galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt

 

 

 

 

 

 

 

 

ul. Grodzka 65
31-001 Kraków
tel/faks +48 12 429 15 53
e-mail:
fejkiel.gallery@clarus.com.pl

http://www.fejkielgallery.com

właściciel

Jan Fejkiel

     
  X  
  ARCHIWUM GALERII

nadchodzące wydarzenia

 

bieżąca wystawa

Małgorzata Malwina Niespodziewana

Bajki

od 11 czerwca 2010

fotoreportaż z wernisażu

Małgorzatę Malwinę Niespodziewaną i jej wystawę pt. Gender po raz pierwszy gościliśmy w galerii w 2002 roku. Rok później we współpracy z Centrum Kultury w Domu Krakowskim w Norymberdze prezentowaliśmy jej wystawę pt. Serce, dusza, ciało. W następnych latach artystka w czasie swych stypendiów i warsztatów artystycznych w Japonii i Indiach realizowała program artystyczny podporządkowany jej autorskiej koncepcji "ciała uniwersalnego". Monumentalną pracę pt .Łzy męskie należącą do tego programowego cyklu pokazywaliśmy w roku 2006 na zbiorowej wystawie pt. Poza passe-partout.

Najnowszy projekt pt. Bajki , który artystka zaproponowała galerii, świadczy, że z równym powodzeniem potrafi wykorzystać mniej spektakularne sytuacje życiowe. Wychowanie i opieka nad dzieckiem, które często stają się przeszkodą i utrudnieniem w działalności zawodowej, w przypadku Malwiny okazały się równie inspirujące i owocne jak poznawanie orientalnych kultur. W nowym doświadczeniu Malwiny czytanie w domu bajek wiąże się z powrotem do własnych dziecięcych rysunków. Jest to również podpatrywanie wycinanek córki, a może i korzystania ze świata skojarzeń, który dorosłym nie jest już dostępny. Już wcześniej wspólne "warsztaty" książkowe z dzieckiem ( zwłaszcza inspiracja książką rozkładaną) podsunęły jej myśl o formie nowego, bynajmniej nie bajkowego, projektu pt. Kobro ( nawiązanie do biografii Katarzyny Kobro i Władysława Strzemińskiego), który zrealizowała i zdążyła pokazać na zbiorowej wystawie w Kunstlerforum w Bonn w zeszłym roku.

Bajki długo owiane były tajemnicą. Jedynie dla potrzeb mediów udostępniona została zapowiedź, niewielki linoryt pt. : CK Punk ( Czerwony Kapturek Punk ). Nic wiec dziwnego ,że to on przyciągał uwagę od początku, choć równie intrygujące są realizacje innych bajek obecne na wystawie: Calineczki czy Śpiącej Królewny. Powstanie figury CK Punka poprzedziło wiele szkiców. Wyobraźnię artystki chyba bardziej pobudziła teatralność pomysłu niż chęć uczynienia zeń ikony nowego cyklu. Tak czy inaczej CK Punk nieco zaskakuje w jej dorobku, bowiem wieloznaczność dotychczasowych przedstawień figuratywnych tym razem sprowadzona została do języka płaskiego, plakatowego znaku. Odstaje też od pozostałych rozdziałów bajki. Ekstrawagancja punkowego Czerwonego Kapturka pozwala nam oczekiwać niezwykłego rozwoju dalszych bajkowych wydarzeń, a tymczasem, po tej wybuchowej zapowiedzi wszystko nagle normalnieje. Jest Wataha (wilków), Spotkanie ( Czerwonego Kapturka z wilkiem) jest i Osaczenie. Co więcej wszystko przedstawione w naturalnej "ilustracyjnej" manierze, gdzie ofiarą już aż nazbyt realnych wilków jest równie realna postać kobieca; to artystka utożsamiająca się z Czerwonym Kapturkiem. Jak wiadomo wilki kierując się, nie obcym i człowiekowi, życiowym pragmatyzmem atakują istotę słabszą; kobietę lub dziecko. Tak przynajmniej informuje opis ich obyczajów. Ten niezbyt ujmujący rys natury zwierzęcia stwarza gotową metaforę dla artystki nie kryjącej feministycznych sympatii i zainteresowań. Oto kobieta, artystka pożerana przez dzikiego samca. Wcale nie możemy być pewni czy Malwina w tym momencie żartuje, czy mówi poważnie. Swą bajką chce prowokować nie tylko na gruncie programowym. Jej Czerwony Kapturek to też inny pomysł na graficzną narrację, w której znakowość i graficzna metafora zderzone zostają z konwencją książkowej ilustracji. Te dwa sposoby opowiadania historii poprzez kontrast wzajemnie się demaskują. CK Punk jest osobny w swej nonszalancji, cool i trendy, trochę cyber-cielesny. Kolejne odsłony bajki przypominają natomiast bardziej tradycyjną narrację i obrazowanie z umiejętnie wygrywanym panieńskim akcentem melodramatu i sentymentu. Czując potrzebę wyjaśnienia źródeł nowej stylistyki, artystka podkreśla swe inspiracje skandynawską ilustracja książkową, którą poznała w czasie kilku artystycznych pobytów w Danii. Przypomina też o swoich dawnych zainteresowaniach książką, jeszcze z okresu studiów na ASP w Krakowie.

Ilustracyjność wśród grafików nie jest zbyt dobrze widziana. A i krytyka artystyczna, mimo że zjawisko nie jest jednoznaczne, nie jest jej przychylna. Malwina, podgryzana przez wilki, rzuca wyzwanie tym przesądom, a że "ilustruje" nie wprost , jak tradycja i gust realisty by chciały, lecz stwarza własną, osobistą interpretację tekstu, argumenty są po jej stronie. Tym bardziej, że wnosi do grafiki dużo świeżości i swobodnego oddechu. Przekonuje tym samym, że w tradycyjnych formach obrazowania, nie wyłączając ilustracji książkowej, tkwią nadal możliwości pozwalające nie tylko w sposób atrakcyjny opowiadać historię , ale i nawiązać z otaczającą rzeczywistością żywy kontakt, niejednokrotnie utracony w mozolnych zmaganiach warsztatowych. Sięgnięcie do ilustracji i inspiracji książką stwarza jej też możliwość wyjścia poza tradycyjną grafikę. Na wystawie obok form dwuwymiarowych obecny jest przestrzenny obiekt i instalacja graficzna pt. Sto to lat snu Śpiącej Królewny. (J.F.)

Małgorzata Malwina Niespodziewana urodziła sie w 1972 roku. Ukończyła Wydział Grafiki ASP w Krakowie. Dyplom z wyróżnieniem nagrodzony Medalem Rektora uzyskała w pracowni prof. Stanisława Wejmana w roku 1998. Jest laureatką stypendiów Ministra Kultury i Sztuki (1998/99), Stypendium Twórczego Miasta Krakowa ( 1999) , Mythological Europe Revisited (Włochy), a także Mino Art Village Project w Japonii w 2002 i 2006 roku. Artystka zgłoszona została do konkursu Paszport Polityki za rok 2004.

W swym dorobku ma udział w wystawach zbiorowych i kilkanaście wystaw indywidualnych w Polsce, Danii, Japonii, Niemczech, Szwecji, we Włoszech. W roku 1999 zdobyła w Krakowie Grand Prix na Konfrontacjach Najmłodszych Artystów Krakowskich (1999), a w roku 2005 Grand Prix na Biennale Grafiki w Kaliningradzie. Jej prace znajdują się w kolekcjach muzealnych w Japonii, Polsce, Rosji, Szwecji i we Włoszech.

W swoich pracach łączy różne techniki artystyczne - ostatnio: grafikę, książkę artystyczną oraz instalację i wideo. Stałym punktem odniesienia jej twórczości pozostaje ciało. Ważnym elementem jej pracy jest dziennik pisany od wielu lat oraz odbyte podróże artystyczne (zwłaszcza na Daleki Wschód).

wydarzenia

GRUPA 13

Joanna Adamusiak Marta Bożyk Agnieszka Berezowska  Agnieszka Dobosz Julia Jarża  Izabela Sieverding Elżbieta Kwasek Justyna Mielnikiewicz Małgorzata Niespodziewana Katarzyna Niżegorodcew Anna Sadowska Aleksandra Skura Weronika Szmuc

SEKS

13 listopada 2009

fotoreportaż z wernisażu

Darek Vasina

Plac Matejki

od 9 października 2009

fotoreportaż z wernisażu

Darek Vasina należy do artystów, dla których szczególnie ważne jest doświadczenie pokoleniowe. Daje temu bezpośredni wyraz w grafice i rysunku. Kilkanaście lat temu inspiracją dla jego twórczości była młodzieżowa subkultura, w której uczestniczył i którą współtworzył. Zakazane lokale, dziwne spotkania, język gestu i ciała. Dar obserwacji, umiejętność chwytania nastroju, ekspresji, tajemnicy osobowych relacji i magii miejsca nie uczyniły z niego jedynie środowiskowego dokumentalisty. Alternatywne przestrzenie, które stwarzał nie były miejscami, gdzie spotykają się zwykli śmiertelnicy. To sfera sił chtonicznych, walki dobra ze złem, tajemniczych inicjacji i rytuałów. Ofiary krwi złożonej na ołtarzu ognia. Występek łączył się tam ze sferą sacrum, brutalność i gwałt z delikatnością, erotyka z darem serca, a brzydota z olśniewającą urodą. Artysta, po dziś dzień pod wpływem komiksu, w niepowtarzalny sposób stosuje perspektywiczne skróty i przerysowania. Przedstawia dynamiczny ruch, ale i moment spoczynku, napięcie i luzacki oddech. Jest manieryczny i barokowy, wyrafinowany i z gruba ciosany. Swobodnie ogarniający przestrzeń w rysunkowym geście, ale i precyzyjny i drobiazgowy. W swych grafikach i rysunkach opowiada to, co bliskie mu na co dzień. Umiejętność zaczarowania rzeczywistości sprawia, że historiom tym nadaje mityczny oddech. Metaforą też od kilku lat stał się Plac Matejki, przez który artysta "przebiega kilka razy tygodniowo" i instytucja związana z tym miejscem; Akademia Sztuk Pięknych. "Plac Matejki jest o niemożności i niespełnieniu, o pechu i jego przezwyciężaniu, o krakowskim spleenie, braku wiary, zmaganiu się z własnym losem, chodzeniu w kółko, lękach , histeriach i namiętnościach, o głupich decyzjach i mądrych wyborach, o tym że czasu cofnąć się nie da, o tym że udaje się niewielu, a większość przepada z kretesem, jest o studentach i pedagogach, o pedagogach i studentach". Pesymizm, a nawet nuta rezygnacji płynące w słowach Darka trochę jak gdyby nie pasują do jego żywiołowej osobowości. Nie przekładają się też do końca na praktykę artysty, którego młodzieńcza witalność i energia rozrywają przestrzeń placu i mury szacownej instytucji. Na podniesienie temperatury ostatnich prac być może wpłynęły także "inne głosy, inne ściany"; trzytygodniowy pobyt na warsztatach graficznych w Urbino. Kilka niezwykłych, powstałych tam grafik pokazujemy na wystawie. W ten sposób duch Matejkowskiego miejsca nieuchronnie związał się z duchem Rafaelowskiego Urbino. Dla dobra sztuki, oczywiście.(Jan Fejkiel)

Darek Vasina - rysownik , malarz , grafik . Urodzony w 1964 roku w Krakowie . Studiował na Wydziale Grafiki krakowskiej ASP w latach 1985 -90 . Dyplom w pracowni miedziorytu prof.S. Wejmana , aneks z rysunku w pracowni prof . J . Gaja , u którego pracował jako asystent przez 11 lat .Doktor habilitowany od 2007 r. Prowadzi Pracownię Malarstwa i Pracownię Rysunku na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Jest współzałożycielem i członkiem nieistniejącej grupy "Trzy oczy", z którą wystawiał przez prawie dwadzieścia lat . Brał udział w ponad sześćdziesięciu wystawach. W Jan Fejkiel Gallery miał indywidualną wystawę grafiki i rysunku w roku 1996, a także brał udział w zbiorowych projektach galerii : Graveurs Polonais & Poetes a Saint Nazaire, St. Nazaire, Kraków (1999) i w wystawie Żywioł i metoda, Kraków, Bruksela (1995)

AGNIESZKA DOBOSZ

Stop klatki - grafika

od 19 czerwca 2009

fotoreportaż z wernisażu

[...] W niemal abstrakcyjnych grafikach Agnieszki Dobosz z lat 90. pojawiają się zaledwie aluzje do przedmiotu, postaci, zwierzęcia, które są pretekstem dla projekcji stanów emocjonalnych. Liczy się przede wszystkim szybki rysunek, uwolnienie podświadomości, dramatyczny często kontrast czerni i bieli. Śmiały gest przekracza pojedynczy, duży format grafiki. Powstają dyptyki i prace w seriach, coraz bardziej otwarte w przestrzeń. Pokazywaliśmy je na pierwszej wystawie Agnieszki Dobosz pt. Części ciała w roku 2001, a także na kilku wystawach zbiorowych. Po upływie kilku lat okres pionierskiego podboju przestrzeni artystka ma już za sobą. Nadal używa dużych formatów i nietrwałych, tekturowych matryc, z których odbija pojedyncze prace. Śmiałość i szerokość gestu zastąpiła działalność skromniejsza, choć nadal pełna emocji i pasji. Kosmiczny dramat został udomowiony, globalną wizję wypiera ujęcie segregujące. Kontrast czerni i bieli, pustki i wypełnienia zastępuje porządek prezentowanych przedmiotów; niewielkich, z pogranicza geometrii i form organicznych. Miejscem pracy artystki jest teraz częściej dom niż pracownia. Zadecydowały o tym w znacznym stopniu nowy rytm dnia, obowiązki rodzinne, stałe zajęcie na uczelni artystycznej. Patos wielkiej rozgrywki graficznej zastępuje intymność i prywatność komunikatu. Drobne, zogniskowane ku sobie kształty są nadal zapisem psychiki, najbardziej bezpośrednim i wieloznacznym ideogramem myśli, emocji, zdarzeń. Są kolekcją drobnych zjawisk, pospolitych i codziennych, czasem wstydliwych i trywialnych. Przeniesione z pospiesznych szkiców na serwetkach na duże arkusze papieru tworzą sekwencje jak w filmowej animacji.

[...] Dla artystki szkice serwetkowe są nie tylko innym niż dotychczas sposobem uprawiania sztuki, ale i próbą praktycznego określenia się w nowej sytuacji życiowej. Nie znaczy to, że małe formy rysunku były jej wcześniej nieznane. W latach 90. radziła sobie z nimi całkiem dobrze. Przykładem chociażby grafika zawarta we francuskim czasopiśmie poetyckim Le Mache-Laurier (1999) a także teka graficzno-poetycka Graveurs Polonais & Poetes a Saint Nazaire ( M.E.E.T. , Jan Fejkiel Gallery, 1999). Była to jednak działalność uboczna i na zamówienie. W głównym nurcie twórczości z tego okresu dominowały formy powstające bezpośrednio, bez szkicu, na dużych formatach papieru. W najnowszych pracach rozległe kształty i pola napięć zastępuje idea fragmentu, urywku, strzępu myśli. Mniej lub bardziej systematycznie rozmieszczone na płaszczyźnie papieru "stop klatki", "małe rzeczy" - jak je określa artystka, jeszcze raz podkreślają wpływ na jej twórczość podświadomości, każą też myśleć o surrealistycznych technikach automatycznego rysunku. Choć, trzeba dodać, żarliwość i osobność prezentowanych form odległa jest swobodnemu wojażowaniu wyobraźni w ecriture automatique. Mimo to trudno także oprzeć się skojarzeniom z innym pasjami surrealizmu - rysunkiem naiwnym. To zresztą dla artystki nic nowego. Poetyka ta nie była jej obca już we wcześniejszych pracach. Czy jednak dziecięce kreskówki w nowym okresie życia i twórczości nie stały się czynnikiem dodatkowo stymulującym ?

Najnowsze prace Agnieszki Dobosz nie są już pojedynczymi kompozycjami. Wprawdzie koncepcja cyklu graficznego pojawiła się w jej twórczości już wcześniej ( Części ciała) , ale dopiero w Stop klatkach zrealizowana została w pełni idea dzieła otwartego, jak i nieograniczonego w czasie procesu twórczego, którego fragmenty, czy też odcinki składają się na większą całość, której ostatecznych granic nie znamy. Procesualny charakter podkreśla też proponowany przez artystkę podtytuł wystawy - "ciąg dalszy". Odnosi się on do prezentowanych prac, sugeruje związki z przeszłością, ale i otwiera drogę przyszłości. Zgromadzony wyobrażeniowy inwentarz rozsypujący się poza granice arkusza papieru, repetycje i mutacje form ciągle jakoś sobie bliskich wiążą najnowsze grafiki artystki z tendencjami obecnymi już od pewnego czasu w grafice krakowskiej, redefiniującej pojęcie graficznego motywu jak i cyklu. Najnowsze Stop klatki Agnieszki Dobosz wnoszą do tych ustaleń osobistą, spontaniczną i oryginalną nutę.

Artystka początkowo studiowała w gdańskiej PWSSP na Wydziale Architektury Wnętrz. Dyplom nagrodzony Medalem Rektora uzyskała na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie w 1993 roku. Pracuje na Uniwersytecie Rzeszowskim na stanowisku adiunkta w Instytucie Sztuk Pięknych, gdzie prowadzi zajęcia w pracowni wklęsłodruku. W roku 2004 obroniła przewód doktorski na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Uprawia grafikę i rysunek. Należy do kobiecej grupy artystycznej "Grupa 13". Brała udział w licznych wystawach w kraju i za granicą. Jest laureatką Stypendium Twórczego Miasta Krakowa (1995). Dwukrotnie zdobyła pierwszą nagrodę w konkursach na plakat ( Heilbronn 1991, Kraków 1993). Na MTG w Krakowie w roku 1994 wyróżniona została Nagrodą Regulaminową, a na Triennale Inter-Kontakt-Grafik w Pradze (1995) uzyskała nagrodę Stowarzyszenia im.Hollara. Uczestniczyła w krakowskich konkursach na Grafikę Roku i Grafikę Miesiąca zdobywając nagrody ( 1997) i Grand Prix (1998). W roku 2000 zaproszona została do udziału w Druckproject w Mehlwaage Kunstlerwerkstadt, Freiburg. ( fragment wstępu, Jan Fejkiel

Anna Sadowska

Grafika

od 17 kwietnia 2009

fotoreportaż z wernisażu

[...] Anna Sadowska od kilku lat oprócz grafiki warsztatowej zajmuje się projektowaniem komputerowym. Ciekawe jednak, że praca w nowym otoczeniu nie inspiruje prób - coraz przecież modniejszej - grafiki cyfrowej. Wręcz przeciwnie. Przebywanie w środowisku softwarowym wywołało gwałtowną reakcję wystudzonych zmysłów. Potrzebę zapachu, dotyku, konkretu. To bez czego artysta z krwi i kości żyć nie może. Jej uwaga  kieruje się ponownie ku twardemu dyskowi grafiki warsztatowej - metalowej matrycy. Zawsze interesowała ją jej materialność, naturalna faktura, ubytki i niedoskonałości. Tym samym nie jest dla niej jedynie pośredniczącym w przekazywaniu obrazu niewidocznym lustrem, lecz pełnoprawnym tworzywem graficznej rozgrywki. Przedmiot utożsamiony zostaje z obrazem. Zmysłowa aura warsztatu grafika jest jej bliższa od sterylnej pracowni komputerowej, stanowi też ożywcze antidotum na wirtualną rzeczywistość. Prace pokazywane na dzisiejszej wystawie odbija z przedmiotów znalezionych; na śmietniku, złomowisku, składzie metalu. Fragmenty blach, żeliwa; elementy stalowych konstrukcji i łączników poddaje obróbce; wyklepuje, czyści, trawi kwasem. Tak spreparowany obiekt odbija na papierze. Z okrągłych dekli, nadżartych rdzą płaskowników, perforowanych siatek tworzy swój nowy heavy metalowy świat; postaci, mechanizmy, konstrukcje - już nie iluzoryczne lecz, jak nigdy wcześniej, materialnie.

Ta nowa "przedmiotowość", mimo swego naturalizmu, wychładza emocje wcześniejszych prac. Liryczną abstrakcję, od której zaczynała, żywiołową ekspresję rysunku w późniejszych latach zastępuje teraz namacalny, przedmiotowy konkret prowadzący do geometrycznego porządku i architektonicznej konstrukcji. Opcja wyrazista i jednoznaczna - wydawało by się - gdyby nie pojawiające się tu i ówdzie w złomowanym świecie akcenty żywego koloru: czerwień, róż, żółcień, odcienie, które, jak sama artystka mówi, "odpowiadają jej w tym sezonie". Kolor jest tu elementem sztuczności i humoru, który podkreślają także tytuły prac, ale i znakiem otwartości w jej zawsze żywej, podatnej na zmiany grafice. ( Jan Fejkiel)

ANNA SADOWSKA przez rok studiowała na ASP w Łodzi, a latach 1994-98 na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Dyplom z wyróżnieniem uzyskała w pracowni wklęsłodruku prof. Andrzeja Pietscha. Pracuje najchętniej w technikach metalowych ( akwaforta, sucha igła), uprawia też malarstwo i rysunek, zajmuje się projektowaniem graficznym. Ma w swym dorobku kilka wystaw indywidualnych w Polsce, Francji , Szwecji, Bułgarii, na Węgrzech. Jest laureatką nagród na Ogólnopolskim Biennale Grafiki Studenckiej w Poznaniu (1999), a także w konkursach na Grafikę Roku i Grafikę Miesiąca organizowanych przez ZPAP w Krakowie (Grand Prix, liczne nagrody i wyróżnienia). Należy do artystycznej, kobiecej Grupy 13. W Jan Fejkiel Gallery oprócz wystaw indywidualnych pokazywała swe prace na wystawie zbiorowej( Poza passe-partout, 2006) oraz z Grupą 13 ( żczyzna, 2002).


Anna Sobol-Wejman

Siedzące

od 12 lutego 2009

fotoreportaż z wernisażu

Siedzące to największy jak dotąd cykl graficzny Anny Sobol-Wejman. Rozpoczęty przed kilkoma miesiącami liczy już blisko 40 akwafort .Nadal rozrasta się i komplikuje, otwierając przed artystką nowe, nieznane dotychczas możliwości twórcze. Przy podobieństwie wiodącego motywu każda odbitka ma unikalny charakter, opowiada też inną historię. Sygnowane są jako epreuve d'artiste, nie mają nakładu, istnieją tylko w jednym egzemplarzu. Forma cyklu zawsze bliska była artystce. Wiąże się to z odejściem od tradycyjnej koncepcji obrazu zamkniętego granicami passe-partout, na rzecz dzieła otwartego; a także podkreśla procesualny charakter narracji graficznej. O ile wcześniejsze prace nie przekraczały kilku i często zestawiane były parami, o tyle nowy cykl daleki jest od wyczerpania. Grafika uwolniona od obowiązku powielania, nadal jednak rozmnaża się. Wnosi nowe obrazy, mówi więcej o świecie i o samej dyscyplinie.

Już w połowie lat osiemdziesiątych przestrzeń grafiki Anny Sobol-Wejman wypełniały sekwencje niemal abstrakcyjnych znaków i ideogramów. Układane rzędami w segregującym porządku funkcjonowały jak alfabet pisma. Mogły być odczytywane zarówno w swym indywidualnym brzmieniu a także , jednym rzutem oka, jako cały obraz. To mnożenie bytów było pytaniem o wielość i powtarzalność zjawisk, ale i ich wyjątkowość. Już wtedy artystka odwoływała się do uniwersalnego porządku, który wyznaczał pion i poziom. W jej grafikach archetypiczny podział przestrzeni znajdował wyraz w układzie kompozycji budowanej jak pole szachownicy. W powstałych "oknach" było miejsce na zjawiska i inspiracje, które dyktuje życie i których nie sposób ująć w nadrzędny ład. W ten oryginalny sposób, nie praktykowany w jej otoczeniu, Anna Sobol-Wejman podejmowała idealistyczną próbę opisu świata. Świadoma była jednak konieczności wyboru, selekcji, określenia granic swych zainteresowań. W latach 90.opis ten coraz częściej łączył się z autorefleksją, analizą własnych doznań. Proces ten w znacznym stopniu można wiązać z powrotem do litografii , którą artystka w czasie studiów poznała równie dobrze jak techniki metalowe. Litografia stwarzała większą swobodę malarsko-rysunkowej wypowiedzi, stała się bardziej intymną formą zapisu myśli skupionych już nie tylko wokół problemów uniwersalnych, ale i spraw codziennych w życiu kobiety-artystki. W kilku spontanicznie powstałych w tym okresie pracach ( Notatki sentymentalne , Przedmiotowość , Okruchy) stworzyła motywy, do których będzie powracała wielokrotnie. Wtedy też w litografii z roku 1997 pt. Kobieta w słońcu po raz pierwszy bodaj pojawił się pierwowzór kobiety siedzącej, której znak, powtarzający sekwencję pion, poziom, pion jest ucieleśnieniem kosmicznej równowagi.

Kobieta w słońcu uosabia energię i zmysłowość, którą podkreśla dynamika kątów prostych ułożenia ciała, malarska plama znaku, nadnaturalna obfitość kształtu i rozwichrzona głowa. Jej żywiołowość kontrastuje z bierną pozą, a czarna barwa ze złotem słońca. Tą samą czernią artystka kreśli krzyż przekreślający słońce; nieuchronne memento mori. Kobieta w słońcu jest zapowiedzią przedstawienia, które pojawi się w kilka lat później już w innym kontekście. Tym razem siedząca jest fragmentem kompozycji z roku 2003 pt. Znaki czasu. Akwaforta ta powstała w mniej słonecznym dla artystki okresie. Choroba, a potem śmierć bliskich osób silnie oddziałały na jej twórczość . Bezwładny korpus z utrącona głową i bezradnie opuszczonymi nogami był ideogramem pesymizmu i depresji. Wizerunek ten wymykał się znanym konwencjom przedstawieniowym. Jego "pierwotna" surowość świadczyła o udziale w procesie twórczym podświadomości. Trochę przypominał figury i symbole Louise Bourgeois, ale także egzystencjalnie wymowne siedzące i ukrzesłowione Andrzeja Wróblewskiego w jego malarstwie i monotypii.

Później siedząca pojawia się jeszcze kilkakrotnie w innych kompozycjach. Nie jest już jednak traumatycznym przekazem, raczej wyrazem powrotu do życia. Przyjmuje role Dulcynei, partnerki Don Kichota. Na dobre zadamawia się w przestrzeni nowego cyklu, już nie jako epizod, lecz główny temat. Powtarzalna, bogata w odcienie ikona kobiety , moduł i wzorzec. Jest znakiem ożywionej wszechobecności, ale i oddalenia, zadumy i refleksji. Poza tym trwa niezmiennie w pełnym niespodzianek otoczeniu. Otoczenie Siedzących artystka rozważnie buduje kolorem, różnicowaniem tła, oszczędnym rekwizytem. Tak przynajmniej wygląda początek cyklu, pierwszych kilkanaście prac. Bezgłowy tors jest dynamiczną i zwartą, miękko wykreśloną, płaską, pozbawiona modelunku formą. Była by abstrakcyjnym znakiem, gdyby nie kokieteryjna wręcz puenta, dwie kreski założonych nóg. Mimo podobieństwa kształtu Siedzące mają swój wewnętrzny puls, odmienny ton i posiew koloru. Oszczędność pierwszych prac nie obowiązuje już w dalszych odsłonach cyklu. Dodatkowo pojawia się szkicowy cień postaci, a także proste przedmioty: krzesło, stół. Ale przede wszystkim uruchomiona zostaje pamięć graficznych znaków , którymi Siedzące zaznaczają swą obecność i komunikują się z otoczeniem: gmerki średniowiecznych artystów przywiezione z Urbino, monotonny zapis alfabetu morse'a, łańcuch DNA, szeregi losowych liczb, imiona osób i inne znaki przyjaźni. Coraz częściej ślady te zastępują samą postać, stają się jej ekwiwalentem, graficznym wykresem, jak w zapisie EKG siedzącej w jednej z kompozycji. W innej sytuacji przypominają ślad niegdyś użytkowanej przestrzeni. Nostalgiczny "ozalid" planu domu rodzinnego z owalnym pokojem artystki, czy surowa geometria współczesnej pracowni na poddaszu. To tło buduje znaczenia wokół Siedzących. Włącza je w rytm życia i nieuchronnego upływu czasu. Bo to czas jest tematem tych prac. Dodajmy, tematem nie nowym , od dawna obecnym w twórczości artystki. To tylko nowe znaki czasu odmierzanego sekwencją kariotypu, upływem dni w kratce osobistego kalendarza, odstukiwaniem graficznych alfabetów, nieśmiertelnością żyjącej w nas architektury, a także, co urasta do metafory, rytmem bijącego serca.  ( Jan Fejkiel, fragment z katalogu do wystawy)

Jerzy Panek

w 90.rocznicę urodzin

Kobiety - drzeworyty

od 11 grudnia 2008

fotoreportaż z wernisażu

Na tle rozległej twórczości graficznej Jerzego Panka liczącej ponad 600 prac przedstawienia kobiet nie należą do częstych motywów. Niewiele w nich też atrakcji tradycyjnie łączonych z tematem. Również brak skandalizujących wątków może sprawić zawód współczesnym, bo przecież Dantejskie Piekło Panka z jego upadłymi kobietami jest zbyt autentyczne, by mieć moc uwodzenia. Można odnieść wrażenie, że żywiołowość i bezpośredniość relacji artysty z kobietami, stały temat w kronice towarzyskiej Krakowa, pozostawia niewiele miejsca sublimacji w sztuce. Jeśli więc w drzeworycie Panka kobieta staje się obiektem pożądania, to głównie artystycznej formy, z którą eksperymentował i która była dla niego najważniejszym punktem odniesienia. Co nie znaczy, że był artystą i człowiekiem oderwanym od życia. Wręcz przeciwnie. Wyrafinowane drzeworyty kobiet podążają za jego intymnym doświadczeniem nie tylko miłości, ale też choroby, siły zła i upadku. Kobieta zasila jego drzeworyt w ważnych momentach życia. Jest też istotnym wyrazem afirmacji i negacji - dwóch sił spierających się o jego twórczość. Dlatego warto wyodrębnić ten motyw jako osobny temat wystawy, której pomysłu dostarczył Dieter Burkamp, wieloletni przyjaciel Panka, autor nieocenionego opracowania Jerzy Panek. Werkverzeichnis der Graphischen Arbeiten 1939-1993.

W latach 90, gdy Panek nie opuszczał już domu, powstał cykl akwafort, o którym łatwo zapomnieć. Powiemy o nim jednak, bo kobieta pojawia się tam jako wspomnienie. Może dlatego Niewidomi erotomani to jedyne grafiki Panka, w których obecna jest erotyka, choć tym razem obiekt pragnienia istnieje już tylko w wyobraźni i odczuciach starego, schorowanego człowieka. Pokazywaliśmy ten cykl dziesięć lat temu, obchodząc 80. rocznicę urodzin artysty. Dzisiejszy jubileusz, już pod nieobecność Jerzego Panka, chcemy uczcić przypomnieniem prac z czasów świetności, gdy energia artystycznej formy łagodziła dramat egzystencji. [Jan Fejkiel, fragment wstępu z katalogu wystawy].

Jerzy Panek (1918-2001) należy do najwybitniejszych artystów polskich. Zyskał międzynarodowe uznanie jako twórca o ogromnym dorobku drzeworytniczym (ok. 600 desek). Był też równie wybitnym malarzem i rysownikiem. W ostatnim okresie swego życia uprawiał metalowe techniki graficzne:akwafortę, odprysk, suchą igłę, a także rysunek pastelową kredką. Urodził się w Tarnowie. W latach 1937-42 studiował na Wydziale Grafiki Państwowego Instytutu Sztuk Pięknych w Krakowie ( w czasie wojny przemianowanego na Kunstgewerbeschule), pod kierunkiem Andrzeja Jurkiewicza i Władysława Jarockiego. Poznał tam m.in. Jerzego Nowosielskiego, Tadeusza Brzozowskiego, Adama Hoffmanna, Jerzego Skarżyńskiego, a także przyszłych wybitnych historyków sztuki: Mieczysława Porębskiego i Marka Rostworowskiego. Po zamknięciu Kunstgewerbeschule, aby zapobiec wywózce do Niemiec, podjął pracę w miejskim prosektorium jako rysownik. Aresztowany spędza dwa miesiące w obozie pracy w Płaszowie. Po wojnie kontynuował naukę na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie, w pracowniach Eugeniusza Eibischa i Zbigniewa Pronaszki. Dyplom uzyskał w 1955 roku. W ramach "wymiany kulturalnej" w roku 1956 wyjechał na dwa miesiące do Chin. Pobyt ten miał duże znaczenie dla jego dalszej twórczości. W połowie lat 60. otrzymał propozycje objęcia katedry grafiki w PWSSP w Poznaniu, potem katedry rysunku w Toruniu. Z obu propozycji zrezygnował. Ostatecznie przyjął posadę wykładowcy na ASP w Krakowie, gdzie pracował przez krótki okres na przełomie lat 1967/ 68.

Artysta jest laureatem wielu nagród i wyróżnień, m.in. Nagrody Ministra Kultury i Sztuki (1963), Złotego Medalu na Triennale Sztuki w New Dehli ( 1971), Nagrody Prasy IV Międzynarodowego Biennale Grafiki w Krakowie (1972), Nagrody im. Jana Cybisa (1988). W roku 1993 Senat ASP w Krakowie nadał Jerzemu Pankowi tytuł Profesora Honorowego. Za całokształt pracy twórczej otrzymał w roku 1998 Nagrodę Miasta Krakowa i Nagrodę Wojewody Krakowskiego.

Prace Jerzego Panka znajdują się m.in. w Muzeach Narodowych w Bydgoszczy, Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku i Tokio, w The Wallace Collection i Tate Gallery w Londynie, w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie, w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie, w Gabinecie Rycin w Dreźnie i w Zbiorach Graficznych Albertina w Wiedniu, a także w zbiorach prywatnych na całym świecie.

Artysta miał ponad trzydzieści indywidualnych wystaw w kraju i za granicą W latach 90. Dieter Burkamp zorganizował indywidualne wystawy Jerzego Panka w Bergisch-Gladbach, Goslar, Paderborn, Oerlinghausen, a także w Instytutach Polskich w Berlinie, Dusseldorfie, Lipsku. W Jan Fejkiel Gallery Jerzy Panek miał 8 wystaw indywidualnych. Po śmierci artysty w roku 2001 Muzeum Narodowe w Krakowie przygotowało wystawę pt. L'Hommage a Jerzy Panek, a w roku 2006 dużą monograficzna wystawę artysty.

Andrzej Bielawski

grafika

od 3 października (piątek) 2008

fotoreportaż z wernisażu

[...] Gestem bez precedensu, zarówno dla malarza jak i grafika, staje się w latach 90. wprowadzenie w obręb obrazu sztalugowego zużytych metalowych matryc. Wykorzystuje efekty naturalnego ubytku, korozji i zużycia, pociąga go proces utleniania i zmiany koloru metalu. "Recykling" Bielawskiego nadaje tym zapomnianym przedmiotom nowe funkcje estetyczne i ekspresyjne. Jego decyzja jest wyrazem kreatywności, ale i odwagi. Bowiem dla większości artystów matryca jest obszarem sacrum, tu konkretyzuje się idea i obraz grafiki. Pozyskane dla malarstwa matryce mają początkowo standardowe formaty. Dopiero później Bielawski przycina je, wykorzystuje skrawki i fragmenty.
Do malarstwa wprowadza więc geometryczny wymiar, który nie wynika z rysowania czy malowania lecz z obecności realnego przedmiotu. Tworzy abstrakcję geometryczną w oparciu o moduł grafiki. Nie tylko jednak "blachy", ale i próbne odbitki nakleja na płótna, włącza w malarstwo. Tym samym graficzny negatyw (matryca) i pozytyw (odbitka), nieoczekiwanie złączone ze sobą, stają się integralnym surowcem tego wyjątkowego w tradycji artystycznej malarskiego gesamtkunstwerku. Tym samym Bielawski zbliża się do malarstwa materii, odnawia także tradycję kolażu. "Malować można czym się chce - przypominają się słowa Apollinaire'a - fajkami, znaczkami pocztowymi, widokówkami lub kartami do gry, świecznikami, kawałkami ceraty, sztywnymi kołnierzykami, tapetą, gazetami". Malować można też grafiką - zdaje się dopowiadać artysta i wydobywa ją z zapomnienia, umożliwia życie w nowym wcieleniu. Konsekwentnie kieruje się intuicją materiałową, która determinuje estetykę. Wierny idei "niekończących się relacji i powiązań przedmiotów i zdarzeń" przekracza procedury technologiczne dyscyplin sztuki. Ważny jest proces transmutacji, a materiału dostarcza otoczenie, także to artystyczne.

Utylizacja i ergonomia w działaniach Bielaw­skiego ma wymiar nie tylko artystyczny i konceptualny. Jest też wyrazem wierności i sentymentu dla przedmiotów zużytych i odłożonych na bok, a tym samym podkreśleniem dystansu wobec współczesnej konsumpcji - kultury ciągłej nowości i jednorazowego produktu. Artysta, wrażliwy na otoczenie, staje się kustoszem przedmiotów starzejących się, mających swą historię. Bliska nam jest ta wrażliwość i stosunek do świata materialnego. Wystarczy przypomnieć porzuconą, słynną już deskę Tadeusza Kantora, podniesioną do rangi przedmiotu artystycznego, czy mniej znany lecz równie ważny kołek z drewnianej konstrukcji domu rodzinnego pieczołowicie przechowywany przez Jerzego Panka.

W drugiej połowie lat 90. naznaczone grafiką malarstwo Bielawskiego zmienia się. Poprzez czernie, rdzę i patynę dochodzi do błękitu, który rozciera na metalowej powierzchni swych płócien. Powstają świetliste obrazy uwolnione od przyciągania ziemi. W tym czasie buduje dom i pracownię nad Narwią, gdzie spędza coraz więcej czasu. Oddziaływanie nieskażonej cywilizacją natury uskrzydla, a żywioł ziemi ustępuje powietrzu i otwartym przestrzeniom. Stopniowo Bielawski eliminuje w swym malarstwie blachy. Zastępuje je delikatny, naklejany na płótna papier ryżowy i kładziony warstwami eteryczny wosk. Nowe obrazy "oczyszczone z wyobraźni" - jak trafnie określa je Urszula Makowska - odwołują się do kontemplacji. Związek z naturą ma w tym przypadku charakter doświadczenia zmierzającego ku transcendencji. Gładko nakładane na płótno warstwy papieru, oleju, wosku stwarzają przestrzeń jednolitą bez napięć kierunkowych i podziałów otwierającą się w nieskończoność. Złożone i wyrafinowane procedury technologiczne nie tylko nie służą indywidualnej ekspresji, lecz dążą do jej wyeliminowania. Malarstwo wyzwolone z materii osiąga stan ponadczasowy, idealny.

W tym momencie grę ze zmienną rzeczywistością podejmuje na powrót grafika. Powstaje cykl pt. Oranże, który pokazujemy na wystawie. W odróżnieniu od monochromatycznych obrazów artysta wprowadza ekspresyjny, gorący pigment, "zrodzony z rdzy obrazów-blach" jak słusznie zauważa Makowska. Czyżby więc grafika nowego wieku podejmowała porzucony wątek malarstwa lat 90? W przeciwieństwie do zmierzającego ku transcendencji i scalającego zmysłowe doświadczenie malarstwa graficzna kreska Oranży analizuje i dzieli naturę, wskazuje już nie na idyllę pejzażu, lecz jego zmienność, niepokojący rytm, dynamikę. Podkreśla kierunki i podziały przestrzenne, zdecydowany pion, poziom, linie diagonalne, zagęszczenia i rozrzedzenia. Namiętne, rozpalone ogniem energii suche igły są dramatycznym przeżyciem pejzażu. Większość prac zmierza ku abstrakcji. Rytmicznie modulowana kreska, jak w secesji, jest wektorem sił natury. Trudno oprzeć się jej zmysłowej energii. Do czasu jednak. Niespodziewanie bowiem dekoracyjna stylistyka cyklu załamuje się. Kreska traci swą wibrującą giętkość i sprężystość. Nie jest już wykresem czystych sił lecz nośnikiem iluzjonistycznego przedstawienia, przypomina porwaną ogrodzeniowa siatkę oddzielającą widza od tła; białej ściany pokrytej czerwonym liszajem. W kontekście ostatnich prac wcześniejsze w cyklu wydają się tylko zapowiedzią, ćwiczeniem, które wprowadza rysunek w przestrzeń konfrontacji z rzeczywistością. Tym razem na powrót tą niższą, zdegradowaną, peryferyjną, która wciska się bocznymi drzwiami i psuje szyki. Ale to przecież z tych właśnie obszarów wywodzą się wczesne artystyczne doświadczenia Bielawskiego! Czy są więc Oranże, po chwilach uniesienia nieskończonością natury i malarstwa, powrotem na jawę praskiego podwórka, gdzie kanon piękna wyznacza poszarpany drut ogrodzenia i plama na ścianie?Znaczyło by to, że pamięć ziemi, swoistego piękna obszarów degradacji, ważna w twórczości Bielawskiego, nie pozwala mu beztrosko patrzeć w niebo. Nie wiemy jak relacja góra - dół, a w wymiarze artystycznym idealizm - naturalizm, wyznaczająca kierunek zmagań artysty ze światem, ułoży się w przyszłości. Nie wiemy też jak po okresie niepodzielnych doświadczeń układać się będzie dalsza współpraca grafika z malarzem. Możemy jednak zaryzykować stwierdzenie, że dotychczasowe ostre widzenie świata zawdzięcza doświadczeniom grafiki i rysunku, bez których wizja natury czystej i jak się wydaje bezkonfliktowej, do której doszedł w malarstwie, nie była by tak doskonała.

Andrzej Bielawski ukończył Wydział Grafiki ASP w Warszawie w początkach lat 70. W okresie stanu wojennego współpracuje z "Solidarnością". Jest inicjatorem aukcji sztuki na rzecz związku, wykonuje prace graficzne i drukarskie, urządza wystawy poza oficjalnym obiegiem. W swym dorobku oprócz wystaw zbiorowych ma kilkadziesiąt wystaw indywidualnych w kraju i zagranicą (m.in. dwie monograficzne wystawy w warszawskiej Zachęcie, 1997, 2007). Przez rok (1982-83) pracował jako asystent na warszawskiej ASP. W roku 1991 wraz ze swa żoną, także artystką, Teresą Starzec założył fundację Atelier, w ramach której powstała Szkoła Rysunku i Malarstwa dla uczniów i absolwentów szkół średnich, w której naucza. Zajmuje się malarstwem, grafiką, rysunkiem, fotografią.

HENRYK OŻÓG

grafika

od 27 czerwca (piątek) 2008

fotoreportaż z wernisażu

Henryk Ożóg uczył się grafiki w pracowni Mieczysława Wejmana w krakowskiej ASP, gdzie w roku 1981 obronił dyplom. Malarstwo poznał w pracowni Jana Świderskiego. Oba miejsca okazały się dla artysty ważne, bowiem czerń i biel wczesnych grafik jeszcze w pierwszej połowie lat 80. zastąpi kolorem.

Poza akademicką edukacją przełomowe dla młodego artysty było otwarcie na świat i sztukę współczesną. " Na corocznych przeglądach prac studentów wieszano reprodukcje Durera i Goyi. Nikt ich nie ruszał, podczas gdy reprodukcje dzieł współczesnych ginęły natychmiast. Pamiętam, otworzyli wtedy konsulat amerykański z albumami, studiowało się tam wtedy Bacona, Hockneya, Motherwella, De Kooninga - u nas wtedy była zachłanność świata i sztuki zachodniej."- wspomina Ożóg ożywioną atmosferę końca lat 70.

Artysta, podobnie jak i jego rówieśnicy, spontanicznie i bez uprzedzeń chłonęli nowości. Poza wzorcami zza oceanu, bardziej bezpośrednio, bliżej czasowo i przestrzennie oddziaływało malarstwo "Neue Wilde". Nic więc dziwnego, że dla młodych artystów ekspresja koloru i deformacja przedmiotu stały się wyróżnikiem pokoleniowym. "Chcieliśmy rysować, a nie zaczerniać - podkreśla Ożóg - gdy ktoś kiedyś zrobił rysunek aktu kolorową kredką, a nie węglem to wybuchł skandal. Liczyło się otwarcie na nowoczesne malarstwo". To tym właśnie inspiracjom zawdzięcza artysta zwrot ku ekspresji i barwnym przestrzeniom nowoczesności, pozostawiając ostatecznie za sobą egzystencjalne niepokoje i dominujący pesymizm krakowskiej grafiki wczesniejszej dekady.

W grafice i malarstwie Ożoga "zachłanność sztuki zachodniej" okazała się decydująca. Jej przeżycie będzie dla niego bardzo ważne - aluzje do klasyków współczesnego malarstwa są cały czas istotnym elementem jego sztuki. Wystarczy przypomnieć dyptyk z roku 1992 pt.  Czy panowie H.B.K. są w samochodzie?. Oczywiście H. to Hockney, B. to Bacon, K. to Kitaj. Nie przypadkowo też postać Jacksona Pollocka pojawia się na jednej z grafik obecnej na wystawie( Rozmowa). Artysta nie ogranicza się jedynie do cytowania nazwisk. W spontaniczności graficznej kreski, dynamicznej i szkicowej, dostrzegamy wpływ action painting i taszystowskiej kaligrafii. Ożóg nigdy jednak nie poddał się całkowicie abstrakcji. W jego grafikach cały czas obecna jest postać ludzka. Przedstawiana w ruchu, dramatycznie zdeformowana wskazuje na wpływ malarstwa Francisa Bacona, Hockneyowi natomiast zawdzięczamy oranżeryjno- basenową atmosferę napiętego relaksu wyraźną zwłaszcza w pracach Ożoga z lat 90., którą można łączyć z poetyką campu.

Wpływy, którym świadomie i z pełną akceptacją ulegał artysta należy rozpatrywać w kontekście poetyki postmodernizmu. Można nawet mówić o nonszalancji w żonglowaniu motywami i fragmentami rzeczywistości. Jednak źródłem prawdziwej fascynacji i pasji jest dla Ożoga warsztat grafika. Tu kończy się żartobliwy dystans. Artysta nie ma sobie równych w napięciu wyrafinowanej kreski dzielącej czerń i biel (sucha igła), intensywności barwnej plamy akwatinty, aksamitności miękkiego werniksu. Forma nie służy jednak budowaniu zwartej kompozycji i przekazywaniu czytelnej historii. Kolaż form, faktur, fragmentów rzeczywistości zakłóca ciągłość narracji. Grafiki Ożoga są jak rozległy szkicownik, w którym artysta testuje granice metalowych technik graficznych , którymi najczęściej się posługuje. Interesuje go bardziej dekonstrukcja i szkicowość często inspirowane kubizmem ( Kolekcjoner I, II,III ).

W ostatnich pracach pojawiają się nowe akcenty; próba scalania przedmiotu, potrzeba konkretu, wizja nie zdeformowanej realności. Sygnalizowały to już "fotograficzne" elementy jego wcześniejszych prac. Potwierdzają tę tendencję wspaniały 747 i jego zwielokrotniona wersja pt. Eskadra. W pracach tych energię ruchu zastępuje monumentalność formy.

Na dzisiejszej wystawie prezentujemy prace artysty z ostatnich kilku lat. Ukazują one rozmach wyobraźni i zainteresowań artysty, jego pasje warsztatowe, próby opisu rzeczywistości w dynamice i zmienności, jak i w kształcie zatrzymanym. Ostatnie grafiki, w tonalnych odcieniach czerni i bieli, zapewne nie powstałyby bez wcześniejszej "farbenlehre", którą dało artyście malarstwo współczesne, jak i bez drobiazgowej analizy przedmiotu wniesionej przez rysunek.

Henryk Ożóg ma w swym dorobku ponad 30 wystaw indywidualnych w Polsce i za granicą. Brał udział w blisko 300 wystawach zbiorowych. Jego grafika była wielokrotnie nagradzana. Na Ogólnopolskim Konkursie Graficznym w Łodzi ( 1984 Wyróżnienie, 1994 I Nagroda) na Biennale Grafiki w Lublanie ( 1991,1997), na Triennale Grafiki Polskiej (1994, 2000, 2006 ).W roku 1997 zdobył Nagrodę Regulaminową na MTG w Krakowie oraz Nagrodę na Międzynarodowej wystawie Grafiki w Muzeum Sztuki w Portland (USA). W latach 1998-2005 wielokrotnie wygrywał krakowski konkurs na Najlepsza Grafikę Miesiąca ( 1998, 2003, 2004, 2005). W roku 2005 został laureatem Grand Prix Grafiki Roku. Henryk Ożóg jest profosorem ASP w Krakowie. Na Wydziale Grafiki prowadzi Pracownię Wklęsłodruku.

EWELINA MAŁYSA

Plus, minus, nieskończoność - grafika

od 16.04. 2008

fotoreportaż z wernisażu

[...] Pod koniec roku 2004 w twórczości artystki następuje przełom. Rezygnuje z obrazowych ikon, wśród których nie brakuje znaków firmowych, elementów liternictwa i komunikacji wizualnej, "przedmiotów gotowych" i obiektów kreatywnego rysunku. W pierwszych pracach z cyklu "Utylizacja" (2005) redukuje przedstawienie do jednolitej płaszczyzny koloru w pełnym nasyceniu lub ograniczonej do bieli, co najwyżej z odciskiem perforacji. W następnych cyklach chętnie posługuje się plamą i punktem barwnym, często stosuje znak plusa, minusa, wektora. Tym razem artystka śmiało zadrukowuje format papieru. Rozpoznaje nową przestrzeń, ustala topografię terenu i wytycza obszar graficznych działań ( "Przed siebie", 2006).

Doświadczenia te podejmuje w litografii, najbardziej malarskiej, jak się uważa, technice graficznej. To prowokuje dalszy eksperyment wynikający z fascynacji farbą, chęcią poznania jej walorów zmysłowych: gęstości, transparentności, możliwości formotwórczych, ale także interakcji z papierem. Intryguje ją to, co powinno być skryte, bo obnaża warsztat: ślad pędzla, ekspresja malarskiego gestu i naturalne rozbryzgi farby, przecierki i niedoróbki. Tym samym rozszerza granice oddziaływania graficzno-malarskiego znaku, bada jego związki z nasyceniem barwnym, tłem. Kolor zestawia kontrastowo. W swych działaniach jest spontaniczna, pracuje na granicy błędu i prowokowanej nieporadności. Wpływ tych doświadczeń potrafi wykorzystać. Tak jak i wcześniej tworzy cykle, gdzie pewne elementy kompozycji powtarzają się, uzupełniają i rozwijają w nowych kontekstach. To te właśnie prace znajdują się na dzisiejszej wystawie.

W litografii akces artystki do nowoczesności jest oczywisty. Płaskość i plakatowość jest częstym wyróżnikiem współczesnego malarstwa. Binarna opozycji plusa i minusa, akcentująca wartości graniczne i rudymentarne, znajduje zastosowanie w języku komputerowym jak i w "hasłowym", zglobalizowanym opisie rzeczywistości. Małysa jednak na każdym kroku zdradza to, co modne, zanurzając się w pulsującej mistyce znaku. W ten sposób plus może być odczytany jako krzyż i choć odniesienie religijne nie jest tu jednoznaczne, to kontekst przestrzeni graficzno-malarskiej, w której występuje, może odwoływać się do szeroko pojętej transcendencji ("Przepowiednia", 2007).

Ewelina Małysa jest dyplomantką w Pracowniach Miedziorytu i Litografii krakowskiej ASP (2002). Laureatka stypendium Miasta Krakowa (2004) i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2005). Dwukrotnie zdobyła Grand Prix w konkursie na Grafikę Roku ( Kraków 2003, 2005) , a także liczne wyróżnienia w krakowskim konkursie na Najlepszą Grafikę Miesiąca i wyróżnienie w konkursie "Miasto i człowiek ( Poznań, 2003). Na 6 Triennale Grafiki Polskiej w Katowicach (2006) zdobyła Nagrodę im. H. Chrostowskiej (J.F.)

BEREZOWSKA & SADOWSKA

grafika

28 marca (piątek) 2008 roku o godz.19.00

 

fotoreportaż z wernisażu

 

Agnieszka Berezowska i Anna Sadowska studiowały w latach 90. na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Nauka pod tym samym dachem, więź pokoleniowa, zgodność temperamentów decydowały o wzajemnej przyjaźni. Dystans dwóch różnych pracowni: wklęsłodruku i drzeworytu, w których artystki terminowały, nie miał znaczenia. Kontakty nawiązywało się łatwo, a porozumienie wisiało w powietrzu. W roku 2000 powstała kobieca, artystyczna Grupa 13, o której wyrazie zadecydowały głównie absolwentki krakowskiej ASP.Wśród nich nie zabrakło Agnieszki Berezowskiej i Anny Sadowskiej. Powstanie grupy to syndrom czasu, wymiany pokoleniowej, ale nie tylko. Bowiem po latach męskiej dominacji w tym mało ekologicznym zawodzie, inicjatywę przejmują kobiety. W naszej grafice był to z pewnością udany debiut.

Dla artystek Grupy 13 wczesna młodość przypada na okres społecznej i politycznej transformacji. Przemiany te i atmosfera im towarzysząca, często w sposób nie do końca uświadamiany, wpływały na otwartość artystycznych decyzji. Twórczość Berezowskiej i Sadowskiej staje się katalizatorem najlepszych energii lat 90. Dynamika i poczucie wolności, doświadczenie koloru i abstrakcji, ale i eksperyment z figuracją stają się wyróżnikiem ich prac. Obie artystki wystawiają z Grupą 13 ( m.in. w Jan Fejkiel Gallery, "Mężczyzna", 2002), ale też indywidualnie. Zwracają na siebie uwagę. Zdobywają wyróżnienia, nagrody, stypendia. Mimo konieczności podjęcia pracy w innym zawodzie, wynajmują wspólną pracownię. I nie jest to gest symboliczny. W trudnych warunkach powstają nowe grafiki. Prezentujemy je na co dzień, a także na galeryjnych wystawach zbiorowych ( "Poza passe-partout", 2006).

Tym co łączy wcześniejsze prace artystek z najnowszą kolekcją jest spontaniczna reakcja na świat i zdarzenia wokół. Liczy się przede wszystkim pierwsze wrażenie i jego zjawiskowość. Najważniejsza jest siła wyobraźni, odwaga podejmowania decyzji i nieomylny instynkt formy. Grafiki te, surowe i nie uładzone, oddziałują na emocje - refleksja rodzi się po czasie. Nie zawsze łatwe są w odbiorze. Obce jest im wspólnotowe doświadczenie, najczęściej też nie nawiązują do tematu, ikonografii, mitologii, które ożywia zbiorowa wyobraźnia. To własne artystek rozmowy ze światem, bez wstępnych ustaleń i dbałości o hierarchię spraw. Obie Panie potrafią zachować dystans do siebie i swych zainteresowań. Zacierają granicę między poważnym a trywialnym. Mówią w sposób bezpośredni o tym, co dla nich intrygujące i ważne, co się podoba, a co śmieszy. Zmienność wydarzeń życiowych dyktuje formę, która nie musi konsekwentnie wynikać z wcześniejszych założeń. Ruch, energia, wiara w ożywczą siłę szkicu i oddziaływanie przypadku jest ciągłym określaniem się na nowo. Potrzeba gestu i ekspresji decydują o wyborze dużych formatów; grafiki Berezowskiej i Sadowskiej wychodzą w przestrzeń, elektryzują otoczenie.

Przyjaźń, pokoleniowe doświadczenia, zgodność temperamentów nie zacierają, co oczywiste, indywidualnych różnic. Wynikają one nie tylko z odmienności technik graficznych, w jakich pracują artystki. Agnieszka swoje linoryty buduje poprzez przenikanie planów i form, a frenetyczny rysunek ujmuje w geometryzujące ramy . Dla Ani płaszczyzna papieru to pole bitwy, gdzie dominują zderzenia ostrego, dynamicznego rysunku ( sucha igła) i jednolitych płaszczyzn koloru. W ten sposób powstaje "kolaż" o wyraźnych podziałach płaszczyzn podkreślający kontrast pustki (neutralnej bieli papieru) i wypełnienia.

Jeszcze kilka lat temu można było powiedzieć, że odniesieniem dla linorytów Agnieszki jest malarstwo, jego "ślad" i przestrzenna ciągłość, a "metalowa" grafika Ani nawiązuje w większym stopniu do dramaturgii plakatu, płaszczyznowych rozwiązań barwnych, operowania znakiem. Grafiki Agnieszki wydawały się bardziej szkicowe, podczas gdy Ania dążyła do syntezy, konstrukcji i klarowności form. W tej chwili różnice bardziej oczywiste w niektórych pracach, w innych zacierają się. Grafika zbliża się do siebie i oddala w rytm dialogu, jaki artystki prowadzą ze sobą i ze światem. Brak uprzedzeń, warsztatowej rutyny, otwarcie na nowe doświadczenia, a nawet element prowokacji, coraz to zaskakują odbiorcę, zwłaszcza poszukującego bardziej wyważonego przekazu. Nie gwarantują go nowe prace Berezowskiej & Sadowskiej, które prezentujemy na dzisiejszej wystawie. Nic też nie wskazuje na to, aby w przyszłości miało być inaczej. ( J.F.)

Zbigniew Biel

grafika

od 25 stycznia 2008

fotoreportaż z wernisażu

Zbigniew Biel ukończył w roku 1984 Wydział Grafiki ASP w Krakowie. Ma w swym dorobku wystawy indywidualne i udział w kilkudziesięciu pokazach zbiorowych w kraju i zagranicą. Jest laureatem II nagrody (1989) i Grand Prix (1991) Międzynarodowego Biennale Grafiki "Cuprum" w Lubinie. Na Triennale Grafiki Polskiej w Katowicach w 1991 roku uzyskał II nagrodę. Już w czasie studiów pracował jako konserwator zabytków, później do swych zajęć dorzucił projektowanie wnętrz. Także dziś doświadczenia te wywierają duży wpływ na jego grafikę, rysunek i malarstwo. Jednak tradycyjny podział na sztuki użytkowe i "czyste", który dla wielu artystów bywa dramatem wyboru, w przypadku Biela nie rodzi konfliktu. Najważniejszy jest bowiem rysunek. Wydobywany spod warstwy tynku, wyznaczający profil architektoniczny, czy kreślony w grafice.

Jako konserwator zajmuje się najczęściej drewnem i kamieniem. Grafika daje mu możliwość pracy w metalu, przeważnie w technice akwaforty. Projektowanie wnętrz to wrażliwość na materiał, ale i sztuka rozumienia przestrzeni. Także i te doświadczenia artysta przenosi - z całą finezją przenikających się dyscyplin - w dwuwymiarowe medium graficznego rysunku.

Wielość zainteresowań uwrażliwia go na problemy warsztatowe, formalne, materiałowe. Intuicje związane z artystycznym tworzywem determinują idee jego sztuki. Zanim odczytamy znaczenie, widzimy rysunek. Artystę intryguje faktura graficznej matrycy, którą opracowuje drobiazgowo, ale nie pedantycznie. Jej szorstkość, nierówność czy ubytki inspirują naturalny ruch akwafortowej kreski. W latach 80. gęste, szkicowe zarysowania wyłaniają sylwetkę nierealną, z pogranicza magii i mistyki. Taki jest Szuler, Sztukmistrz, w końcu Znawca pogody - ogarniająca naturę postać o janusowym obliczu. Zjawiskowość przedstawienia podkreślają przenikające się plany, gdzie szarość, czasem z dodatkiem brązu lub srebra jest częstsza niż kontrast czerni i bieli. Swoboda jaką daje rysunek i interaktywność płyty graficznej już w tych latach kierują Biela bardziej ku problemom graficznego śladu, fakturalnego rytmu i swoistej ornamentyki niż ku literackiej w swych założeniach poetyce groteski, jak skłonny byłem wcześniej interpretować te prace (Portret ironiczny. Groteska we współczesnej grafice krakowskiej , Jan Fejkiel Gallery, Kraków, Łódź, Amersfoort 1993). Z tych ustaleń Biel wyciąga wnioski i tworzy zalążek swego universum, tym razem jednak świat odchodzący od figuracji, pozbawiony ciągłości, podzielony na terytoria, strefy, enklawy.

Miasto, wyspa, jezioro, piramida, wieża są dla artysty miejscami znaczącymi, wyłonionymi z nicości. Biel z precyzją konserwatora, ale i archeologa/geologa odsłania przekroje materii bogatej, skłębionej, nie uporządkowanej. Ich opis, nie jest jednak dokumentacją ani próbą rekonstrukcji, lecz artykulacją i strukturalizacją przestrzeni graficznej. Jerycho , Miasteczko Bełz, Sodoma są fantazją na temat przeszłości, której nie sposób inaczej poznać, jak tylko przez artystyczną "odkrywkę". Grafik Biel działa w materii delikatnej, związanej z historycznym konkretem, ale i ulotną pamięcią, nostalgią za czasem, społecznościami, terytoriami i obiektami, które przeminęły.

W nowym tysiącleciu powstał cykl innych miast. Nie podobnych do wcześniejszych. Tym razem artysta rezygnuje z koloru, podnosząc tym samym znaczenie rysunku, który nie służy już rysowaniu, lecz wykreślaniu. Ten aspekt techniczny, użytkowy jest zamierzoną grą konwencją projektowo-konstruktywistyczną. Trudno jednak oceniać nowe miasta Biela jako obiektywny wykres, pozbawiony walorów ekspresyjnych. Krzyżujące się perspektywiczne prospekty nakładają się na płaską kartograficzną siatkę i splatane linie poziomic. Rysunek izometryczny wspomagany jest ostrymi podziałami pionów i poziomów, otwierających i zamykających przestrzeń. W tak zarysowanej miejskiej sieci, tu i ówdzie, pojawia się mocno zaakcentowana, geometryczna bryła - fragment architektury lub jej relikt. Nie ma tu ciągłości przestrzennej, komunikat miejski jest rwany, pełen szumów i zakłóceń. Jest to nowa koncepcja miasta, odległa od wcześniejszych zainteresowań artysty. Zwartości i przestrzennej ciągłości tradycyjnego skupiska wyrastającego z naturalnego podłoża, artysta przeciwstawia miasto przyszłości nie tak znowu odległej - wirtualną symulację post-polis.

Dyscyplina geometrii, precyzja wykreślania pionu i poziomu, zapewne jako alternatywa bardziej spontanicznych możliwości rysunku, od dawna pociągały artystę. W pełni jest to widoczne w uzupełniającym miasta cyklu Fasady. Iluzoryczne ściany-atrapy podejmują grę na granicy przestrzeni otwartej i zamkniętej, płaskości i głębi, organizacji i przypadku. Ale cykl ten stawia pytanie nie tylko o trzeci wymiar i status bycia miedzy architekturą a post -architekturą. Jest precyzyjnym podsumowaniem problematyki ważnej dla Biela od dawna: relacji pomiędzy graficznym śladem, ornamentem, znakiem i ich funkcjonowaniem w różnych wymiarach przestrzeni. Jest też pytaniem o język grafiki warsztatowej w czasach wszechobecności elektronicznych mediów. Pokazem jego autonomicznych możliwości, a zarazem granic interpretacji. Co najciekawsze, te jak najbardziej aktualne pytania stawia artysta zajmujący się na co dzień odsłanianiem i utrwalaniem przeszłości. Okazuje się, że na poziomie bogatej w refleksję symulacji - dotyczy to w równym stopniu Biela konserwatora, co i Biela grafika - dystans między przeszłością a współczesnością gwałtownie się zmniejsza. Punktem odniesienia nie jest już historia, lecz generujący idee, uwolniony od funkcji reprodukcyjnych rysunek. (J.F.)

informacje galerii

Specjalistyczna galeria grafiki i rysunku , została założona w 1991 roku przez historyka sztuki. Galeria prowadzi działalność promocyjną, wystawienniczą i edytorską, współpracuje z artystami reprezentującymi rożne orientacje artystyczne i należącymi do różnych pokoleń twórczych.
W galerii wystawiają swe prace m.in:
Bogdan Achimescu, Andrzej Bednarczyk, Jan Berdyszak, Agnieszka Dobosz, Andrzej Dudziński, Stanisław Fijałkowski, Ryszard Gieryszewski, Jerzy Grabowski, Romana Hałat, Marek Jaromski, Tadeusz Jackowski, Jerzy Jędrysiak, Andrzej Kapusta, Andrzej Kasprzak, Janina Kraupe, Zbigniew Lutomski, Tadeusz Nuckowski, Ryszard Otręba, Henryk Ożóg, Jerzy Panek, Andrzej Pietsch, Leszek Rózga, Krzysztof Skórczewski, Anna Sobol-Wejman, Jacek Sroka, Eugeniusz Get-Stankiewicz, Mieczysław Wejman, Stanisław Wejman. W roku 1997 galeria współpracowała w wydaniu dwujęzycznego (polsko-angielski) albumu pt. Polska grafika lat dziewięćdziesiątych (wyd. Buffi), którego autorem jest Jan Fejkiel. Jest to pierwsze tak obszerne opracowanie grafiki polskiej od kilkunastu lat. Działalność edytorska galerii rozszerza się także na sztukę książki. Wspólnie z francuską oficyną wydawniczą M.E.E.T. wydano w roku 1996 w ilości 75 numerowanych egzemplarzy album pt.Graficy polscy- poeci francuscy.

galeria sztukpuk | wydarzenia | galerie | forum-teksty | recenzje | archiwum | linki | kontakt


Copyright by "SZTUK PUK" 2001 - 2006 Kraków , Ryszard Bobek, Filip Konieczny