, bo wiesz, że przyjdę.
Stałam po raz kolejny w twoich drzwiach.
? Jaka masz bieliznę?
? Czerwoną.
- To pokaż. - Rozebrałam się najszybciej jak u miałam.
- To, to? Byłeś rozczarowany?
- Tak, to właśnie to.
- Przecież to normalna bielizna.
- A jaka ma być?
- Myślałem, że wybierzesz coś ekstra.
- To jest coś ekstra.
- Lepiej będzie, jeśli ją zdejmiesz. Gdzie chcesz się kochać?
- W łóżku.
Położyłeś mnie na brzuchu, delikatnie, jak nie
ty, wszedłeś we mnie. Całowałeś moje uszy, włosy. Nagle jak zranione
zwierzę przywarłeś do mnie, jak do matki, która cię może nie kochała
tak jak powinna. Obejmowałeś mnie coraz silniej aż zaczęłam się
dusić.
W tym uścisku, kleszczach złożonym z 10-ciu palcy po raz pierwszy się kochaliśmy.
Zaczęłam płakać, krzyczeć jak śmiesz mnie tak obejmować, jeśli mnie nie kochasz,
jakim prawem mi to robisz? Położyłeś się na mnie i bez słów leżeliśmy tak wtuleni
przez następne 10, 15 minut.
- Ładnie wyglądasz.
- Dobrze się czuję.
- Jak rola, co teraz tańczysz?
- Nie udawaj, że cię to interesuje, trzeba było przyjść do teatru.
- Innym razem.
Innego razu nie będzie, ale tego nie powiedziałam. Poszłam za tobą do łazienki,
aby zobaczyć jak się myjesz po mnie.
To był nasz rytuał. Myliśmy się nawzajem, myliśmy
się po sobie, myliśmy innych partnerów i myliśmy się po nich, jakby
woda miała nas obmyć z tej obezwładniającej namiętności, która
bez względu na czas i okoliczności, narzeczone, narzeczonych, matki
przyszłych córek, ojców przyszłych synów prowadziła nas w jedno
przeklęte miejsce we wspólne ramiona.
Usiedliśmy w kuchni, otworzyłeś butelkę, Sophi,
co mnie rozbawiło, ale była to jakaś odmiana... Musiałeś wyjść,
beze mnie. Wyprasowałam ci spodnie, koszulę... Poszedłeś z nią,
matką twojego dziecka, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że jest
jakaś matka twojego dziecka, że to nie będzie moje dziecko.. To
nie będzie nasze dziecko... Odwiozłeś mnie taksówką do hotelu,
rzucając na odchodnym:
? Jeszcze cię zaskoczę!
Zaskoczyłeś. Byłam pod prysznicem, kiedy zadzwoniła Krystynka. Miała próby
z orkiestrą i nie miała czasu się ze mną spotkać. Skrzypkowi trudno uciec z
pracy. Opowiedziałam jej o naszym spotkaniu. Nie lubiła cię i nie ukrywała
tego.
- Chyba cię zabiję!- Krzyczała.
- Daj spokój, mam do tego dystans. Łgałam jak pies.
- Tak? To dobrze, bo on zaczyna nowe życie.
- Jakie nowe życie?
- Będzie miał dziecko.
Osunęłam się po ścianie prysznica, nie pamiętam jak długo tam leżałam, nie
mogłam płakać, nie miałam łez, leżała skulona jak embrion patrząc na kabinę
prysznicowa mokrą od wody.
Nie mogłam pojąc, dlaczego mi nie powiedziałeś, jak mogłeś kochać się ze mną,
nie pieprzyć, ale kochać, mając kobietę i dziecko z nią w drodze. Ja dla ciebie
nic nie znaczyłam, ale ona? Kim ty jesteś?
Myślisz, że ci wszystko wolno, bo cię kocham draniu?
Chciałeś mnie zaskoczyć to ci się udało. Myślałeś, że mi to nie przeszkadza?
Cała Warszaw wie to i ja też powinnam wiedzieć? Moja wina. Poczułam się bezpiecznie.
Rozumiesz? Słyszysz mnie? Do ciebie mówię skurwielu jeden! Pozwoliłeś abym
poczuła się bezpiecznie, przez lata tego nie robiłeś to, dlaczego właśnie teraz?
Zadzwoniłam, pamiętasz?
? Masz mi coś do powiedzenia?- spytałam nienaturalne opanowana. Wiedziałeś,
że już wiem. Nic nie mówiłeś.
- Poczułam się bezpiecznie dawno nie poczułam się tak bezpiecznie.
- Wiem o tym, ja też poczułem się bezpiecznie.
- To, po co to wszystko?
- Nie wiem.... Przepraszam, nie chciałem cię zranić.
- Ale zraniłeś. - Odłożyłam słuchawkę.
Magiczne słowo- PRZEPRASZAM. Nadal byłeś niczyj. Nie mój, nie matki dziecka.
Niczyj. Stosowaliśmy wobec siebie system kija i marchewki psy Pawłowa tylko,
kto był Pawłowem?
To tylko ciało? Przecież to tylko kawałek ciała, który najczęściej leży w lewej
nogawce twoich spodni i czeka... Najczęściej na mocz... Rzadziej napełnia się
krwią i też czeka... Kawałek skóry i tyle zamieszania.
Twój kutas rządzi mózgiem Ruth. Po co jej były
szkoły, studia, po co jeździła po święcie, poznawała inne kraje
i ich kultury, jeśli ty potrafiłeś zredukować jej inteligencję
od ciała jamistego. Sama przy tobie redukowała się do macicy.
Przez kolejne dni po tym po tym jak dowiedziałam się, inna kobieta urodzi ci
dziecko, wstawałam o 5-tej rano, nic nie jadłam, piłam herbatę z mlekiem i
przez dwie godziny ćwiczyłam jogę, potem biegłam do teatru, ubierałam kostium
i tańczyłam tak długo, aż upadłam.
Leżałam na scenie i cicho płakałam. Wstawałam, jechałam do hotelu, rzucałam
się na łóżko i zaczynałam wyć, bo to nie był płacz, to był skowyt, tak mijały
godziny dni, tak minęły dwa miesiące. Schudłam 8 kilo.
Nie wiem, jaki cudem, co wieczór wychodziłam na deski i tańczyłam rolę Kopciuszka,
wybranki losu, podobno byłam świetna. Nie pamiętam.
Zadzwoniłam do C, że wsiadam w samolot i za trzy dni jestem w Paryżu. Niech
tak zorganizuje sobie rzeczywistość, aby miał dla mnie trzy dni czasu. Był
zaskoczony, ale cieszył się, ze mnie zobaczy.
Prosiłam, aby nie czekał na mnie na lotnisku, jak już pobiegam po sklepach
to wtedy dam znać i spotkamy się w jakimś przyjemnym miejscu. Miałam jeden
warunek. Niech to będzie mieszkanie, małe przytulne, ale mieszkanie, przez
ostatnie trzy lata mieszkałam głównie w hotelach i nie mogłam siły już na nie
patrzeć.
Nie miałam ochoty zajść w ciążę w hotelu. Po to jechałam.
C przyjechał po mnie najnowszym modelem jaguara. Poszliśmy coś zjeść nie pamiętam,
co, zamówił dla mnie wino, którego nazwy też nie pamiętam, taka byłam podekscytowana
faktem, że za moment będę w ciąży, że nic nie piłam. Chciałam jak najszybciej
znaleźć się w jego ramionach i nie pamiętać, że jak z nich wyjdę każde pójdzie
w swoją stronę. Ja pójdę z owocem tej miłości, czym C się prawdopodobnie nigdy
nie dowie, bo kto by mu powiedział?
Nie pytałam czyje jest mieszkanie, mogło być jego, nie miałam złudzeń, że jestem
pierwsza kobietą, z jaką zdradza żonę, ale pierwszą, w jakiej będzie miał przyjaciela.
Na stole w wazonie stały świeże magnolie, obok deska serów do przegryzania,
w lodowce mroziła się butelka CHATEAUX MOUTON ROTHSCHILD rocznik 1992 rouge.
Nie wiedzieliśmy, co mamy robić, czy możemy się dotykać, przecież on nie wie
i się nie dowie, że mnie uratował od ciebie, ze jestem jego na zawsze.
Wtuleni jak dziecko z ojcem leżeliśmy na kanapie
oglądając TV, nie wierzyła własnym oczom- był wywiad za tobą we
francuskiej telewizji.
Byłeś ze mną wszędzie.
W pewnej
chwili zaczęliśmy się C całować, żarliwie tym razem jak nastolatki,
które jeszcze nie wiedzą, co robić, więc szarpią się nieudolnie,
gryzą nawzajem wargi i w ogóle chciałyby uciec, aby się nie skompromitować.
C Napuścił wody do wanny, włożył mnie do tej piany i mył mnie tylko
dla siebie i ja myłam go tylko dla siebie.
Leżeliśmy w wannie spokojni, bezpieczni, nigdzie się nam nie śpieszyło, to
już nie był wyścig z czasem, z tobą, to była moja zgoda na bycie z nim tu
i teraz i tylko z nim. Niczego się nie bałam. Wyszliśmy z wanny, po czym
C rozłożył prześcieradło na pięknym dużym łóżku, położyliśmy się obok siebie.
Dotykanie krawędzi ust, kiedy języki jeszcze nie wiedzą, że są, że mogą być
razem. Powolne wchodzenie moich palców w jego palce, łaskotani ud, ocieranie
się o siebie jakby to miało być pierwszy i ostatni raz, wznoszenie się i
opadanie i wejście w siebie mocno i zdecydowanie, płynięcie, najpierw spokojnie,
później jeno, drugie pchnięcie, rozdarcie mnie jak nożem chirurgicznym w
krótkim jęku, i dalej spokojny lot szybowcem, by nagle przekroczyć prędkość
światła i siebie.
Co to było, jeżeli nie miłość? Zrzucanie stresów z krzyża? Musiałam zapytać.
Patrzyłam na zamknięte oczy C z zachwytem, jego pierś falowała, spokojnie,
miarowo, kuleczki potu pokrywające nasze ciała lekko drgały, błyszczały nami.
Byłam z mężczyzną i to nie byłeś ty. Zapytałam C, co się teraz stało? Popatrzył
na mnie i powiedział;
-To jest moje drogie dziecko miłość.
Nie pomyliłam się. Wiedziałam.
Wstałam, zaczęłam się ubierać. Byłam kochana. W tym momencie byłam
kochana. Za ile godzin już nie?
Kiedy mnie odwoził do mojego hotelu, zaczął się śmiać, zapytałam, z czego?
- Z tego sexu, tyle zachodu, a dłużej oglądaliśmy TV. - Nie żeby mężczyźni
inaczej przeżywali zbliżenie z kobietą, dla niego ziemia się nie poruszyła?
Wszystko kontrolował, tak jak w swojej firmie. Zrobiło mi się nagle bardzo
smutno. - Kontynuował. -
- Wiesz, że masz się zakochać? Nie przesłyszałam się właśnie, te słowa powiedział.
- Wiem, tylko nie rozumiem, dlaczego mówisz mi właśnie teraz?
- Moje małżeństwo jest szczęśliwe, kocham moją żonę.
- Nie mam, co do tego jakichkolwiek wątpliwości tylko, co ja w takim wypadku
robię w twoim życiu?
- Właściwie nie wiem.
Nic nie wiecie. Kiedy przychodzi odpowiedzieć na proste pytanie następuje u
was amnezja, system się zawiesza i trzeba poczekać, kiedy usunie się wirus
z źle pracującego komputera. Za dużo tych fabrycznych wad.
Resztę drogi jechaliśmy w milczeniu. Kiedy zatrzymał samochód zapytałam?
- Zobaczymy się jutro, bo jeżeli to miłość. Bardzo chciałam być w tej ciąży.
- Też bym bardzo chciał.
- To przyjedź po mnie wieczorem.
- Będę miał dla ciebie tylko dwie godziny idę z... - Przerwałam.
- Z żoną na przyjęcie, wiem... Damy radę.
Przyjechał. Zawsze dobrze ubrany i pięknie pachnący. Miał dla mnie prezent.
Stare bordowe pióro.
- Będziesz miała, czym do mnie pisać.
- A będę do ciebie pisać? Przecież nie wysłałam ci w życiu jednego listu.
- Nie miałaś, czym pisać.
- Rozumiem. Jak wrócę, będę do ciebie pisała jeden list dziennie. Kiedy przestanę
to znaczy, że już na ciebie nie czekam. Przez pół roku wysłałam do C 200 listów, może więcej, były dni,
kiedy pisałam po dwa dziennie. Już nie mam tego pióra. Zgubiłam.
Podczas drugiego spotkania z C pierwszą godzin spędziliśmy w wannie. Doskonała
zabawa niesfornych dzieciaków. Nagle wyjął mnie z wanny, mokrą wziął pod ramie
i rzucił na łóżko. Całował moje nadgarstki, kostki u nóg, wewnętrzne części
ud, moje ciało przy nim po raz kolejny zaczynało żyć, czułam jak łagodnieją
mi rysy twarzy, kiedy wszedł we mnie to był najpiękniejszy moment, bo miałam
w sobie ojca mojego dziecka. Czy istnieje coś więcej, po za taką pewnością,
to ten mężczyzn i żaden inny?
Bardzo go kocham i nie wiem, jak się bez niego zestarzeję. Będę patrzyła na
nasze wspólne dziecko i to będzie mi musiało wystarczyć?
Leżeliśmy przytuleni i zapytałam.
- A jakbym była w ciąży, co byś zrobił?
- Jest jakiś problem?
- Nie ma, tak pytam, wszystko się może zdarzyć, nawet chemia może nie zadziałać.
- Po 10 latach odstawiłam tabletki hormonalne, właśnie na ten moment, sprawdzałam
dzień wcześniej wypowiedziane słowa, których on już nie pamiętał, BO TO JEST
MIŁOŚĆ. - Niekoniecznie dla wszystkich.
- To byśmy sobie jakoś poradzili... Martwiłbym się, bo byś z tym wszystkim
została sama...
- Zamknijmy temat, to teoria.
- Też, tak myślę, dlatego jestem zaskoczony, że w ogóle o tym mówisz, wiem
jak ważna jest dla ciebie praca, bez tańca byś umarła.
- Masz rację, mogę żyć bez ciebie, ale bez tańca bym umarła.
Zobaczyłam ten gniew i był to gniew, jaki widziałam często we własnych oczach,
bo nadal miał moje oczy.
- Żartowałam, nie patrz tak na mnie jakbyś mnie chciał zabić.
- To nie było miłe.
- Wiem i przepraszam, wiesz, że mam specyficzne poczucie humoru. Przestań się
dąsać, wiesz, że cię uwielbiam.
Następnego dnia bez pożegnania wróciłam do domu, byłam w ciąży. To się wie
Nic innego nie było ważne. C był zły, że tak uciekłam, ale jak zaczynałam
mówić o żonie argumenty wypadały mu z rąk.
Po miesiącu zadzwoniłam do ciebie, aby się z tobą pożegnać. Nie pytałam siebie,
który to już raz, ale wiedziałam, że musimy to w końcu zrobić. Dla siebie,
dla naszych dzieci, które tuż za moment miały się pojawić na święcie. Przyjechałeś,
poszliśmy na krótki spacer nad Wisłą.
- Powinnaś wyjść bogato za mąż. Będzie nam łatwiej.
- Komu będzie łatwiej?
- Nam.
- Ty sądzisz, że jak wyjdę za mąż, zadzwonię do ciebie i nadal to wszystko
będzie trwało?
- No nie od razu, za pół roku, rok...
- Jesteś bardzo pewny siebie.
- Nie zapominaj, że ja się ciebie nie boję.
- To jest problem.
- To nie przechodzi?
- Co nie przechodzi?
- Twoje oczy.
- A ty myślałeś, że to może przejść?
- Nie, wszystko masz w oczach.
- Wiem, dlatego tak mnie pragniesz.
- I tak zostanie... Dlaczego ciągle zdradzamy i wracamy do siebie?
- Ty się mnie o to pytasz?
- A kogo mam się pytać?
- Nie wiem, skąd mam wiedzieć, sama bym chciała znać na to odpowiedz... Może
nie potrafimy być monogamiczni...
- Ja potrafię, jak kocham nie zdradzam.
- Zdradzasz, nudzisz się i zdradzasz. I nie mów mi, że to kwestia właściwego
partnera. Muszę już iść
- Ja też.
- Pozdrów ode mnie dzieci.
- Nie omieszkam.
- Kiedy ty?
- Kiedy co ja?
- Kiedy będziesz miała dziecko?
- Za moment.
- To znaczy?
- To znaczy, że jestem w ciąży.
- Z kim?
- Z mężczyzną.
- To wiem, pytam, kto to jest?
- Kto to jest? Kocham go, chcę tego dziecka... O dziecku w ogóle nie było rozmowy,
bo on już ma rodzinę.
- Powiedziałaś mu?
- Jeszcze nie.
- Musisz mu powiedzieć.
- Jak się urodzi dziecko to mu powiem.
- Myślisz, że z nami koniec?
- A nie?
- Ja myślę, że ciągle nie.
- Noszę pod sercem dziecko poczęte z miłości, ty już masz dzieci, urodzi ci
się następne... Jestem zmęczona tą grą. Mówię pas.
- Nie pocałujesz mnie na pożegnanie?
- Przecież ty uważasz, że ja nie umiem się całować.
Podszedłeś, pocałowałeś mnie, uśmiechnęliśmy się do siebie i tyle.
Każde w swoją stronę, już na zawsze, jak w bajkach... I żyli długo
i szczęśliwie.... Osobno.
Nie ma dziecka. Nie będzie pięknej, mądrej dziewczynki z blond lokami, bo wiem,
że była by to dziewczynka. Zabrakło mi odwagi by urodzić? Nie, komuś tam na
górze nie zabrakłoby zabić. Morderstwo straszne słowo. Panie Boże, dlaczego?
Co czuję? Nic, zupełnie nic. Mam dziurę w głowie i dziurę w brzuchu, a pulsowało
w nim jeszcze przed momentem życie. Zostałam ukarana za chęć posiadania dziecka
z żonatym mężczyzną, bo tak nie wolno? Szóste przykazanie nie cudzołóż, obydwoje
zapomnieliśmy.
Czasami żałuję, iż nie mam żony, zawsze bym mogła PO przypomnieć sobie o jej
istnieniu, że ja kocham i w ogóle było bardzo miło, a teraz spadaj mała i nie
zawracaj dupy....A ja jestem gejem...Wolę chłopców.
To spadaj M i nie zawracaj dupy.
Komu
chciałam udowodnić, że potrafię, też mogę... Tobie, czy samej sobie?
Jak ty nie chcesz ze mną?.. Sama je będę miała z kimś, kogo kocham.
Nie będę miała. Umarło.
Całe moje ciało chciało tego dziecka, krzyczało o nie, teraz też krzyczy
i nikt je nie słyszy.
Poszło, do śmieci czy do nieba? Nie potrafię o tym nie pamiętać. Nie byłam
gotowa, nie nadaje się na samotną matkę? Nie wiem, każdego ranka patrzę na
siebie w lustrze i przekonuję samą siebie, że tak miało być, że ta śmierć
jest po coś, tylko ja nie wiem, po co, a ty dobry Boże wiesz, po co, czy
też nie?
Kocham C nadal, uratował mi życie, uratował mnie od ciebie, nie mogłam mu
spieprzyć dobrego wygodnego życia, bo sama bym nie chciała, aby ktoś mnie
spieprzył dobre wygodne życie. Nikt nie zasługuje na to, aby był zradzany
tym bardziej jego piękna, mądra żona. Nie ma dziecka, nie ma problemu? Nie
ma dziecka nie ma nic.
Wspominałam ci, iż ona często do mnie dzwoni? Podnoszę słuchawkę telefonu
i jest tam znajomą ciszą. Nigdy się nie odezwała, jakby mnie zapytała, to
bym jej odpowiedziała:
Tak kocham pani męża, zawsze tak będzie, ale on panią kocha bardziej, po
za tym macie dzieci, a nasze wspólne dziecko umarło. Może to cena, jaka przyszło
nam zapłacić za grzech? - Ot cała kurwa miłość. Wiemy, że jest i to nam powinno
wystarczyć. Mnie nie wystarcza. Kiedy się kochaliśmy C był przekonany, że
to miłość, dużo później mi powiedział:
- Potraktuj to jak przygodę wakacyjną! - Nie umiałam.
- Myśl o sobie. Pomyślałam.
Jak przygoda wakacyjna, to przygoda, i konsekwencje mogą być tylko wakacyjne.
Nie ma w nich miejsca na nowe życie, bo to już inna bajka.
Mam takie chwile, kiedy śnię sen o naszej wieczności, o spleceniu neuronów
na dobre i na złe, na miłość i nienawiść. Twoje życie to układanka kieszonkowca,
który umie, ale jak większość z nas boi się kochać. Już nie składam siebie
z twoich pocałunków, twojego dotyku, patrzenia na inne kobiety. Nie trwam
z tobą w czasie i nie odliczam miesięcy, dni i godzin, kiedy jesteś w swoim
nieprzepuszczalnym święcie, kiedy wstajesz, bierzesz prysznic i kochasz się
nie ze mną.
To nie śmieszne, nie będziemy razem, to udany żart Pana Boga za rozkosz,
którą ciągle nosimy w sobie. Inne osoby dadzą nam poczucie bezpieczeństwa,
dzieci i dom. Nie jestem smutna kochany, zapomniałam o bólu, jaki rozdarł
serce karząc iść osobno. Jeśli jesteśmy skazani przypadkowym układem gwiazd
na nieludzkie bycie w ciągłym pożądaniu, Bóg nas rozgrzeszy z orgazmów, które
nie dały dzieci, wybaczy noce pełne miłosnego jęku bez spełnienia w czułości
po... Bo jeśli jest samą miłością to pojmie pieprzenie, ponad, które nie
było nic tylko JA i TY. Poczęłam się po przez twój szept. Otworzyłeś usta
i wypowiedziałeś słowa, których nie pamiętasz. Tak, więc powstałam z twojej
niepamięci, z twojego zapatrzenia, z twoich obietnic bez pokrycia. Stworzyłeś
mnie na obraz i podobieństwo i jestem tobą silna i jestem tobą słaba. Nie
jesteś niczyj, ja też nie jestem niczyja. Nie mając siebie, mamy tylko siebie.
Moja miłość będzie mnie i ciebie ochraniać Jesteś wolny.
Ja jestem wolna.
W waszej nagości
Krysia do M .Pierwszy raz.
Nie wiem po co do mnie piszesz, nie jestem twoim osobistym Zygmuntem
Freudem, za to się płaci. Może zaczniesz mi płacić, wtedy będę
cierpliwsza?
Poczułam się ważna. Masz nadzieję, iż tymi listami wyleczysz się z nerwicy,
ciągutek (czytaj kataru siennego ) i łupieżu ? Ruth ciągle powtarzała jakim to jesteś fantastycznym kochankiem,
nie przywiązujesz się zbytnio do kobiet, to one przywiązują się
na swoje własne nieszczęście do ciebie, dzielisz się swoimi umiejętnościami
z całym światem to i mnie może coś skapnie? To był żart.
Sorry, ale splunąc za Toba nie warto.
Masz rację nie lubię cię, nie mogę patrzeć na te twoje ciągle wypadające włosy,
koraliki, chusteczki owinięte wokół nadgarstka i ten władczy ton w stosunku
do Ruth ,nie jest twoja własnością!!! Jestem lepszy ! Ile razy ja to już słyszałam
od całej masy palantów bardzo podobnych do ciebie.
Od kogo lepszy ? Jesteś tylko strachem, obezwładniającym strachem, kupą strachu,
której jedynym problem jest łysiejący łeb.
Nie ma to jak kobietę poderwać na poczucie bezpieczeństwa....Wstąpił
do piekieł po drodze mu było....z czego to jest?
Propozycja, z którego kręgu piekła Dantego ? Nie czytałeś? Może i dobrze.
Od Ruth się dowiedziałam, iż chciałeś kupić dla was dom, stary
drewniany dom z ogrodem, żeby dzieci miały świeże powietrze i dużo
miejsca do biegania. Dom chcesz kupić dla siebie, nie będzie w
nim miejsca dla kobiety, tym bardziej dla dzieci, kotów czy psów...ewentualnie
kilka roślin pustynnych by się zadomowiło.....Nie umiesz zadbać
o siebie, jak chcesz zadbać o drugiego człowieka? Związany jesteś
głównie z własnymi myślami, jesteś grą jaka prowadzisz z samym
sobą, całym światem, a zwłaszcza z Ruth.
Ona też jest graczem, sama zaczęła, to ma to czego tak długo szukała...CIEBIE.
Każdy ma takiego pana i władcę na jakiego zasługuję ? Ja jestem
sama, widocznie nie zasługuje na nikogo. Przed nikim nie rozkładam
nóg tylko dlatego, że ten ktoś chce, bardzo trudno mnie przekonać
abym rozłożyła nogi, nie ma dla kogo....
Joga nie jest całą moją rodziną, już nie. Była. Nauczę się jeszcze
płakać i będę zupełnie zdrowa, wtedy podpisze kontrakt małżeński
z kimś kto będzie moim partnerem i kogo nie będę musiała leczyć.
Tyle. Ciebie i Ruth trzeba leczyć.
Potrzebna wam jest stała opieka psychiatryczna i nie mówię tego
że jestem taka nieprzyzwoicie normalna i zdrowa, nie jestem, ale
nie gram uczuciami, a wy gracie i spadacie głowa w dół z wirtualnego
WTC.
Ona się śmieje jak jej o tym mówię, a ty ? Uśmiechasz się teraz do tego co
piszę ? Zobaczymy kto będzie śmiał się ostatni.
Jak przeczytałam pierwszy list od ciebie zaszkliły mi się oczy.
Wyższy stopień skurwysyństwa, Matrix, ale te części, których nikt
już nie nakręci. Jesteś w tym dobry, bić tak aby nie było widać
śladów, kto zobaczy rany kłute i szarpane na duszy ? Człowiek nie
może chodzić, a ty masz na to dwa proste słowa NIE ROZUMIEM.
Na jakich kurwa studiach tego uczą ? Ruth też skończyła szkołę tzw. artystyczną,
ale jest, powiedzmy potrafi być ludzka, a ty ?
Miewasz dni dobroci dla zwierząt, tu rzucisz ochłap uśmiechu, tam garstkę dobrego
słowa. Mówisz, że nie masz wyjścia. Masz wyjście, przestań się bać. Siebie
i jej. Jest odporna, ale nie jest postacią z gry komputerowej.
Chciałbyś mieć w domu Larę Croft w połączeniu z Matką Teresą z Kalkuty ?
Porozmawiam z nią o tym, jest ambitna popracuje nad sobą. Miłość
i agresja, sens życia, twoje powołanie, ale nie wciągniesz jej
do swojej podejrzanej sekty, w której nie ma nadziei, litości,
a od uczuć trzeba się odciąć. To twój pomysł na życie nie jej.
Co to za tani szantaż rozwodem rodziców? Ja małe niekochane dziecko?
Jak w poezji Amerykańskiej, zamkneli go w wieku czterech lat samego
w pokoju i będzie pisał o tym do śmierci? Naucz się być szczęśliwy.
Ona to potrafi. Łapie z życia wszystko co się da i przede wszystkim
się nie boi.
Nie pamięta ojca, a jeśli nawet to pijanego. Znajdowała go w Wielki
Piątek w rowie przy domu i udawała, że zasłabł, serce czy inne
gówno, a to była tylko, czy aż WÓDA!
Wiesz o czym mówię, popijamy do obiadu, kolacji, alkohol po prostu
jest. 3/4 rozmów jest o tym kiedy się piło, jakie były jaja jak
się wypiło i jak będzie fajnie jak się upijemy. Na początku z okazji,
szybko bez okazji. Tatuś Ruth pod koniec życia pił bez okazji,
nie sam z odbiciem w lusterku. Zapił się na śmierć, nie wytrzymał
choroby matki.
Mama Ruth.....? Mama umarła po drugim zawale, kilka lat leżała
sparaliżowana, sikała i srała pod siebie, 13-sto letnia Ruth ledwo
wyrosnąwszy z własnych pieluch musiała je zmieniać własnej matce
, dlatego tak nie lubi małych dzieci. To bzdura, że chce je mieć,
nie chce, udaje. Nosi w torebce tabletki hormonalne, prezerwatywy,
środki wczesnoporonne i różaniec jako prośbę do miłosiernego Boga
by nie obdarzył ją niechcianym potomstwem......
Nadal uważasz, że chce mieć dziecko ? Z tobą ? Z kimkolwiek ?
Wiem że mówi, że jedzie do matki, wraca od matki, nie.....za każdym razem ucieka
do innego kochanka i wraca... nie wiedzieć czemu do ciebie.
Od 20- tego roku życia wychowywał ją dziadek, ciepły, mądry, kochający
gołębie i swoją działkę. Pięć lat temu pochowała także i jego.
Taniec, katorżnicze godziny baletu były jej kolegami z dzieciństwa, mały ciasny
pokój ona, taniec i muzyka. Nie miała normalnej, zdrowej rodziny, a kto ją
teraz ma?
Ojciec mojej koleżanki właśnie po raz drugi się ożenił, piękny, wzruszający
geyowski ślub na który pojechałam do Danii, zebrał dwie byłe żony panów młodych,
babcie, dziadków, wujków, kuzynów i przyszłą zastępczą matkę w 8-ym miesiącu
ciąży zapłodnioną invitro . Jedna wielka szczęśliwa, kochająca się rodzina.
Materiał na film dla Woody Allena ?
Piszę o tym wszystkim, bo ty jej w ogóle nie znałeś, nie miałeś
czasu ją poznać, tak jak ona nie miała czasu poznać ciebie. Ruth
często obwinia Boga za dzieciństwo, ty też tak się zachowujesz.
Życia wam nie starczy aby uporać się z tymi wszystkimi lękami,
ale ona żyje, a ty wmawiasz jej , iż wegetuje i projektujesz swoje
lęki wmawiając jej, iż bez ciebie jest nikim.
Czepiasz się, słów, gestów, sytuacji, powiem więcej dopierdalasz
się.
Czego chcesz od Ruth poza sexem, bo to oczywiste? Jesteś taki malutki przy
niej, taki niezdarny, nie umiesz się zachować, nic nie umiesz.
Ona jest nieobliczalna, nieprzewidywalna, i potrafi być tak jak
ty zwierzęco bezwzględna. Raniłeś ją i nadal będziesz ją ranił,
przyjdzie taki dzień kiedy to ona wbije tobie kolec ze śmiercionośną
dawką, i nie będzie to arszenik.
Zabił Napoleona, ciebie nie zabije, mój homeopata powiedział mi, iż leczy się
tym min. chorych psychicznie, a wiem od Ruth, iż jesteś uodporniony. Ciekawe
czy to prawda?
Miłość by cię zabiła i uratowała od tej kontroli i eksperymentów
na niej. Próbowała ożywić kamień.Dlaczego jej nie powiedziałeś,
że to daremna praca ? Gram uczciwości....zatudne prawda ?
Spotkałeś dobrego gracza, jesteś wniebowzięty, bawi cię że będzie
do ciebie wracać. Nic nie wiesz, Ruth zabierze ile się da i za
kilka lat na pytanie, a co się stało z M ? Będzie zdziwiona Jaki
M ? Kto to był ?
Wiem, że teraz nie mieści ci się to w ogóle w głowie, ale tak będzie, ona też
potrafi odcinać ludzi jak skalpelem, jedno cięcie i do śmieci.
Nie będzie wyrazów szacunku, nie pisz do mnie, to nie ma sensu.
KRYSTYNA
Krysia do M. Miałam nie pisać, ale
Nie mam odwagi pokazać go Ruth. Co by to zmieniło ? Nic. Zupełnie
nic. Super się pierdoliła.... jak chcesz to umiesz być delikatny
i taki romantyczny, nie żeby życie składało się z fizjologii, wydzielin,
śluzu, moczu i kału, w końcu podobno czytasz Kanta.
Jesteś prawdziwy jak ból kamieni nerkowych, coś mi to przypomina..... Kilka
lat temu chodziłam na zabiegi podciągające nerki i wątrobę... Nie wiem dlaczego
ci o tym piszę. Wiesz ,że bez mojego homeopaty nie podejmuję żadnej ważnej
decyzji w życiu ? Każdy ma jakieś kółko zainteresowań, wy macie z Ruth sex,
tylko mnie kulki które łykam pomagają, a ją każdy kontakt z tobą zabija. Wiesz co zrobiłeś ? Wpierdoliłeś się w jej życie ze swoją samotnością
jak pijany kloszard pakuje się z butami pod cudzy karton. Jest,
była tak naiwna iż uwierzyła, iż cię zmieni, wmówiła sobie, iż
ty wierzysz w nią, tak jak ona uwierzyła w ciebie...Mnie próbujesz
wmówić, że spotkaliście się na jakiejś tajemniczej wyspie, na środku
morza i jesteście na siebie skazani ?
Gówno prawda, nikt na nikogo nie jest skazany, ona szukała ciebie ty jej i
każde odnalazło w drugim swoje ukryte mroczne popierdolone lęki, co więcej
postanowiliście wprowadzić je w życie, i macie to czego szukaliście...
Jakie to banalne, rzygać mi się chce jak o tym wszystkim myślę....Kto
pierwszy umrze z głodu, wyczerpania, strachu ?
Tak sama pragnęła się z tobą kochać jak ty z nią pieprzyć.
SŁYSZYSZ RÓŻNICĘ, CZUJESZ JAKIE NIEPOROZUMIENIE INTERESÓW ZASZŁO ?
Dla ciebie zabawa, dla niej na początku też zabawa, ale później
już tylko walka o przeżycie....bycie w dotyku, bez dotyku.
Być w niej; tak proszę bardzo, ale bez czułości, nie dotykając
się, nie całując, byłeś w niej nigdzie nie będąc. Lubisz pieprzyć
się sam ze sobą, podnieca cię to ? Lubisz jak ona pieprzy się z
kimś innym a ty możesz popatrzeć ?
Zmusiłeś ją aby wyjechała z tobą i twoja długoletnią kochaną nad
morze.
Jesteś zaskoczony, że o tym wiem? Przekonywała sama siebie, iż jej się podobało,
że było fajnie.... nie było fanie....chciała się do ciebie przytulić, położyć
głowę w zagłębienie jakie masz na plecach po wypadku i zasnąć.
Nic więcej, w ciągu czterech lat nie dałeś jej szansy przy sobie zasnąć.
Nie lubisz jej czy siebie? Lubisz w ogóle kogokolwiek ? Co cię tak przytłacza
?
Chciałeś mieć z nią dziecko, każdemu facetowi, mówi co innego,
ale przy tobie na moment przestała się je bać mieć, ale szybko
dowiedziała się, iż jest się czego bać. .Zostawiasz kobiety, z
którymi masz dzieci...
Po dwóch minutach obiecałeś jej całe życie, tylko po to by następne
cztery rżnąć ją kiedy przyjdzie ci na to ochota. Fajny jesteś,
nie powiem....Najsmutniejsze jest to, iż kiedy ona kochała cię
najbardziej, kiedy kupiła bilet w jedną stronę, ty wiedziałeś jak
to się skończy, ona ci już wybaczyła każde kurestwo, a ja nie mogę.....Zagrała
z tobą o miłość....ale ona będzie umiała od ciebie odejść,wierzę
w to, słyszysz... Ty nadal nie pozwalasz jej na to...będziesz dzwonił,
pytał w jakiej jest formie, jaką nosi bieliznę i czy nie zwiedzi
z twojej nowej łazienki, bo masz takie ładne nowoczesne oświetlenie
jakiego ona oczywiście nigdy w życiu nie widziała. Zapyta czy masz
kafelki Kenzo...
Wiemy obydwoje jak lubi ciuchy jego projektu.......Kiedy była w Wenecji weszła
do jego firmowego sklepu i jak Julia Roberts w Pretty women zdejmowała
z wieszaków ubrania, przymierzała i kazała zapakować co się jej podobało.....jak
małe dziecko po raz pierwszy w cukierni....kartą kredytową był wtedy twój imiennik,
obiecywał jej na placu św. Marka, że będzie ją kochał 300 lat, ona próbowała
obiecać mu to samo.....nie dotrzymała obietnicy wróciła do ciebie.... stąd
ma tę szramę na ręce...nóż był ostry.....zgwałcił ją i okaleczył ......bo powiedziała
mu, że kocha ciebie...Jak się z tym żyje ? Zapytaj ją ? Może nie przeżyła i
nie wie tego i tak trwa w tej niewiedzy siłą rozpędu i jak się dowie to ...zniknie,
rozpadnie się.....Nie mam siły do ciebie i do Ruth, a przede wszystkim nie
mam siły do waszej.....MIŁOŚCI ?
KRTYSTYNA Krysia do M
bo powinieneś wiedzieć.
Tak, Rut często chodzi tańczyć do nocnych klubów....wychodzi
z teatru ....idzie sama, pije dużo whisky i męczy ciało.... tańczy
jakby się mściła, nie może zrobić krzywdy tobie i nie umiejąc jej
zrobić sobie bezgłośnie krzyczy o miłość. Nie chce aby ja ktokolwiek
dotykał, tudzież chce aby dotykali wszyscy, zależy od jej zmiennego
jak pogoda w górach nastroju, około drugiej nad ranem, lekko wstawiona
zamawia taxówkę i wraca do domu sama, albo nie sama. Jest każdorazowo
zaskoczona, iż budzi się, oddycha i zaczyna kolejny dzień jakby
nic się nie stało, strzepnęła z ramion cały dzień i noc, i idzie
walczyć z nowym.
Często się o nią boję, iż będzie tańczyć i pić całą noc, rano aby zasnąć, weźmie
tabletki nasenne i nie będzie zaskoczona, iż się nie obudziła. Nie chce żyć
bez ciebie, nie umie żyć z tobą, a ty nie chcesz i chcesz ją ... W jej piersiach
są twoje płuca, sypia z tymi wszystkimi mężczyznami, aby nie umrzeć. Ty naprawdę
chcesz ją zabić.
KRYSTYNA
P.S
Pisz. Może od tych listów świat nie będzie piękniejszy, ale może dostanie nadzieje
na piękno?
Krysia do M bo
Nie odpisuję po kolei, mam na biurku wszystkie listy
ciebie...uciążliwa lektura, ale postanowiłam stopniowo odpisywać.
Niczego jej nie możesz dać.....jakie poczucie bezpieczeństwa
? Nie bądź śmieszny.
Sex to nie wszystko...dlaczego ludzie ciągle powtarzają to kretyńskie
zdanie a wykonują wręcz cyrkowe akrobacje aby się otrzeć, choćby
o kawałek ciała, choćby w metrze, tramwaju, autobusie...gdzie
się da...ty jesteś jej kokainą....jedna działka i skóra jej błyszczy...do
kiedy ty jej chcesz ona chce ciebie...przestajesz jej chcieć
na pięć minut, ona już chce kogoś innego....
Jest jak jej futro z kozy; dobrze wygarbowane zwierzątko, olśniewające i
takie delikatne w dotyku, ale nic nie czuje ,od bardzo dawna nic nie czuje.
Zmusza się aby czuć, jest tak zajęta tym czego nie czuje, że nie wie czy
ty cokolwiek czujesz ,przeżywasz.
Udaje, iż jest zajęta twoim życiem, nikim nie jest zajęta,nie lubi być zajęta
czymkolwiek, nie ma związku z jej emocjami, a ty, to nie ty.....To ona wobec
ciebie, to ona wobec swoich emocji w tobie....Jesteście tacy sami....Dlatego
tak cię pożąda, bo najbardziej pożąda sama siebie, i w tobie zobaczyła kogoś,
kogo chce najbardziej. Wasze spotkanie są obdarte nie tylko z realności tego
świata...
Nie ma w nich litości, przyszłości, czułości, tkliwości, nie ważne jest życie,
takie jakie jest, same w sobie...chcecie tylko przetrwać, a tak zachowują
się tylko zwierzęta, czy ludzie skazani na zagładę...erotyczny holokaust.
Jest smutna kiedy myśli o tobie i wie, że ty myślisz o niej, ale nie dzwoni,
ty też nie dzwonisz.... po co dzwonić, po co dawać nadzieję, która i tak
umiera ostatnia.
Zakochana, leżała obok ciebie na łące,...pamiętasz ? Układała ci na klatce
piersiowej mozaikę z twoich ulubionych ciastek, a później je z ciebie zjadała.
Ty byłeś już obcy, patrzyłeś na nią i nie wiedziałeś jak jej powiedzieć,
ze już jej nie chcesz.....chociaż tak bardzo jej pragniesz, już jej nie chcesz......Miała
jeden zawał serca, przeżyje i drugi, nie umiera się tak szybko jakby się
chwilami chciało. Kocha cię i to jest jej przekleństwo.
Nikt jej nie zatrzyma...nikt nie zatrzyma ciebie....jeśli niszczy, to nie
znaczy, iż nie ma innego wyjścia, ma wyjście i niszczy....jak przestanie
cię kochać uratuje siebie i może uratuje ciebie.
Korzystasz z jej słabości ? Myślisz, ze ona tego chce ? Ona wie czego chce,
to przy tobie nie wie czego chce...zrobiłeś z niej roślinę....
chce abyś uwierzył, że jest kuloodporna. A jest ? Strzel, może wstanie i
przejdzie po tobie... to by cię zaskoczyło, bo nic innego nie jest w stanie
cię poruszyć.
Jeden twój telefon, wsiadała w taxówkę i była gotowa na twoje rozkazy, twoje
najdziwniejsze pragnienia, potrafiła pół miasta obejść aby znaleźć pończochy
z koronkami jakie lubisz, za każdym razem w innym kolorze, do potargania,
rozcięcia nożyczkami, do spalenia zapalniczką....Spotkałeś kobietę, która
nie mogła cię przy sobie zatrzymać, bo sama potrzebuje aby ja ktoś w tym
szaleńczym biegu zatrzymał.
Spotkaliście się aby razem biec w otwarte ramiona śmierci. Zrobiłeś wszystko
aby odeszła, nie można więcej... była silna i będzie silna....próbowałeś
ja zniszczyć, sądzisz, iż ona po tobie zniszczy jeszcze wielu, nie sądzę,
po co by miała ciągle siebie mordować, to przecież nudne.
Przestała cię kochać ? Odeszła ? Kazałam jej każdego ranka powtarzać:
NIE KOCHAM M. 10-cio minutowa mantra, początek dnia, jak w japońskiej, czy
amerykańskiej firmie, pozytywna afirmacja i życie staje się od razu łatwiejsze,
wystarczy zaakceptować rzeczy jakimi są. Dla mnie proste.
Nie odeszła, dobrze udaje...gdzie by miała pójść? Ma tylko mnie i ciebie.
Został jeszcze szpital i tam ucieka najchętniej. Białe ściany , widziałam
jej spokojne oczy wpatrzone w sufit.
- Nie udało się. Tyle powiedziała, po chwili dodając.
- Myślisz, iż jego ktoś może zabić ?
- Nie żartuj.
- Nie żartuję. Nie wiem dlaczego nie może go przejechać samochód, ale to
by było za szybkie....rak....wątroby...wtedy nie miał by się kto nim zająć
i miałby tylko mnie, a ja bym go myła, czesała, karmiła....beze mnie by był
jak roślina, którą ja bez niego teraz jestem.
Przestraszyłam się, na dobre się przestraszyłam....jej i ciebie.....i tego
coście sobie nawzajem czynili, nie mogąc przestać. Tak jest z każdym uzależnieniem,
chcesz rzucić i nie możesz, to nie sms, czy plik w komputerze, że robisz
kasuj i nie ma, a ona często tak robi z tym co czuje, klik i nie ma, ale
gdzieś jest ten kosz., kiedyś nadejdzie czas aby go opróżnić.
Zawał, potrzebna jej była ta cisza, kiedy nie ma nic....niezbędna by zapragnąć
żyć dla samej siebie, by jej ciało przestało być jej własną pułapką, aby
miała nad nim kontrolę, by nauczyła się odróżniać dupę od serca.
Ruth ma oczy zaspanego spaniela i dobry rzut bryły na płaszczyznę
( czyt. Twarz fotogeniczna ) Często jest nie ma w samej sobie, wychodzi z
ciała, staje obok i pyta najczęściej mnie ;
- Czy to moje życie i czy tylko gram w filmie, który nie może się skończyć....co
więcej chcą go przerobić na serial...będzie 2568 odcinków.
- Nie wiem, kochanie. Mówię do niej kochanie, bo jak ja do niej tak nie
powiem, jak ona do siebie tak nie powie, kto do niej tak powie, ty ? Ty do
niej mówisz kochanie jak się chcesz z nią pieprzyć.
- Co ja mam zrobić z tą miłością, której nikt nie chce ?
- Nie nikt nie chce, tylko on nie chce tej twojej miłości.
- To co ja mam zrobić ?
- Nie wiem.- Odpowiadałam jej zgodnie z prawdą .
- To kto wie ?
- Myślę, że jeśli ktoś jest tak uzależniony jak ty od M powinien poddać się
terapii jest ci potrzebny lekarz, psychiatra czy ktoś w tym sensie.
- Utraciłam kontrolę nad swoim życiem , nawet taniec nie daje mi szczęścia.....ciągle
myślę o tym, że spotkam go na ulicy z inna kobietą , chcę tego spotkania,
chcę namacalnego dowodu, że on potrafi stworzyć coś trwałego, że nie tylko
jak ja niszczy.
- Nie niszczysz.- Sama ją okłamywałam.
- Spowodował, że czuję się jak zjełczałe masło, co można zrobić z kostka
masła, która już wychodzi z lodówki?
- Śpij, potrzeba ci teraz dużo snu, najważniejsza jesteś teraz ty, masz chore
serce i musi jeszcze długo bić.
- Po co ?
- Dla siebie.
- To za mało.
- Jak pokochasz siebie, pokochasz też innego mężczyznę.
- Ja już kocham i siebie i innego mężczyznę.
- To nie miłość.
- A co ?
- Choroba, jesteś uzależniona od M i czeka cię odwyk, a to będzie długa bolesna
praca.
- Chce być szczęśliwa.
- Będziesz.. Jest to możliwe. Jak uwierzysz sama w siebie, świat w ciebie
też uwierzy i M zniknie jak bańka mydlana.
- Mówiłam ci już Krystyno, że cię kocham.
- Dzisiaj nie....ja ciebie też kocham.
Takie to tandetno-ckliwe rozmowy przeprowadzałyśmy przy szpitalnym łóżku.
Chciała z tobą nudnych niedzielnych obiadów u mamy, kłótni kto pierwszy rano
zajmuje łazienkę, spacerów z dzieckiem po parku, grilla w ogrodzie, mieszczaństwa,
aż do obrzygania i już by nigdzie nie chciała uciec. Przeciętne życie, zamazanie
w tle, współuczestniczenie w problemach sąsiadów...że mało pieniędzy, ze
pracy nie ma i nie wiadomo kiedy będzie, ze znowu śmieci nie wywieźli, a
pani spod 8-ki ma znów nogę w gipsie bo spadła z roweru.Tego chciało z toba
chuju jeden! Takiego banału!
Obydwoje wiemy, że takie życie naprawdę by ją zabiło, robi wszystko aby się
nad nią litowano, że jest taka mała i nie ma się do kogo przytulić.
Gra, bawi się, manipuluje i płaci za to wysoką cenę. Nikt nie wie co jest
jej prawdziwym życiem, co zmyśleniem, przecież wiemy obydwoje, iż jej nie
ma, ciebie nie ma, mnie nie ma, jesteśmy tylko zmaterializowanym wymysłem
chwili, która przyszła i kazała nam żyć w ciałach prawdziwych ludzi.
Nie zobaczysz jej łez, nie zobaczysz jak zasmarkana i pijana leżała w korytarzu
własnego mieszkania i rozmawiała z rurą od gazu o tobie. Próbowała owinąć
ją wokół ud i czekała na spełnienie, jakiego nikt po za tobą nie mógł dać.
Miewasz takie rozmowy ? Czy tylko jak się naćpasz jakiegoś gówna to biegasz
godzinami wokół dworca ?
Ona jest dzbanem wody, który rozbiłeś i zostawiłeś na pustyni.....wyciska
wodę z piasku, śliną skleja skorupy.
Kim będzie jak się jej to uda ? Będzie bardzo niebezpiecznym urządzeniem.
Już jest, ale jeszcze o tym nie wie.
KRYSIA
Krysia do M, do zrozumienia was....ciebie.
Nie wyjechała na tourne do Belgii, nie udało jej się umrzeć.
Tańcem, wycieńczającymi ćwiczeniami, alkoholem i papierosami doprowadziła
serce do zatrzymania. Tam na górze, ktoś miał wobec jej inny biznes
plan, bo żyje i ma się dobrze . Lepiej niż przed zawałem, zawsze
coś jest po coś. Jeśli nie to nie była transakcja handlowa, to
co ? Pot, sperma i łzy, jak sam zauważyłeś i co jeszcze ? Nie chciała
się na tobie zawiesić, nie potraktowała cię jak koła ratunkowego,
kto dla kogo miałby być kołem ratunkowym ?
Niestety masz racje, nie można zmusić drugiego człowieka do kochania, proponując
jej wspólne życie wiedziałeś, że nic z tego nie będzie, ona też wiedziała,
że nic z tego nie będzie, a przekonywała sama siebie, iż będzie, że innym się
nie udaje, inni się rozstają, rozwodzą, a jej się uda.
Ruth się udało spotkała mężczyznę swego życia, tobie też się udało też spotkałeś
miłość swego życia. Tylko w tej sztuce występują trzy postaci...cztery, a może
pięć ?
Kto to zliczy ! Miłością twoją nie jest Ruth, tylko O.
Zamczysko ? Jakimż to niezdobytym zamczyskiem jesteś i dla kogo ?
Nie miała cię i nie będzie cię mieć ?
Jesteś draniem, to nie znaczy, że nie masz czasami racji, ale Ruth cię miała,
były to setne sekundy waszego bycia nie bycia razem, ale to się wie, raz,
może dwa widziałam wasze oczy wpatrzone w siebie....poplute zaklepane...tyle
w nich było, ale jest to pewna forma posiadania. Jestem jej przyjaciółką, ale
w tej rozgrywce nie trzymam niczyjej strony, znam ją i wiem do czego jest zdolna.
Nie rozumiem was, próbuję...
Po zawale postanowiła być silna, zachowywała się jakby nic się nie stało, wernisaże,
bankiety, nie mogła spać, czyli środki nasenne.......... tamtego wieczoru .nie
odbierała telefonu a ja mam przeczucie.....znalazłam ją w łazience, w wannie
z workiem foliowym na głowie....szpital, reanimacja, odtrucie.....
Miałam dosyć, jak chce się zabić niech umiera, mam to dupie.
Kosińskiemu się udało.- Może miałeś być jej Urszuką Dudziak ?
- O co ci kurwa chodzi ?
- Strasznie trudno się zabić.
- Co ty nie powiesz.
- To trudniejsze niż cokolwiek innego w życiu, no można to odnieść do wychowywania
dzieci.
- Ciekawe porównanie.
- Staram się.
- Słyszę, ale jak naprawdę chcesz to zrobić to musisz się bardziej postarać,
bo jak na razie masz pecha, żyjesz.
- Przestań.
- Dlaczego ? Są dwie możliwości, zapomnisz o tym pierdolonym egoistycznym chuju,
albo umrzesz.
- Chce żyć, nie chcę umierać.
- To co to było, włosy próbowałaś sobie zafarbować nawalona jak norka ?
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj, przestań. Następnym razem takiej rozmowy może po prostu
nie być, bo ci się uda.
- Wiem.
Myślisz, że ona potrafi ci wybaczyć, ja myślę, że nie potrafi. Jest w niej
tyle bólu, rozgoryczenia, takiej nędznej niemocy, która się właściwie gardzi,
bo ja nie mogę pozbyć się uczucia pogardy, tak pogardy...wobec takiej miłości
? Wiem, że mnie by się w życiu coś podobnego nie przytrafiło, nie pozwoliła
bym tak sobą pomiatać.
Mam kontrolę nad własnym życiem i lubię to.
Ruth przestała się uśmiechać, to nie prawda, że nie potrafi być szczęśliwa,
przed poznaniem ciebie była bardzo szczęśliwa. Spotkała ciebie aby być nieszczęśliwa.
Wiem, niech dzwoni od czasu do czasu....po co ?
Nie masz kogo bzykać ?
Masz. Chcesz aby przychodziła i nie chcesz aby jej chodziło jej o sex......jej
nie chodzi o sex, nie tylko....rano się z nią pieprzysz a wieczorem proponujesz
jej abyście zostali przyjaciółmi, bo jest ci bliska, w ogóle lubisz piękne,
mądre kobiety z bogatym wnętrzem, to dziwne, iż nikt cię do tej poru nie wykastrował,
a ja się dziwiłam, iż Ruth życzy ci śmierci, już się nie dziwię.
Potrzebujesz jej jak każdej innej osoby, ciekawe czy z każda inną osoba tak
się namiętnie pierdolisz jak z nią ? Nie wiesz co w nie jest.
Ty w niej jesteś, a potraktowałeś ja jak naukowiec królika, nie będzie z tego
młodych, a nawet jakby były , to by miały po jednym uchu.
Jest świetną tancerką, a zapomniałam, że nie widziałeś jej na scenie, wierzę,
że nie zmarnuje potencjału jaki w niej próbowałeś zdusić.
Ruth gotująca tobie pomidorową z ryżem, dla ciebie chciała się nauczyć gotować,
a wiesz jak szybko się uczy.
Już do ciebie nie przyjedzie, na twoje :
- Kochanie a może jednak.....Odpowie:
- Pierdol się sam.
Sama ją własnoręcznie wyjmę z twojego łóżka. Uważaj, możesz sobie nie poradzić,
za jakie dwa lata będziesz miał dom, a kto ci zagwarantuje, że za rok będziesz
żył ? Zawał serca można mieć jak wiesz w każdym wieku, a ty dobiegasz pięćdziesiątki,
to i owo już nie działa tak sprawnie jakby się chciało, pompka może nie wytrzymać
obciążeń dzisiejszej rzeczywistości, żyjesz w ciągłym stresie....po za tym
terroryści są wszędzie. Nie śmieszne ?
Jesteś facetem, który panicznie boi śmierci, po prostu nie wiesz, że jest ona
częścią życia dlatego, te młode dupy. Raz na jakiś czas trzeba przewietrzyć
krew, ale to nie moja sprawa, śpij z kim chcesz tylko, daj spokój Ruth.
Rodzina....kaktus mi wyrośnie na dłoni jak ty założysz rodzinę, machniesz jeszcze
ze dwoje bachorów i panny nie będą miały do ciebie pretensji, że nie chcesz
być ich mężem, bo w końcu ojcem jesteś fantastycznym. Kogo ty chcesz oszukać
? Ruth będzie sama, uczy się żyć ze świadomością samotności i nie będzie mniej
samotna, bo jej braku nie załatwi kochający mąż czy gromadka dzieci. Ona wie,
że dostanie w życiu to czego najbardziej pragnie i to już nie będziesz ty,
ale ty już nie dostaniesz swoich pragnień, bo przestałeś walczyć, pogodziłeś
się, z własna wewnętrzną beznadziejnością.
Zamordowałeś swoje ukochane wewnętrzne dziecko, a Ruth tak naprawdę jest dzieckiem,
jest 10-cio letnią dziewczynką, kiedy przestanie nią być, kiedy przestanie
jej się chcieć, stanie się taka jak ty, leniwa, wygodna, smutna i stara.....
Jesteś stary.....wiesz o tym....jesteś starym smutnym człowiekiem.
Umrzesz taki jeśli niczego nie zrobisz ze swoim życiem. Co mnie to obchodzi.
Może i obchodzi, a może i nie.
Serce Ruth już pękło, ale miłość je sklei.
KRYSIA.
Krystyna do M,bo nie można inaczej.
Jesteśmy razem Ruth....Nie wiedziałeś ? Często śpimy razem
w łóżku, najczęściej kiedy wyrzucasz ją z własnego...zrzucisz z
krzyża i wtedy ona przyjeżdża do mnie, wchodzi do mojego łóżka
i mocno się do mnie przytula....płacze cichutko, ale ona nie może
tylko płakać ! Proszę ją,
( ciebie może zacznę błagać ) dlaczego nie przerwie tej paranoi - potrafi tylko
powiedzieć:
- Nie wiem, bardzo bym chciał, ale nie umiem.
Umie, wyjechała nad morze, nad nasze polskie morze i poznała C. To najlepsza
rzecz jaka mogła ją spotkać w życiu. Zakochała się, poczuła się kochana.
Polak z piękną francuską żoną, ale czy żona, dorosłe dzieci mogły stanąć na
drodze Ruth jak sądzisz ?Przecież ty uważasz, że ona zawsze dostaje to co chce.
Dostaje, na krótko, ale dostaje. Spotkała C bo on jej szukał i ją znalazł.
Nie widziałeś jej takiej, oczy mieniły się jej jak w pierścionku z diamentami,
płonęła innym mężczyzną, to nie była kolejna ucieczka w obce ciało, to była
miłość.
Miał jej oczy i dłonie jej ojca, niczego jej nie obiecywał, od początku było
wiadomo, że będą przyjaciółmi, że poznali się po to aby się wspierać przez
całe życie, aby się nacieszyć tym, że dłoń pasuje do stopy, łokieć do uda,
ucho do piersi.
Ciebie się bała, przy nim przestała się bać, 30 lat czekała na jego kąciki
oczu, nawet ja wiem jak C pachnie, umiem odtworzyć jego krok, wiem jak siedzi,
co lubi jeść, i w jakiej pozycji czyta gazetę, poczułam jakbym wraz z Ruth
pokochała C.
Ty , jak to ty, jak gdyby nigdy nic wracasz z USA i co robisz ? Dzwonisz. Mało
jest dup, które możesz mieć ? Takiej jak Ruth nie ma, ale to wie wielu....może
zbyt wielu ? Nie zastanowiło cię to, iż ona też cię ciągle zdradza, ty ja tylko
sprowokowałeś, że kobiety tak nie potrafią. Potrafią, sport jak każdy inny.
Jej się po prostu spodobało, a później się uzależniła....sex, wino, krewetki
królewskie z grilla, i twój kutas, tak było wystarczająco długo...teraz miał
nastać czas miłości. Przyjechałeś jak po swoje, ale już nie było twoje.
- Po co idziesz się z nim spotkać ? Pytałam, musiałam zapytać.
- Chcę zobaczyć jak wygląda.
- Wiesz jak wygląda.- Byłam zdecydowana przywiązać ją do nogi od stołu aby
nie poszła się z tobą zobaczyć.
- Chcę...
- Chcesz iść z nim do łóżka.
- Od razu do łóżka.
- To gdzie chcesz z nim iść ?
- Do łóżka.
- Boże.. to się nigdy nie skończy?
- To nie tak jak myślisz !
- A jak ?
- Nie mogę kochać się z C jest daleko, ma rodzinę, nie będzie ze mną, a ja
jestem zdrową, młodą kobietą potrzebuję iść z kimś do łóżka.
- Dlaczego M ?
- Bo jest w tym dobry.
- Sex z nim cię zabije, a coś co zabija, nie może być dobre...
- Muszę sprawdzić czy go jeszcze pragnę.
- Pragniesz.
- Nie jestem tego taka pewna.
- A ja niestety tak.... i przestań się oszukiwać.
Poszła, spotkała się z tobą. Lubisz ją upokarzać, zrywać z niej ubranie, rzucać
na łóżko, do którego przywiązywałeś ją za nadgarstki, po których tygodniami
miała ślady. Po spotkaniu z tobą miała sińce na kostkach u nóg, co to było...kajdanki
? Jak ona po tobie miała pokochać delikatnego, ciepłego faceta, no jak ? Z
kokainy przerzucić się na herbatę zieloną ?
Jednak się jej udało.....piła wtedy, bo chciała cię chcieć i godziła się na
wszystko, bo wiedziała, że to ostatni raz, chciała w to wierzyć. Nie przeżyła
orgazmu. Znasz jej ciało i wiesz, ze wielu może oszukać, ale nie ciebie. Odwaliła
kawał ciężkiej roboty, sama się z ciebie wykastrowała, wyczyściła twardy dysk......
KRYSTYNA
Krysia do M do M do M do
..
Odcięcie
tlenu.
Udało
się
!
Jej
się
udało.
Na
niczyjej
wycieraczce
nigdy w życiu nie leżała, nie popadaj w mitomanię, wiem, że chciałbyś
aby tak było, ale to już się nie zdarzy, nie z nią, nie w tym wcieleniu.
Żałuję, że mnie przy tym nie było, twój wyraz twarzy kiedy się
z nią kochasz i każdym porem skóry, czujesz ,że ona kocha się z
kimś innym. Zapracowałeś na to, nawet nie wiesz jak bardzo na to
zapracowałeś. Jesteś dla niej zupełnie obcym człowiekiem, nie zaprosi
cię już na premierę do teatru, na urodziny, imieniny, kawę i ślub,
miałeś swoje pięć minut trwające cztery lata i czas minął, nic
trwa wiecznie, a każdy następny będzie lepszy od ciebie, we wszystkim.
Kocha, jest kochana.......to jej daje siłę i pewność, że każde gówno może
się rozpuścić ,potrzeba tylko czasu i właściwego zbiornika. Ty też podobno
jesteś zakochany i kochany, ale kim jest ta kobieta ? Czego ona jeszcze nie
wie o tobie, może ktoś powinien z nią porozmawiać ? Za pół roku będzie po
wszystkim, nie życzę ci źle, wiem jak jest, wiem od Ruth kim jesteś i ile
możesz zabrać. Jak się nauczysz dawać powiedzą o tym w każdym wydaniu wiadomości.,
pierwsze strony gazet będą atakowały nagłówkami :
M NAUCZYŁ SIĘ DAWAĆ ! i nikt mi już nie powie, że jesteś złym człowiekiem.
Piękne piersi Ruth należą do C. Dała mu to na piśmie .Uratował ją !
Jego miłość uratował jej życie, wiesz co to znaczy ?
Chce mieć z nim dziecko i będzie miała. Pojechała w tym celu do niego, do
Francji. Jak wróci zacznie tyć od tej miłości i zaskoczy wszystkich.
Sama siebie najbardziej.
KRYSIA
Krysia do M.
Wróciła z Paryża rozpromieniona, nie stąpała, unosiła
się w powietrzu. Krzyczało wokół że jest w ciąży, że nosi pod sercem
życie poczęte z miłości, wiedziała, iż przyjdzie jej samotnie przeżywać
macierzyństwo i niczego się nie bała.... nie zapominaj, iż C ma
już rodzinę, a kochana przez niego żona o niczym się miała nie
dowiedzieć, wiesz jakby to popsuło obchody 25-ciolecia współżycia
małżeńskiego ?
Miało obyć się bez skandalu, szoku, wzajemnych pretensji, kto kogo wrobił w
to dziecko! Nie przesłyszałeś się, padły takie słowa .Nie chciała jego pieniędzy,
ma swoje, ale okazało się, że to dla niego to nie była miłość, ale przygoda
wakacyjna, to był dla niej szok. Wykastrowała się z ciebie i dziecko miało
zalepić jej dziurę w mózgu, a nagle okazało się, że C jej nie kocha.
Jeśli początek nowego życia ma być przypadkiem, krępującą wpadką, bezmyślnością...na
co liczyła ? Nie liczyła, że się rozwiedzie, aż taka naiwna nie była, ale myślała,
że będzie z nią, że dziecko będzie miało ojca.
Dziecko nie umarło. Zadzwoniła do mnie w nocy i powiedziała :
- Podjęłam decyzję.
- Jaką decyzję.
- Co do dziecka., nie urodzę.
- Jak to nie urodzisz ?
- Po prostu nie urodzę.
- Chcesz tego dziecka.
- Już nie.
- Co się stało.
- On się nie rozwiedzie.
- To chyba było wiadomo od początku, czym jesteś zaskoczona ?
- Nie jestem zaskoczona, ale myślałam że się rozwiedzie...
- Jesteś zabawna. Po 25 latach miałby zostawić żonę dla jakiejś tancerki. ?
- Nie dla jakiejś tancerki tylko dla mnie, takie rzeczy się zdarzają.
- Gdzie ?
- W życiu.
- Chyba pozagrobowym. Nie kochał cię. Musisz się z tym pogodzić.
- Kochał.
- Kochał, nie kochał, to dziecko powinno się urodzić.
- Nie wiem, jestem przerażona, nie chce być samotną matką, nie poradzę sobie.
- Poradzisz.
- Pomożesz mi ?
- Pomogę.
Wyjechała na tydzień w góry, taka była jej wersja. Wróciła i od razu wiedziałam,
że jest coś nie tak.- Zrobiłaś to.
- Co zrobiłam ?
- Usunęłaś dziecko.
- Nie dziecko, ale płód, i nie usunęłam ale poddałam się zabiegowi.
- Co ty nie powiesz...mówisz o tym jakbyś wycięła sobie mało estetyczne znamię
na plecach.
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Co mu powiesz ?
- Komu ?
- Jak to komu, C ?
- Nie wie, że byłam z nim w ciąży i się nie dowie.
- Jesteś twarda.
- Nie jestem, ale nie mam innego wyjścia, tak musiało być.
- Wiesz, że nie musiało...po prostu uciekłaś od odpowiedzialności.
- Wiem. Nadal mam 10 lat i jak będę miała więcej, może zdecyduje się na dziecko.
- Co teraz ?
- A co ma być ?
- Czyli nic się nie stało ?
- Stało się, ale co ci mam powiedzieć, że się zabiję, ze nie będę potrafiła
z tym żyć ? Zaskoczę cię, będę potrafiła. Nauczę się żyć bez jego miłości,
bez naszego dziecka, które zabiłam, wszystkiego się nauczę, jestem utalentowana,
bardzo szybko się uczę.
- Przestań, to obrzydliwe.
- Jestem zmęczona, porozmawiamy za kilka dni, mam spotkanie co do pracy w Londynie,
w tej sytuacji, to będzie najlepsze wyjście.
- Ucieczka ?
- Dlaczego od razu ucieczka, praca.
- Dobrze, jeśli tego właśnie chcesz ?
- Tego właśnie chcę. Nie zadzwoniła za kilka dni. Już nie zadzwoni.
Udało jej się, tym razem nie spieprzyła sprawy.Wybrała to co powinna
wybrać. Myślę,że jest szczęśliwa,w końcu jest wolna. Ty jesteś
wolny od niej.
KRYSIA
Ruth do mojej kochanej Krysi
Urodziłam się po raz kolejny. Dzisiaj już wiem: Potrafię
z podnieść się z dna po raz trzeci, piąty, czterdziesty ósmy,
pięćdziesiąty drugi.
Moje oczy są uśmiechnięte, a ciało oddycha z lekkością. Mam czyste
i proste myśli. Wybrałam życie. Życie wybrało mnie. Nic nie wiem
o mężczyźnie, z którym spędzę trzysta lat, nikt mi nie wierzy,
że go spotkam. Nawet On. Ja wierzę, w siebie, w niego w nas.
|