wydarzenia
2003 |
|
Eugeniusz
Get Stankiewicz
miedziorytTowarzyski
fotoreportaż
z wernisażu |
Kilka
słów M. Szybista
do wystawy Staszka Wejmana,
czerwiec 2003,
co by tu narysować i
po co... odpowiedź Staszka Wejmana brzmi bo tak... I jest to
jedyna prawdziwa odpowiedź na to głupie choć fundamentalne pytanie...
W galerii u Fejkla otwarł wystawę swoich małych grafik Stanisław
Wejman. To wielki mistrz i smutny czarodziej. Jak przystało na
małe dzieła, są one bardziej osobiste od dzieł wielkich czy monumentalnych,
które zwykle są albo wyrazem potrzeby dokonania ostatecznej ekspresji
siebie, albo też ekspresji rzeczy ostatecznych (patrz niżej
Iwona Ornatowska)
Rzeczy codzienne i osobiste to pies, kot, śmierć, miłość, dziecko się bawi,
już dorosłe
kobieta, ja ją kocham
, jaka śmieszna historyjka
coś się stało
z przestrzenią,, tylko patrzeć na ten stożek perspektywy, jaki jest kapryśny,
jak zwija i rozwija swoje żagle czasoprzestrzeni
odsłania się kosmos, zasłania
się pozór, odsłania się pozór, ciągle coś się zdarza
no i tak dalej...
Albowiem osobiste czy prywatne to znaczy także ostateczne, od strony doznającego
owej ostateczności ja
(czemu tak wszystkich interesują te rzeczy ostateczne,
na przykład Karamazów Dostojewskiego, niby to zwykłe lichwiarskie chłopy a
tu nagle ostateczność!) Czy metafizyka jest więc tak oczywista i codzienna,
jak wyposażenie fizjologiczne osoby?, Jak bycie blondynem, wyłysienie czy niesienie
własnej płciowości?... I znów przychodzi mi na myśl dwuwiersz zamykający jeden
z wierszy Tadeusza Różewicza, w którym poeta pyta ducha zmarłej matki, co odwiedził
go we śnie, o sens, cel i nieskończoność, o to czym jest człowiek i czym jest
sztuka i czym jest to, co jest
poeta stary pyta:
to wszystko?
tak, to wszystko odpowiada duch...
Na pytanie o to czym jest sztuka i człowiek, jako artysta, Stanisław Wejman
udziela odpowiedzi dość podobnej a może takiej samej, jak ten duch matki Różewicza,
Podobnej odpowiedzi udzielił dość dawne temu stary, mądry, samotny, niezniszczalny
Picasso ten z lat 60tych, Wejman mówi prawie tak samo i to samo... |
wydarzenia
2004 |
|
Jacek
Sroka
Grafika 2000 - 2004
od 8.10.2004
fotoreportaz
z wernisażu
|
|
wystawa
grafiki
Zbigniewa Bielawki
Jaccobco kupuje konia
5 marca 2004, godz 19
fotoreportaż
z wernisazu - foto: Zbigniew Biellawka |
Jnanina
Kraupe Świderska
Horoskop Nowego Roku i wizualizacje
od 16.01.04 |
wydarzenia
2005 |
Krzysztof Tomalski
Torsy i monolity
18.11.2005
fotoreportaż z wernisażu
Zabieg utożsamienia ciała z kamieniem, a kamienia z ciałem nie jest przypadkiem w biografii artystycznej Krzysztofa. Artysta wraca pamięcią do swoich dziecięcych zabaw nad rzeką pełną kamieni - otoczaków. Ich obłe kształty budzące cielesne skojarzenia, a także ich zwarta, iskrząca się materia wywoływały zdumienie dziełem natury i prowokowały pierwsze dreszcze metafizyczne. Po latach te inicjacyjne doświadczenia artysta Krzysztof Tomalski przetwarza w graficzne obrazy. [...] Przesłaniem cyklu Monolity jest refleksja o jedności wszystkich bytów. Ludzkie ciało nosi w sobie atomy, które przywędrowały z ciał niebieskich, ale także były obecne kiedyś w kryształkach piasku, amebie, drzewie, w zwierzęcym krewniaku. Dziedziczymy genetyczną pamięć otrzymaną od natury, nasycamy naszą wyobraźnię doświadczeniem zmysłów, gromadzimy wiedzę, tworzymy kulturę.
Kamień trzymany w dłoni zrodził sztukę Krzysztofa Tomalskiego.
(Jan Bujnowski, fragment Wstępu do katalogu).
Krzysztof Tomalski ukończył ASP w Krakowie w 1989 roku. Bezpośrednio po studiach rozpoczyna pracę na stanowisku asystenta, później adiunkta w Pracowni Miedziorytu ASP w Krakowie. W tym samym czasie otrzymuje kanadyjskie stypendium Elizabeth Greenshields Foundation.
Od 1994 roku współpracuje z Jerzym Pankiem. Wspomaga go technologicznie przy powstawaniu cyklu grafik w technikach "suchej igły", a przede wszystkim "odprysku". Powstaje w ten sposób kilkadziesiąt ostatnich grafik Jerzego Panka. Równocześnie od początku lat dziewięćdziesiątych piastuje rolę osobistego drukarza Czesława Słani. Uprawia grafikę (metal, linoryt, tintę piaskową) oraz malarstwo (olejne, akrylowe i akwarelę) Bierze udział w wielu imprezach graficznych o zasięgu międzynarodowym. Otrzymuje nagrody i wyróżnienia. |

Anna Sobol Wejman
grafika
2005-05-24
fotoreprtaż z wernisażu
Anna Sobol-Wejman dawno już zrezygnowała z integralności płyty graficznej. Dzieli ją na kawałki. Na nich kreśli swój "dziennik". Ta technika ułatwia jej pracę często przerywaną innymi obowiązkami, a także umożliwia bardziej intymny kontakt z płytą graficzną, która na bieżąco staje się odbiciem jej myśli. Tak powstają okna na świat, ekrany pamięci, "ikony" ułożone w poziome i pionowe, geometryczne sekwencje odbijane najczęściej na dużych formatach papieru. Informacja zawarta jest w nich samych, ale też wynika z ich relacji, kontekstów, dystansów. O ileż więcej można powiedzieć w ten sposób. Artystka właściwie nie opisuje rzeczywistości, lecz zbiera jej materialne ślady i odpryski znaczeń. Unika tym samym dydaktyki i moralizatorstwa nieuchronnie związanych z tworzeniem historii, opowiadaniem, anegdotą. Prace pozbawione są tradycyjnej dramaturgii i jej napięć. Tworzy "dzieło otwarte", poddaje pod rozwagę fakty, które gromadzi jej wyobraźnia, i które adresowane są do wyobraźni i wrażliwości odbiorcy; nie zawsze łatwo zwerbalizować ten przekaz. Otwarta przestrzeń grafiki umożliwia wielowątkową narrację, gdzie ciągłość zdarzeń jest umowna, a historia w sposób naturalny splatała się ze współczesnością, fakt materialny z zapisem myśli, świadomość z podświadomością. Dziennik życia wewnętrznego to czwarta wystawa Anny Sobol-Wejman w galerii. Mniej w niej kolorów, więcej szarości, a nawet dramatu. Trudno winić za to artystkę. Kondycja świata nie poprawiła się w nowym tysiącleciu, a osób bliskich nie przybywa. Ważny jest jednak artystyczny dialog jaki na co dzień, systematycznie Anna Sobol-Wejman prowadzi ze swym bliższym i dalszym otoczeniem; jej próba oswajania zjawisk z jakimi nie chce i nie może się pogodzić ( Przypływ i odpływ , Śmierć poety ). Ale równie ważna jest afirmacja rzeczywistości, jak chociażby wspomnienie słońca i włoskich wakacji w Oliwie i winie czy olśniewający spontanicznością zapis w Morning Blues jedynej na wystawie litografii powstałej w czasie warsztatów graficznych w Connecticut ( J.F.) Anna Sobol-Wejman studiowała grafikę w pracowni prof. Mieczysława Wejmana w krakowskiej Akademi Sztuk Pięknych. Dyplom w roku 1972 uzyskała w pracowni prowadzonej przez prof. Włodzimierza Kunza. Brała udział w wielu wystawach graficznych w kraju i za granicą. W roku 1995 zdobyła Grand Prix "The Masters of Graphic Art" na III Międzynarodowym Biennale Grafiki w Gyor. Jej prace znajdują się w znanych muzealnych kolekcjach na świecie m.inn. w zbiorach wiedeńskiej Albertiny, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku, Narodowej Galerii w Waszyngtonie oraz w prywatnych kolekcjach w Danii, Francji, Holandii, Islandii, Japonii, Niemczech, USA. Najchętniej i najczęściej pracuje w technikach metalowych i w litografii. Na wystawie prezentowane są wybrane prace z lat 2001-2005. |
Monika Niwelińska
Engram - grafika
16.03.2005
fotoreportaz z wernisażu
Monika Niwelińska należy do najmłodszej generacji grafików z Krakowa. Artystka jest stypendystką programów Cepus i Socrates/Erasmus a także Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dyplom z wyróżnieniem obroniła na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jest laureatką Stypendium Twórczego Miasta Krakowa. Tworzy prace w mieszanej technice wklęsłodruku i serigrafii. Jej zainteresowania intelektualne także zdradzają interdyscyplinarność. Studiowała filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, a tradycje rodzinne zadecydowały o zainteresowaniu neurobiologią. Stąd też zapewne tak zadziwiający i oryginalny temat jej instalacji graficznej pt."Engram". Engram - jak wyjaśnia artystka w swym komentarzu - to ślad pamięciowy, zakodowany w mózgu obraz, nabyta informacja; cały zasób engramów danej osoby stanowi biologiczne podłoże ludzkiej pamięci oraz podstawę niepowtarzalnej indywidualności każdej istoty ludzkiej[...] Koncepcja pracy jest odbiciem przyjętego przeze mnie pojęcia pamięci jako swoistego (taśmo-) ciągu znaków/obrazów/kodów zapisanych w umyśle, podlegającego ciągłym (świadomym i nieświadomym) zmianom, mutacjom, przemieszczeniom, selekcji. Praca jest próbą plastycznej interpretacji tych procesów, wizualnym ujęciem pamięci jako sekwencji obrazów-kopii, niedokładnych reprodukcji minionej rzeczywistości, będących zaledwie jej echem, nigdy wiernym przełożeniem. Czy jest jednak możliwa "wizualna transpozycja" obrazów kreowanych przez mózg? Pomocna może być tu wyobraźnia artysty wzbogacona w tym przypadku o teorię, znajomość zjawisk z dziedziny neurobiologii, a także i refleksja filozoficzna. Imponujące są możliwości współczesnej elektroniki - aparatura umożliwiająca badanie mózgu, utrwalająca obraz jego pracy. Graficzne obrazy mózgu dla naukowca, ale także dla artysty stają się instrumentem poznania, zrozumienia i inspiracji. Te obrazy przesyłane z poza świata dostępnego zmysłowo mają swą naturalną estetykę, ale to jednak artysta ostatecznie odkrywa je dla sztuki. A jeśli jest grafikiem świadomym swego warsztatu, odnajduje w nich kwintesencję graficzności, źródło dyscypliny. W ten sposób humanistyczne zainteresowania znalazły przełożenie na jezyk czystej grafiki, a artystka zbliżając się bardziej do oniryki snu niż do kształtów realnego świata w pełni wykorzystuje abstrakcyjny alfabet graficznego znakowania. "Taśmy pamięci" mają swoje obwody scalone, systemy numeryczne, wykresy kartograficzne. Mają też swoją czytelną dramaturgię; wzrosu i opadania, pustki i wypełnienia, spontaniczności i kalkulacji, czerni i bieli w końcu - a to już archetyp graficznego rzemiosła. Projekt Moniki Niwelińskiej włączony został do programu sesji naukowej organizowanej przez Instytut Zoologii Uniwersytetu Jagiellońskiego towarzyszącej "Światowemu Tygodniowi Mózgu" i prezentowany będzie na specjalnym pokazie w Jan Fejkiel Gallery. Ułatwi to nie tylko szerszą recepcję grafiki artystki, tym razem w środowisku naukowym, ale - być może - sprowokuje pytanie o rolę kreatywnego myślenia w nauce i sztuce, a także o możliwość wzajemnej inspiracji tych nie tak zupełnie różnych aktywności ludzkiego mózgu. (J. F.) |
Teodor Durski
od 2005-01-21
serigrafia
fotoreportaż z wernisażu |
wydarzenia
2006 |
Andrzej
Kapusta
E natura, e cultura - monotypia
24.11.2006 godz 19
fotoreportaż
z wernisażu
Andrzeja Kapusty pierwsze prace z cyklu E
natura, e cultura powstały pod koniec lat 90 zeszłego stulecia.
Z pewnością ważna dla ich genezy okazała się podróż na południe,
przekroczenie Alp, inspiracja kulturą włoską. To w Toskanii artysta
usłyszał sentencję: "E natura, e cultura". Równie dobrze mogły
być to słowa nie płynące z zewnątrz, lecz fraza, która wtedy
i w tamtym otoczeniu, w sposób naturalny, owładnęła jego wyobraźnią,
łącząc wcześniejsze przemyślenia z nowymi doświadczeniami. W
pamiętnych kilku rysunkach z cyklu Piazza del campo architektura
- izometryczny rzut sieneńskiego Palazzo Pubblico - splata się
z sylwetami rumaków w locie ( być może inspiracją były konie
z San Marco w Wenecji). Monumentalna architektoniczna bryła w
dynamicznym skrócie kontrastuje z wiotkimi sylwetami koni. Palazzo
Pubblico wystrzeliwuje ku niebu, ale to konie są natchnionym
duchem architektury. Natura e cultura, ich ulotny związek udało
się Andrzejowi Kapuście przedstawić w sposób niezwykły.
Po kilku latach przerwy, już w nowym tysiącleciu,
artysta ponownie podejmuje pracę nad cyklem. Architektura nadal
odgrywa tu ważną rolę , choć prezentowana jest w formie bardziej
abstrakcyjnej. Rysuje płaskie, schematyczne plany świątyń, symetryczne
fasady klasycystycznych budowli, kartograficzne labirynty idealnych
miast. Architektoniczne wykresy na ogół wypełniają centralną część
kompozycji nałożonej na tło przetartej, jak gdyby spłowiałej pod
wpływem czasu barwy; błękitu lub oranżu. Można odnieść wrażenie,
że rysunek nie jest już oryginałem lecz cytatem, znaleziskiem,
przywołaniem dokumentu odwołującego się do przeszłości. W innych
miejscach symetrycznie dzielonych kompozycji, płasko i frontalnie
eksponowane są ważne motywy znane i powtarzane we wcześniejszych
cyklach: mężczyzna-łowca, zwierzęta osobliwe i fantastyczne, anatomiczne
przekroje kręgowców, groteskowe monstra, owady i insekty, skamieliny
muszli, tajemnicze emblematy. Idei racjonalnego systemu kultury
przeciwstawia więc artysta (układ eksponatów nie pozostawia co
do tego wątpliwości ) rozmaitość i nieprzewidywalność tworów natury.
Artystę pociąga jej pierwotna witalność i biologizm, ale docenia
też geniusz umysłu znajdujący wyraz w założeniach architektury.
Forma jaką nadał swemu cyklowi świadczy o eksperymencie z narracją
graficzną, ale zawarł w niej także ideę pozaartystyczną - tworzenie
kolekcji. Jest to kolekcja szczególna. Przypomina atmosferę dawnych
gabinetów osobliwości, owych kunst i wunderkammer ,
gdzie z mapą, sztychem i innymi artifcialia sąsiadowały
przykłady fauny, flory, okazy geologiczne; naturalia .
Zamknięte w jednej przestrzeni - natura e cultura. Ale to tylko
jeden z tropów pomocnych w interpretacji cyklu, nie do końca może
oczywisty, bo nad prywatnymi zbiorami Andrzeja Kapusty segregowanymi
według klucza "e natura, e cultura" nie unosi się atmosfera kuriozum
i ekstrawagancji, których dostarczały dawne "gabinety zadziwień" Raczej
przyświeca im duch tajemnicy i zamyślenia współczesnego artysty
nad niezwykłym związkiem materii i ducha, natury ożywionej i martwej.
A także nad miejscem w tym kontekście człowieka będącego zarazem
twórcą i obiektem stworzenia. Inaczej mówiąc, przynależącego do
świata kultury i natury. ( J.F.)
Andrzej Kapusta urodził się w roku 1956 w Skawinie.
W roku 1981 ukończył studia na Wydziale Malarstwa krakowskiej ASP
w pracowni prof. Jana Szancenbacha. W latach 1982-1999 był pracownikiem
dydaktycznym swej macierzystej uczelni. Jest stypendystą Fundacji
France Liberte (1986) i British Council ( 1990). W roku 1987 zdobył
Grand Prix na Przeglądzie Malarstwa Młodych w Krakowie, a w roku
1991 otrzymał nagrodę Fundacji Kultury Polskiej. W jego twórczości
cykle malarskie przeplatają się z rysunkowymi wykonywanym w technice
monotypii. Artysta ma w swym dorobku kilkanaście wystaw indywidualnych
m.in. w Jan Fejkiel Gallery (2000). Uczestniczył w wielu wystawach
zbiorowych, także tych organizowanych przez galerię ( Portret
ironiczny, Kraków, Łódź, Amersfoort,1993, Poetes francais,
graveurs polonais, St Nazaire, 1995). |
nowa
przestrzeń grafiki
wystawa zbiorowa:
Achimescu, Berezowska, Bielawka, Niespodziewana,
Niwelińska, Ożóg, Sadowska, Skórczewski, Sobol-Wejman, Sroka, Surzycki,
Wejman
od 20.10.2006
fotoreportaż
z wernisażu
W wystawie bierze udział 12 artystów związanych ze środowiskiem
grafiki krakowskiej. Reprezentują oni różne generacje i tendencje
stylistyczne, posługują się odmiennymi technikami graficznymi.
Różni ich też, często zdecydowanie, widzenie swiata i sposób opisywania
go. Ich prace powstały w nowym tysiącleciu. Są efektem wcześniejszych,
konsekwentnych przemyśleń, jak i spontanicznych, często zaskakujących
decyzji. O ich wyborze zadecydowała śmiałość wizji zarysowującej
sytuację graniczną; grafiki wychodzącej poza grafikę odrywającej
się od swych podstaw, szukającej potwierdzenia dla istnienia poza
tradycyjną przestrzenią warsztatową, myślową, społeczną [...].
Grafika w nowym tysiącleciu poszukuje nowych obrazów,
nowej ekspresji, bliższego kontaktu z odbiorcą. Zajmuje się problemami
zarezerwowanymi dotychczas dla innych dziedzin poznania. Chce być
w centrum doświadczenia człowieka, odkrywa jego tożsamość w konfrontacji
kultur, sięga do historii i wydarzeń bieżących, podejmuje refleksję
nad miejscem artysty i jego dzieła w świecie współczesnym. Tworzy
artystyczne utopie, ale potrafi też przenikliwie analizować otaczającą
rzeczywistość. Nie mieści się już w kolekcjonerskiej tece, wychodzi
poza uświęcone tradycją passe-partout i ograniczające ramy oprawy.
Porzuca dotychczasowe funkcje narracyjne, poddaje wytrzymałościowej
próbie warsztat, coraz częściej opuszcza galerię, akcentując swą
obecność w przestrzeni publicznej. Pomimo wpływu elektroniki, i
pozornej łatwości jaką kusi wymiar wirtualny, grafika w nowym tysiącleciu
broni jednak swej materialnej tożsamości. Nadal związana jest z
najlepszymi tradycjami warsztatowymi, choć coraz częściej odchodzi
od utartej ikonografii, radykalnie eksperymentuje z formą, sięga
w nową, nie odkrytą dotąd przestrzeń konceptualną i społeczną (fragment
wstępu do katalogu wystawy, J.F.)
xxxx
The participants in the exhibition are 12 artists
connected with Cracovian printmaking circles. They represent different
generations and stylistic tendencies, and they utilise a variety
of graphic techniques. They also differ, sometimes decisively,
in their view of the world and way of describing it. All these
works have arisen during the new millennium. They are the result
of prior, consistent consideration and of spontaneous, sometimes
astonishing decisions. The choice of these works was dictated by
the courage of the vision, outlining a boundary situation; graphic
art moving beyond the normal limits of printmaking, tearing away
from its fundamentals, looking for confirmation of its right to
exist outside the traditional workshop, social and mind- spaces
[...].
Printmaking in this new millennium is seeking
new images, new forms of expression, a closer contact with the
addressee. It is becoming interested in questions reserved until
now for other fields of study. It wants to be the human experience
centre, uncovering his/her identity in confrontation with culture,
reaching to history and current events, reflecting on the place
of the artist and their work in the contemporary world. It is capable
of creating artistic utopias, but it can also exhaustively analyse
the surrounding environment. It no longer fits in the collector's
folder; it is expanding beyond the tradition of the passe-partout
and the limits of the frame. It is throwing away its erstwhile
narrative functions, undertaking workshop endurance tests, ever
more frequently leaving the gallery, accentuating its presence
in the public arena. Despite the influence of electronics, and
the superficial ease offered by the virtual dimension, printmaking
in the new millennium defends its material identity. It is still
linked with the best workshop traditions, although ever more frequently
it departs from the well-beaten track of iconography, radically
experimenting with form, reaching for a new, hitherto undiscovered
conceptual and social space ( an excerpt from the introduction
to the exhibition catalogue, J.F.) |
Aleksandra
Cieślak
Femigrafie
od 21.04.2006
fotoreportaż
wernisażu
Aleksandra Cieślak należy do najmłodszej generacji
grafików. Jest jeszcze studentką Akademii Sztuk Pięknych
w Warszawie, obecnie przygotowuje się do obrony dyplomu. Dzisiejsza
wystawa, na której znalazły się jej wybrane prace z ostatnich
dwóch lat do pewnego stopnia ukazuje proces edukacji graficznej;
poznawanie nowych technik i ich możliwości artystycznych. Tylko
do pewnego stopnia jednak, bo cykle graficzne , które artystka
prezentuje, są zadziwiająco dojrzałe, wskazują na samodzielność
i oryginalność myślenia; zdecydowaniem i pewnością rozstrzygnięć
nie przypominają ćwiczeń szkolnych.
Artystka uprawia grafikę figuratywną, koncentruje się w swej twórczości
niemal wyłącznie na problematyce kobiecego ciała, co niejako automatycznie
klasyfikuje ją w nurcie feministycznym współczesnej sztuki. Także autorski
tytuł wystawy - Femigrafie - podkreśla tę orientację. Co więcej jednak, i co
świadczy o jej dojrzałości, ściśle wiąże światopogląd i ideologię artystyczną
z uprawianym warsztatem.
Feminizmowi w tej wersji brak patosu i wojowniczości, często natomiast
obecna jest ironia i poczucie humoru. Kadłubowate ludzkie formy, składane z
anatomicznych elementów, pierwotne i biologiczne, intymnie cielesne,
w swym dalekim podobieństwie nawiązują do surrealistycznych erotycznych fetyszy.
Nie są jednak obiektem zastępczym skrytych pożądań. Uwikłane w wyrafinowaną
dramaturgię przyciągania i odpychania, obnażają bardzo pierwszą, rudymentarną
wręcz potrzebę stworzenia; kontaktu, dotyku, adoracji, zabawy.
Artystka lubi grafikę. Na swym zdjęciu prezentuje podniesione dłonie ubrudzone
farbą drukarską. To jej logo i stygmaty profesji. A to, że myśli ekologicznie
i używa rękawiczek ochronnych nie oznacza dystansu do medium. Wręcz przeciwnie,
ma zmysłowy kontakt z grafiką i znakomite wyczucie jej możliwości. W technikach
metalowych ceni fakturalne efekty wklęsłodruku. Dla swych celów - w
ramach cyklu - stosuje kilka wymiennych matryc. Efekt powtarzalności odbiera
dosłowność przedstawieniom - to niezbędny element abstrakcji. Przenikanie
planów, ich transparentność, które zapoczątkowała w miękkim werniksie
i akwaforcie potrafi znakomicie kontynuować w sitodruku. Technika determinuje
też rysunek. Ostry, zadziorny w Preparatach , szablonowy, przerywany jak ścieg
krawiecki w Matematyce dyskretnej , płynny wydobywający obłość kształtu w Fetyszach
, trochę niedbały w Mechanicznych zawodniczkach sumo .
Aleksandra Cieślak jest laureatką stypendiów krajowych i zagranicznych,
a także Nagród Rektora Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W roku 2005
na Biennale Grafiki Studenckiej w Poznaniu zdobyła Nagrodę Stowarzyszenia Polskich
Artystów Malarzy i Grafików.
* * *
Aleksandra Cieślak is a member of the youngest
generation of graphic artists. She is still a student at the Warsaw
Academy of Fine Arts, presently preparing to defend her diploma.
The current exhibition, which displays selected works form the
past two years, to some extent reveals a process of "graphic education":
encounters with new techniques and their artistic possibilities.
Only "to some extent", however, for the graphic cycles presented
by the artist are astonishingly mature and point to an independence
and originality of thought: the decisiveness and confidence of
her conclusions in no way recall scholastic exercises.
The artist creates figurative prints, concentrating almost exclusively on the
subject of the female body, which in some way automatically qualifies her as
a member of the feminist current in contemporary art. The artist's title for
the exhibition - Femigrafie - emphasizes this orientation. What is more, and
this underlines her maturity, there is a rigorous link between her worldview
and artistic ideology and the content of her work.
In this version of feminism, there is a no pathos or bellicosity; there is
frequently, however, irony and humour. The chunky human forms, comprised of
anatomical elements, primeval and biological, intimately corporeal, vaguely
resemble surrealistic erotic fetishes. They are not, however, a substitute
for hidden desires. Entangled in a sophisticated drama of attraction and rejection,
they strip bare the first, rudimentary even, needs of any creature: contact,
touch, adoration, and fun.
The artist likes graphic art. In her photograph, she displays raised palms
stained with printing ink. They are both her logo and the stigmata of her profession.
And the fact that she thinks ecologically and uses protective gloves does not
imply a distance towards the medium. Just the opposite, in fact; she has a
sensual contact with the print and an amazing sense of its possibilities. Among
the plate techniques, she values the textured effect of intaglio. To achieve
her aims, within the framework of this cycle, she uses several interchangeable
matrices. The effect of the repetitiveness is to remove the literality of the
presentations - it is an essential element of the abstraction. The permeability
of the designs, their transparency, which originated in soft varnish and aquatint,
she can exquisitely carry over to screen-printing. The technique determines
the appearance. Sharp and pugnacious in Specimens ; schematic and broken
like stitching in Discrete Mathematics ; fluid and emphasizing the curvilinearity
in Fetishes ; somewhat nonchalant in Mechanical Female Sumo Wrestlers
.
Aleksandra Cieślak is a laureate of scholarships both domestic and foreign,
in addition to the Rector's Award from the Warsaw Academy of Fine Arts. In
2005, at the Biennial of Student Art in Poznań, she received the Association
of Polish Painters and Graphic Artists' Award. |
Życie, przyjaźń, sztuka, korespondencja
1.03.06 zapraszamy
do nowej siedziby galerii na promocję albumu w opracowaniu Elżbiety Dzikowskiej i Wiesławy wierzchowskiej.
Promocji towarzyszy wystawa drzeworytów
Jerzego Panka
Próba portretu Józefa Gielniaka
W albumie opracowanym przez Elżbietę Dzikowską i Wiesławę Wierzchowską zebrana została korespondencja miedzy dwoma wybitnymi artystami, jednymi z największych w powojennej grafice polskiej: Józefem Gielniakiem i Jerzym Pankiem . Ich pierwsze spotkanie w roku 1962 przerodziło się w przyjaźń, która przetrwała aż do śmierci Gielniaka w dziesięć lat później. Panek przeżył go o ponad trzydzieści lat. Listy, które wymieniali między sobą, są nie tylko komentarzem do ich twórczości, ale i dokumentem wzajemnego podziwu i niezwykłej sympatii tych tak odmiennych osobowości.
Stoją przed nami tak różni, a przy tym bardzo sobie bliscy; Panek, pełen witalności, temperamentu, bezpośredniego stosunku do życia i sztuki, krzepko ciosający swe drzeworyty, "Eharatający dechę" - jak to sam powie - i chory na gruźlicę Gielniak, żyjący w stanie ciągłego zagrożenia, nadwrażliwie dzielący włókna swych linorytów.
Bezcenny m uzupełnieniem korespondencji dwóch mistrzów są zebrane przez autorki albumu komentarze, artykuły, wspomnienia, wywiady z osobami będącymi blisko lub znającymi artystów, a także bogata szata ilustracyjna, na którą składają się liczne zdjęcia i reprodukcje ich prac.
W lipcu 1963 roku tuż po kolejnym spotkaniu z Gielniakiem, Panek przystępuje do pracy nad drzeworytniczym portretem swego przyjaciela. Od pierwszej wizyty u Gielniaka w sanatorium w Bukowcu upłynął blisko rok. W tym czasie Panek wykonał blisko 100 rysunków zapowiadających przyszły portret, był więc przygotowany do ostatecznego rozstrzygnięcia w drzeworycie. Praca wciągnęła go; do końca roku wykonał kilkanaście drzeworytów, które zatytułował "Próba portretu Józefa Gielniaka".
W twórczości Panka dominuje portret, a najczęściej autoportret, bo jak mówił: " siebie zna najlepiej". Na sobie też najczęściej eksperymentował. Od czasu do czasu przedstawiał także przyjaciół i bliskich, ale były to na ogół pojedyncze prace rzadko kiedy urastające do cyklu. Gielniak jest wyjątkiem, jedyną postacią, której Panek poświecił prawdziwy seans analityczny.
Uwagę swą koncentruje się na zbliżeniu twarzy, wykreśla ją miękką, meandrycznie wijącą się kreską. Wyrazistość rysów Gielniaka pobudza jego fantazję , elementy twarzy stają się pretekstem dla swobodnych poszukiwań kreski. Panek nie traci jednak kontaktu z modelem. Nadal punktami identyfikacji są usta, nos, uszy, szuka jednak dla nich analogii w świecie innych form. W ten sposób Gielniak staje się drzewem lub niemal abstrakcyjnym kształtem. Wydobywanie cech charakterystycznych, wnikanie w niepowtarzalność głowy i rysów przyjaciela prowadzi " jak zwykle u Panka " do redukcji i uproszczenia. Artysta włącza podobiznę artysty w świat form, którymi rządzi metamorfoza, a człowiek jest tylko elementem " wcale jak się okazuje nie najważniejszym " większej rodziny naturalnych kształtów.
Z konwencjonalnego punktu widzenia eksperyment Panka na przyjacielu jest bezkompromisowy i bezlitosny. Służy jednak temu, czemu powinien w sensie dosłownym służyć portret; uwiecznieniu. Poszukując bowiem esencji "Enaturalności" Gielniaka, którego zna, podziwia i który jest mu bliski, Panek odrzuca to, co w nim przypadkowe i skazane na upływ czasu. W ten sposób unieśmiertelnia go, wbija w swoją pamięć, uwiecznia , aby do zapamiętanego obrazu powracać po latach (J.F.). |
Marcin Surzycki
formy
od 20.01.2006
fotoreportaż z wernisażu |
wydarzenia
2007 |
KRZYSZTOF SKÓRCZEWSKI
jubileuszowa wystawa grafiki
od 7 grudnia 2007
fotoreportaż z wernisażu
Krzysztof Skórczewski urodził się w 1947 roku w Krakowie, gdzie w latach 1965 - 71 studiował w Akademii Sztuk Pięknych u profesorów Adama Marczyńskiego, Mieczysława Wejmana, Włodzimierza Kunza, Franciszka Bunscha. W roku 1971 uzyskał dyplom na Wydziale Grafiki. Od tego czasu pokazywał swoje prace na 59 wystawach indywidualnych i przeszło dwustu zbiorowych w kraju i za granicą, m.in.: w Niemczech, Szwajcarii, Szwecji, Włoszech, Francji, Czechach, USA. Początkowo zajmował się linorytem i grafiką użytkową. W 1976 r., podczas studiów w Królewskiej Wyższej Szkole Artystycznej w Sztokholmie, zainteresował się techniką miedziorytu. Od tego czasu, w ciągu 35. lat, powstało 190 miedziorytów zebranych w cykle, m.in. "Wieża Babel", "Budowa Arki", "Lalki", "Ogrody". Krzysztof Skórczewski, wspólnie z żoną, prowadzi w Krakowie pracownię graficzną wraz z oficyną drukarską, skąd pochodzą wszystkie odbitki jego miedziorytów. Od połowy lat 90. tworzy również cykle w technikach malarskich (pastele, akwarele).Artysta jest laureatem wielu nagród i wyróżnień. Jego prace znajdują się w kilkudziesięciu renomowanych zbiorach sztuki na świecie. Istnieje tez kilka kolekcji posiadajacych pełen zbiór jego prac. W latach 1995-2003 był profesorem w Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie, współpracował także z Uniwersytetem Stanowym w Utah (USA). Obecnie, jako profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego prowadzi Zakład Grafiki w tamtejszym Instytucie Sztuk Pięknych.
XXX
Dzisiejsza wystawa ma charakter wyjątkowy. Jest jubileuszem 60-lecia urodzin Krzysztofa Skórczewskiego wybitnego artysty grafika, mistrza rysunku, którego prace obecne są w znanych muzeach i licznych kolekcjach prywatnych. Przypadek sprawił, że jest to również 60. indywidualna wystawa w dorobku artysty. Świętujemy więc podwójny jubileusz związany z wiekiem i pracą twórczą. Na tę wyjątkową okazję wybraliśmy z szerokiego dorobku artysty kilkadziesiąt prac spójnych tematycznie i problemowo, w znacznej mierze decydujących o programie artystycznym Skórczewskiego.
Niemal wszystkie prezentowane na wystawie grafiki to rozległa rodzina miedziorytu, klasycznej techniki graficznej, wymagającej tradycyjnych i zapomnianych dzisiaj nieco umiejętności; precyzji, skupienia, a przede wszystkim pewnej ręki i sztuki podejmowania decyzji, bo rysunek w miedziorycie nie podlega korekcie, nie może być poprawiony ani wymazany. [...] Skórczewski nadaje miedziorytowi kształt współczesny, odwołując się przy tym do sfery znaczeń podstawowych, archetypicznych. Zapewne dzięki tym ideowym odniesieniom i mistrzostwu formy, jego grafiki są tak atrakcyjne dla odbiorców. Bez względu na wiek i zainteresowania gotowi są podjąć z dziełem artysty intrygująca grę.[....]
Twórczość Skórczewskiego ma charakter refleksyjny. Towarzyszy jej poczucie upływającego czasu, szacunek dla przeszłości, poszukiwanie prawd odwiecznych i niepodważalnych. Dlatego nie dziwi wybór artystyczny dokonany przeszło trzydzieści lat temu. Miedzioryt , który z powodzeniem uprawia, daje mu poczucie pewności , ważne w czasach relatywizmu, ale i swobody artystycznej niezbędnej, aby realizować swój życiowy projekt.
Wspominając swe wczesne lata, artysta chętnie powraca do obrazu ogrodu. Archetyp ogrodu, wiążący się z rodzinnym domem, gdzie powstawały jego pierwsze rysunki i szczęśliwym dzieciństwem, łączy się w twórczości Skórczewskiego z innym obrazem. Tym nieuchronnie związanym z konsumpcją życia, upływem czasu, utratą bezpieczeństwa. Ale także z poszukiwaniem zagubionej, zdawało by się, sfery sacrum. W odróżnieniu od idyllicznego obrazu rajskiego ogrodu jest to wertykalnie ukierunkowany obraz architektonicznej konstrukcji, ku której zmierza wyobraźnia artysty. Od kilkudziesięciu lat tworzy cykl, a może raczej fryz wzajemnie powiązanych i wynikających z siebie przedstawień budowli, konstrukcji, monumentów [...].
Architektura jako forma wyniesienia, metafora góry, nie pojawiła się w jego twórczości przypadkowo. Obraz ten podświadomość artysty od dawna poddawała analizie. Sygnalizowały go w sposób jeszcze zawoalowany prace powstające tuż po studiach w krakowskiej ASP, podsumował nagrodzony na Biennale w Krakowie w roku 1972 "Portret z blizną". Ta znakomita praca ta nie tylko nie stanowi w twórczości Skórczewskiego cezury miedzy jego wczesnym linorytem a miedziorytem, lecz jest wyrazem kontynuacji programu artystycznego. Dlatego też obecna jest na dzisiejszej wystawie.
"Portret z blizną" jest antropomorfizacją przedstawienia góry. W myśleniu symbolicznym wertykalność góry kojarzona jest z postacią człowieka, jego kręgosłupem, prowadzi do wewnętrznej wzniosłości. W późniejszych pracach "ludzka" góra stanie się architektonicznym wzniesieniem, wieżą, katedrą, mauzoleum. Do tych monumentów przylegają drewniane kratownice, rusztowania, podpory, szalunki. Są one odległym echem kultowych w grafice krakowskiej "Drabin" Jacka Gaja. Nieposkromione zmagania i ambicje symbolizowane gąszczem drabin, po których pnie się ludzkie mrowie, przekształcił Skórczewski w równie mocną metaforę, tym razem bardziej wieloznaczną. Postać człowieka zastąpiło świadectwo jego bytności i daremnego trudu; monument w trakcie budowy, konstrukcja ledwie rozpoczęta lub już porzucona, symbol równie utopijnych ambicji . Drewniane rusztowania zieją pustką. W "abstrakcyjnych", a zarazem sugestywnych jak marzenie senne konstrukcjach, człowiek jest nieobecny. Ten dokuczliwy brak, niezwykły element suspensu, tym bardziej podkreśla problematykę egzystencjalną szczególnie istotną w grafice krakowskiej lat 60. i 70. Skórczewski jest jej znakomitym kontynuatorem. Idei wertykalności nadaje mityczny i kosmiczny wymiar. Tym samym zwraca się ku tradycji Romantyzmu, a także do ważnego przekazu z przed lat; "Carceri" Giambattisty Piranesiego. Ideowe treści miedziorytów Skórczewskiego ściśle związane są z warsztatem artystycznym. Rusztowania, szalunki, żebrowania, szkielety to motywy stricte graficzne, atrakcyjne wizualnie - wyzwanie dla wytrawnego rysownika, temat do wydobycia tylko w graficznej kresce. Czyż zresztą koncepcja rozrastającej się struktury nie jest także metaforą pracy miedziorytnika?
Przestrzeń miedziorytów wyznaczają nie tylko ażurowe , drewniane konstrukcje, ale kontrastujące z nimi szerokie płaszczyzny kamienia, z których stworzone są monumenty. Często przeprute są otworami arkad, dziurą prowadzącą w czeluść, czasem pokryte bujnymi pasmami wegetacji. Kamień reprezentuje stałość, monumentalność, niepodzielność. Artykułowany jest klasycznymi porządkami architektonicznymi zestawianymi z postmodernistyczną fantazją. Otaczające i dzielące drewniane konstrukcje to również kreacja człowieka, jego intelektu, ambicji, ale i szaleństwa. Racjonalnemu zamysłowi towarzyszy dionizyjskie upojenie, a potrzebie porządku podświadome pragnienie powrotu do chaosu, czasu mitycznego początku , gdy formy nie były jeszcze określone i wszystko było jeszcze możliwe. W konstrukcjach Skórczewskiego powraca więc dawne marzenie o rajskim ogrodzie, czasach dzieciństwa świata, gdy o życiu decydował porządek natury, a nie prowadzące na manowce ambicje człowieka ( J.F. fragment wstępu z katalogu wystawy) |
JERZY PANEK
Chorągwie
cykl drzeworytów
od 9 listopada 2007
fotoreportaż z wernisażu
Przeważająca część "Chorągwi" powstała w roku 1962. Prace te są niezwykle różnorodne, jako cykl wręcz niespójne. Mają swą arytmię, gwałtowne przyspieszenia i zwroty, stylistyczne roszady. Cykl nie rozwija się linearnie i dopełniająco, każda z prac stwarza problem wymagający oddzielnego komentarza i rozważań bardziej szczegółowych.[...]
W "Chorągwiach" Panek z dużą swobodą posługuje się abstrakcją i figuracją, potrzebą geometrii i biologiczną zmysłowością formy. Bizantyjska dekoracyjność sąsiaduje z minimalizmem użytych środków. Drobiazgowość, skupienie, gęstość graficznego znaku kontrastują ze swobodą szkicu, otwarciem na biel i światło. Panek jest na przemian delikatny i wyciszony lub chropawy, ostentacyjny, rozgadany. Jarmarczna różnorodność łączy się z wyrafinowaniem warsztatu, elementy ludowego festynu z inspiracją sztuką wysoką. Artysta nie obawia się niespójności, "Chorągwie" są kipiącym tyglem form. Panek bawi się i prowokuje, nie oglądając się na swój dotychczasowy dorobek - styl, do którego zdążył przyzwyczaić otoczenie. W latach 60. płaci za to niezrozumieniem, a entuzjastyczna recenzja jaką wystawia mu jego przyjaciel, wybitny artysta, Józef Gielniak jest głosem odosobnionym; cykl pozostaje w cieniu.
Pierwszy rok pracy nad cyklem to okres krzyżujących się wpływów i inspiracji, dzieł kompletnych, ale też prób i "szkiców", zmagań ze sobą, jak i z tematem, który podjął. Artysta uruchamia głębokie pokłady świadomości i wyobraźni. W artykułowaniu nowej formy pomaga mu odkrycie surrealizmu, ekspresjonizmu, a nawet - zapewne pod wpływem lokalnego, kazimierzowskiego otoczenia - swojskiej Art Brut. Po tych ciężkich miesiącach wydaje się, że jego zainteresowanie tematem wygasło. Żywiąc się innymi projektami, zaledwie podtrzymuje pamięć o "Chorągwiach". Niespodziewanie jednak, w roku 1965, gdy zajęty był już innymi drzeworytami, w przypływie energii i z poczuciem dystansu triumfalnie powraca do cyklu, aby dokonać jego niezwykłej rekapitulacji. W ciągu kilku letnich tygodni wykonuje pięć drzeworytów. Te ostatnie w cyklu starczą za całość. Są niezwykłym podsumowaniem prób i doświadczeń z wcześniejszych lat, bogatszym o świeże spojrzenie i nowe doświadczenia. Wątpliwości, niepokój , emocje, a co za tym idzie eksperymentalna wielość stylistyk wcześniejszych prac ustąpią harmonii , równowadze, czystości form. Drzeworyty te są grupą zwartą stylistycznie. Są to duże, ukazane en face głowy, bliskie abstrakcji, czyste i delikatnie wykreślone. Dynamika, ekspresja i materialność wcześniejszych prac ustępują modulacji luźno rozpostartych w przestrzeni, ażurowych, klarownych form . Mistrzowski design, swoboda i spontaniczność kreski wzbogaconej doświadczeniem surrealistycznego rysunku, stymulują grę przestrzenią, relacji płaszczyzna - tło, forma zamknięta - otwarta. Przejrzyste i lekkie, prześwietlone słońcem i bielą kamienia drzeworyty tym razem wskazują na rodowód śródziemnomorski. Głowy wyzbyte są materialności, ciężaru, obcy jest im konflikt formy, przyjmują oddech powietrza. Klarowne, precyzyjne i zrównoważone dotykają ważnej dla Panka idei swobody, wolności od materii i ciężaru, skąpania w świetle i w ruchu.[J.F. fragment wstępu z katalogu wystawy]. |
MONIKA
CICHOŃ
ZARYSOWANIA
od 20 kwietnia 2007
fotoreportaż z wernisażu
Monika Cichoń jest absolwentką
Wydziału Grafiki ASP we Wrocławiu (2005). Dyplom uzyskała w pracowniach
rysunku zawodowego prof. Eugeniusza Geta Stankiewicza i projektowania
graficznego prof. Eugeniusza Smolińskiego. Wcześniej studiowała
Kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (1999-2000),
a artystyczne wykształcenie uzupełniła kilkumiesięcznym stażem
w Hochschule Fuer Grafik und Buchkunst w Lipsku. W swym dorobku
ma kilka wystaw indywidualnych i udział w kilkunastu wystawach
zbiorowych w kraju i zagranicą. W chwili obecnej trwa pokaz jej
pracy dyplomowej pt. O brzydocie i względności w Galerii
Miejskiej MM w Chorzowie.
Monika Cichoń zajmuje się sztuką figuratywną,
a postać ludzka jest niemal jedynym tematem jej grafiki, rysunku,
malarstwa, książki artystycznej. "Ciało człowieka jest jak
papier - przyjmuje i zapisuje w sobie i na sobie emocje i doświadczenia,
jest najbardziej pierwotną i naturalną lekturą"- pisze artystka.
Potrafi skupić się na "naturalnej lekturze ciała". Odczytuje
znaczenie gestu, rozumie języka ciała. Punktem wyjścia jest obserwacja
samej siebie i otoczenia, ale też bierze pod uwagę "figury
ekspresyjne" z przeszłości. Nawiązuje do różnych tradycji
stylistycznych. Akademicki rysunek często ze skłonnością do naturalizmu,
stylistyka XIX wiecznej wypracowanej ilustracji książkowej i fin
de sieclu sąsiadują ze współczesnymi tendencjami do "niedbałego
rysunku", minimalistycznie ograniczanego do zaledwie kilku,
niedbale rzuconych kresek. Skupienie na rysunku, jego cyzelowanie
jest ważne w jej twórczości, czasem jednak wywołuje odruch zniecierpliwienia,
potrzebę swobody, taszystowskiego wręcz gestu.
Jej zainteresowania wskazują na postmodernistyczną
różnorodność stylową, choć brak tu chłodnego dystansu, z jakim
przemawiają współczesne eklektyczne tendencje. Jest za to dużo
emocji, choć również przełamujących się. Patos i egzystencjalne
współczucie sąsiadują z drwiną, sarkazmem, autoironią. Nuta szczerości
przechodzi w grę pastiszem. Egocentrycznemu skupieniu na sobie
i "dziewczyńskich problemach" towarzyszy najwyższy stopień
zainteresowania innymi. Portretami obcych, odległych pokoleniowo,
historycznie, kulturowo.
Zarysowania - autorski tytuł wystawy
określa skalę odczuwania, rozumienia i praktykowania rysunku. Zarysować
to ledwie dotknąć, ale też coś znacznie więcej, pokryć rysunkiem.
Czynność sugeruje ślad kreski, może jednak oznaczać jej bardziej
wyrazistą obecność. Tytuł jest więc w równej mierze wyrazem skromności,
co i większych ambicji. W tym kontekście można też mówić o pustce
i obecności jako o dwóch biegunach relacji artystka - rysunek.
Wobec podobnego wyzwania staje każdy artysta. Monika Cichoń ma
jednak wyjątkową intuicję rysunku, wyczucie momentu inicjacji,
a także świadomość potrzeby wyciszenia. Tym samym jej rysunek wydaje
się zarówno nie rozpoczęty, jak i nie zakończony, podkreśla naturalną
szkicowość, intymny zapis chwili pozbawionej celebracji i namaszczenia.
Artystka jest świadoma narzędzi jakie ma do dyspozycji i tworzywa
w jakim pracuje. Nie przypadkiem różnicuje piórko, ołówek, tusz,
a w grafice akwafortę, miedzioryt, suchą igłę. Ma kreatywny stosunek
do papieru. Odrzuca jego komercyjną estetykę. Rozdziera go, maceruje,
nie gadzi ubytkiem, plami w odcienie spłowiałej sepii, brązu, żółci.
Nie degraduje go, wręcz przeciwnie czyni podmiotem procesu twórczego. W
ten sposób ubogi papier, jak z recyclingu, otwiera się na rysunek,
który wyłania się gdzieś z boku, jakby przypadkowo i w sposób nie
zamierzony. Najczęściej jest to fragment postaci, tors, splecione
ręce, głowa. Przedstawienie pozornie zawieszone jest w bezruchu,
dynamikę i sugestywność nadaje mu finezja kadrowania, wyrazisty
szczegół, drobny gest, wyrafinowany układ napiętego ciała.
"Rysunek jest dla mnie próbą wyswobodzenia
się z emocji, próbą podjęcia dialogu z otoczeniem i samą sobą." -
notuje artystka. Rysunek więc w znacznym stopniu pełni rolę dziennika
intymnego. Zapis codzienności, dziewczęce i bardziej dorosłe problemy
wyrażane są tym razem językiem komiksu i prostej kreskówki. Przyjmują
formę historyjek obrazkowych ( Lubię czytać przy śniadaniu , Sama
sobie podcinam włosy , Jestem niezależna ). Są śmieszne
,niewinne, naznaczone tęsknotą za dzieciństwem. Ale pojawia się
też bardziej niepokojąca stylistyka, sięgająca wczesnego ekspresjonizmu
i tradycji młodopolskich. Lalka, atrapy istot żywych, często ułomne,
pozbawiane członków stają się projekcją stanów emocjonalnych, personifikacją
idei przedwczesnej dojrzałości, metamorfozy ciała ludzkiego. Istotną
rolę odgrywa relacja pomiędzy metaforą tytułu, a jego obrazowa
dosłownością ( Gdzie masz oczy, Pusto mi, Dotknąć). Ironia,
szyderstwo, czarny humor splatają się z tu z egzystencjalną rozterką,
potrzebą kontaktu i czułości [...] (J.F.) |
Małgorzata malwina Niespodziewana
Podróż na Wschód - grafiki i rysunku
od 27 lutego 2007
fotoreportaż z wernisażu
Malwina Niespodziewana podróże podejmowała zawsze. To właśnie podróż jest właściwą metaforą dla jej intelektualnego niepokoju, potrzeby nowych doświadczeń, studiów, refleksji nad sobą, sztuką własną i obcą, którym daje wyraz w systematycznie, od lat prowadzonym dzienniku i szkicowniku. Trudno wyliczyć zajęcia, te artystyczne i inne, które podejmuje. Przede wszystkim grafika i rysunek, ale także malarstwo, sztuka książki, instalacja, video. A także wspólne z innymi działania parateatralne i uczestnictwo w grupach artystycznych. Ma za sobą studia filologiczne, pedagogiczne, artystyczne, językowe, a ostatnio doktorat na ASP w Krakowie. Poszukiwanie tożsamości, niekończąca się wewnętrzna podróż i próby zdefiniowania swojego miejsca wśród innych w sposób naturalny doprowadziły artystkę do konfrontacji kulturowej.
Dalsza podróż odbywa się także w przestrzeni. Wyznacza ją szlak stypendiów i praktyk artystycznych, wystaw i prywatnych ekspedycji: Sycylia, Włochy, Hiszpania, Francja, ale przede wszystkim Wschód - Japonia, Indie, Nepal [...]. W Japonii Malwina, pod opieką mistrza, wtajemniczona została w wytwarzanie papieru. Czynności, które wykonywała, wymagały czasu, cierpliwości, opanowania ciała, precyzji gestu. To nie tylko wprawianie się w rzemiośle lecz duchowy awans, proces osiągania doskonałości, "prefiguracja" aktu twórczego artysty grafika.
Papier, który w ten sposób poznała, nie jest już dla niej abstrakcyjnym "podobraziem", staje się żywą materią, interaktywną częścią dzieła, jego strukturą. Jest to często papier "bez granic", cięty w nieregularne kawałki , sklejany bądź zszywany przez artystkę. Nie obowiązują ją standardy i ograniczenia formatu. To wpływa na jej twórczość. Daje swobodę kompozycji, rzutuje na narrację graficzną. Powstają prace znacznie wyrastające poza wielkość tych, które tworzyła wcześniej. Papier ten można składać na kilka części, jest także wystarczająco sztywny, aby formować z niego bryłę. Posiada przejrzystość i żywą, gęstą fakturę. Często przypomina ludzką skórę [...].
Dochodzą nowe inspiracje i zainteresowania. Obserwacja człowieka, języka jego ciała, tym bardziej owocna, że przeprowadzana na obcym gruncie, a więc uwolniona od skojarzeń wynikających z przynależności kulturowej, pozwala na ujęcie "czyste". Ciało staje się "bezcielesnym" dyzajnerskim wykresem. W ten sposób gest, nośnik indywidualności i niepowtarzalności persony, tak ważny w jej wcześniejszej twórczości, staje się destylatem emocji, ornamentem, wzorem i znakiem odczytywalnym na gruncie powszechnego alfabetu wizualnego. Malarskie i rysunkowe dekorowanie ciała, które poznaje w Indiach jest abstrakcyjnym przedłużeniem tego gestu.
Artystka interesuje się także innymi "opisami" ciała. Sięga do dawnych atlasów anatomicznych, tych należących do kultury Wschodu i Zachodu. Inspirują ją wykresy krwiobiegu i oznaczenia punktów energetycznych. Jeszcze raz dostrzega różnice traktowania ciała i jego wnętrza w obu kulturach [...] Ożywiające w twórczości Malwiny jest ścieranie się poczucia indywidualizmu i niepowtarzalności wyniesionych z kultury europejskiej z koncepcją uniwersalności i powszechności właściwych dla kultury Wschodu. Dwuznaczność ta istnieje nie tylko w płaszczyźnie idei, ale dotyczy też samej formy jej prac. Stymuluje zresztą różnorodność rozwiązań. Od całkowitej abstrakcji w zmysłowym przedstawianiu tkanki skórnej czy płynów fizjologicznych zasilających ciało, po dyzajnerski ornament " bezcielesnych" korpusów. W jej doświadczaniu świata, tak silnie zabarwionym intelektualną refleksją, o twórczości decydują jednak wrażliwość, zmysły i co niezwykle ważne, stosunek emocjonalny. (J. F. fragment tekstu z katalogu wystawy)
MAŁGORZATA MALWINA NIESPODZIEWANA. Ukończyła Wydział Grafiki ASP w Krakowie. Dyplom z wyróżnieniem nagrodzony Medalem Rektora ASP w Krakowie uzyskała w pracowni prof. Stanisława Wejmana w roku 1998. Jest laureatką stypendiów Ministra Kultury i Sztuki, Stypendium Twórczego Miasta Krakowa oraz Mythological Europe Revisited, (Japonia). Uprawia grafikę , rysunek, malarstwo, wykonuje obiekty przestrzenne. W swym dorobku ma kilkanaście wystaw indywidualnych w Polsce, Danii, Japonii, Niemczech, Szwecji, we Włoszech. W roku 1996 zdobyła w Krakowie I Nagrody w Konkursie na Grafikę, i na Pejzaż w Malarstwie Współczesnym, a także Grand Prix na Konfrontacjach Najmłodszych Artystów Krakowskich (1999). W roku 2005 na Biennale Grafiki w Kaliningradzie zdobyła Grand Prix. Należy do Grupy MaMa i kobiecej, artystycznej Grupy 13. |
|
W roku 1988 Hanna Michalska obroniła z wyróżnieniem
dyplom na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Dyplom powstał w tradycyjnej,
choć niezbyt często praktykowanej technice heliograwiury, a wyróżnienie
mogło być odebrane jako wskazówka, czego powinna trzymać się młoda
artystka. Zaraz potem Michalska podjęła jednak warsztatowy eksperyment,
który w niczym nie przypomniał jej dyplomu. Próba ta świadczyła
o niezależności wyobraźni, temperamencie i potrzebie dania świadectwa
swym bezpośrednim, pokoleniowym doświadczeniom. Nowy cykl grafik
miał tytuł Impreza, a określające go
emocje trudno było by wydobyć w szacownej technice heliograwiury.
Co więcej, temperatura Imprezy w ogóle
nie bardzo mieściła się w dostępnych grafikowi środkach wyrazu.
Michalska zrobiła więc po swojemu. Sięgnęła po to, co dziewczęce,
choć rodem z wieku przedimprezowego . WYCINANKI.
Od tego czasu z metalowej płyty systematycznie
wykrawa sylwetki postaci ludzkich, a także fragmenty przedmiotów,
skrawki materii. Aktywność ta nie ma żadnego związku z naiwną metalpolastyką.
Artystka odrzuciła ideę integralności i niepodzielności płyty graficznej.
Wycięte kształty, surowe i nieobrobione, przyjęły rolę matrycy,
nie będącej jednak nośnikiem obrazu, jako iluzji rzeczywistości,
lecz wprost przedmiotem do odbicia.
W grafice znane są przypadki odciskania na papierze "przedmiotów
gotowych" wziętych z otoczenia. Michalska jednak swych matryc
nie znajduje, lecz tworzy specjalnie dla potrzeb grafiki. Jej działalność
nie jest też przypadkowa i okazjonalna, lecz ma charakter systematyczny,
wręcz systemowy.
Od kilkunastu już lat z tak przygotowanych fragmentów "wielkiej
płyty" artystka aranżuje układy na płaszczyźnie i odbija grafikę.
Tworzy luźne, na ogół nie powtarzalne kompozycje. Figury poprzez
swe nagromadzenie tworzą rytmiczny porządek. Dystanse miedzy nimi
podkreśla pustka bieli papieru. Sylwetki, choć pozbawione twarzy,
są nad wyraz ożywione; przybierają różne pozy, szamoczą się, przekazują
sobie znaki. Pozbawione wyróżniających cech indywidualnych tworzą
masę, anonimowy tłum ożywiony groteskową, zawieszoną w próżni gestykulacją,
która może być też odczytywana jako niema próba porozumienia.
Pomimo radykalności swej artystycznej wizji
sztuka Michalskiej nie traci kontaktu z przeszłością, wpisuje się
w ciąg tradycji figuratywnej grafiki krakowskiej. Nie bez odrobiny
ironii, zapewne nie uświadamianej, a wynikającej z odmienności
pokoleniowej, artystka nawiazuje do doświadczeń zeszłego wieku,
tych dalszych z lat 60, i tych bliższych ożywiających lata 80 i
90. Wyraźnie świadczy o tym problematyka, którą podejmuje: zbiorowość,
masa, tłum; generalnie liczba mnoga rodzaju ludzkiego, postrzegana
w kontekście losu indywidualnego. Mówią o tym także jej "poimprezowe" cykle
graficzne: Big Bang, i Autoportrety.
Piszę o elemencie ironii, bo dla Michalskiej ważna jest też tradycja
krakowskiej groteski.
Zbiorowość, którą animuje artystka, mimo odrębności
przyjętej formy, każe myśleć o znanych narracjach graficznych lat
60. i 70.,o twórczości Mieczysława Wejmana, Jacka Gaja ,a także
Andrzeja Pietscha, w którego pracowni studiowała Michalska. O ile
w twórczości tych artystów problem zbiorowość / jednostka urósł
do rangi manifestu egzystencjalnego, wynikając tyleż z doświadczeń
indywidualnych, co w znacznym stopniu z sytuacji politycznej owego
czasu, o tyle Michalska , o kilka pokoleń młodsza, podejmuje jego
reedycję opierając się na własnych obserwacjach. Dla artystki debiutującej
w niemal wolnej Polsce, żyjącej pełnią życia swego pokolenia, bez
wiedzy, co to cenzura i indoktrynacja ideologiczna, problem masa
/ jednostka w pierwszej chwili postrzegany jest z humorem i dezynwolturą
charakterystyczną dla kontrkultury młodzieżowej. Także wyraz formalny
jej prac w większym stopniu wiąże się z współczesnym dyzajnem i
ideą multiplikacji, niż z tradycyjną narracją graficzną. Równie
dobrze jednak jej przekaz można odczytywać jako wyraz zagrożeń
i lęków, które nie ominęły i jej pokolenia. I choć tłum i masę
określa się dziś pobłażliwie zjawiskiem globalizacji, to atrybutem
jednostki - o czym świadczy ostatni cykl Michalskiej Autoportrety -
pozostaje niezmiennie alienacja.(J.F.)
Hanna Michalska-Baran ukończyła studia na Wydziale
Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom w pracowniach
wklęsłodruku oraz książki i typografii uzyskała w 1988 roku. Uprawia
grafikę warsztatową, malarstwo i ilustrację książkową. Jest członkiem
grupy artystycznej TE7EM. W swym dorobku ma liczne nagrody i wyróżnienia
( m.inn.w konkursie Grafika Miesiąca), wystawy indywidualne i udział
w zbiorowych, także w tych przygotowywanych przez Jan Fejkiel Gallery
( Grafika alternatywna, Kraków,1995; Żywioł i metoda,
Liege,Kraków, 1997). Na wystawie artystka prezentuje cykle unikatowych
akwafort z ostatnich dwóch lat. |
|
|